Relacja z wycieczki z KTR EkoRamą pod nazwą

Topacz

i Wrocław 13 kwietnia 2013 r. (sobota)

 

Uczestnicy: Ania studentka medycyny z Wrocławia, Karol dziadek Ani, Halina z EkoRamy, Irek, Andrzej, Marysia, Mira i Tosiek z Wrocławia.

 

Trasa; koleją z Małomic i Legnicy do stacji Wrocław Nowy Dwór.

Rowerami: Nowy Dwór - Muchobór Mały – Oporów – Wysoka – Ślęza - zamek Topacz – Wysoka - Wrocław - Skowronia Góra - Gaj – Rynek – Ostrów Tumski – Rynek – stacja kolejowa Wrocław Główny; 55 km

Powrót Kolejami Dolnośląskimi: Wrocław – Legnica – Małomice.

 

        Sobota 13 kwietnia 2013 r. była 103 dniem roku.

        Słońce wstało w Legnicy o 6.11.

        Dzień trwał 13' i 46 ''

      i był dłuższy od najkrótszego o 5' i 53''

                                             oraz krótszy od najdłuższego o 2' i 50''

O 7.00 świeciło słońce, wiatr 7 km/h SSW, ciśnienie 1011 pHa, temperatura 6 ~ 7 *C.

 

Końca świata w roku pańskim 2012, dwudziestego pierwszego grudnia nie było.

 

Po 8.00 wyszłam z domu w Legnicy na ścieżkę rowerową w czasie całkiem sympatycznej pogody. Z powodu totalnego remontu dworca kolejowego bilety kupuje się w baraku przed dworcem lub na peronie. Perony nie będą, póki co, remontowane.

Żarski szynobus z Marysią przyjechał punktualnie i nie był przepełniony. Pędził jak błyskawica; po pięćdziesięciu minutach ok. 10.30 wylądowałyśmy na stacji Wrocław Nowy Dwór.

Na stacji pojawił się cicerone Irek i Andrzej. Pojechaliśmy przez sypialnię Wrocławia – jak objaśnił Kol. Irek, czyli przez osiedle Nowy Dwór.

11.11 Park – dawny cmentarz. Oglądaliśmy granitowy długi pomnik–ścianę z 2008 r. nazywany Cmentarzem Wszystkich Cmentarzy.

Bliziutko podjechaliśmy do cmentarza Żołnierzy Włoskich z pierwszej wojny światowej. Pośród włoskiego klimatu w postaci cyprysów pochowano ponad tysiąc jeńców, których pokonała głównie grypa „hiszpanka” i katorżnicza praca przy budowie śluz na Odrze. W ciszy można zadumać się nad bezsensem wojny.

Po sąsiedzku kolejny cmentarz. Tym razem cmentarz – pomnik Żołnierzy Polskich na Oporowie. Irek poinformował, że 23-metrowe pionowe płyty symbolizują bohaterskie skrzydła huzarskie. Cmentarz powstał w 1970 r. Spoczywa tam ponad 600 żołnierzy poległych, ale także zmarłych w lazaretach i ofiar KL Gross - Rosen.

W Parku Południowym zajechaliśmy do pomnika Fr. Chopina. We Wrocławiu Chopin zatrzymał swój dyliżans czterokrotnie jadąc na i z kuracji u wód w Dusznikach. Na prośbę kapelmistrza katedry św. Jana, Fr. Chopin dał wyjątkowy koncert w Hotelu De Pologne w 1830 r.

Po przejechaniu kilku kilometrów przecięliśmy autostradę A4 i byliśmy przy Zamku Topacz.

12.30 Ślęza. Zamek Topacz; 20 km.

Spotkaliśmy rowerzystów poznanych w poprzednich sezonach na rowerowych rajzach.

Renesansowy zameczek to historia wieży rycerskiej, wzniesionej na przełomie XIV i XV wieku. Obronna wieża mieszkalna otoczona była fosą. Rycerze w ten sposób obchodzili prawo, gdyż zamek obronny mógł mieć tylko król lub książę. Rycerze strzegli swych zdobyczy obwarowując się w wieżach. Na parterze mieli magazyny, na piętrze mieszkanie z wykuszem latrynowym, zaś na górze zadaszony taras obserwacyjny. Z czasem powiększali przestrzeń życiową o komfortowe mieszkania aż posiadłość uzyskała renesansową formę. Obecnie fosy już nie ma. Zastąpił ją rozległy park z rzeczkami, mostkami i stawami.

Wstęp do Muzeum Motoryzacji w zamku Topacz kosztuje 10 zł. Warto, warto. Miły przewodnik oprowadzał zwiedzających od eksponatu do eksponatu przedstawiając jego parametry, cenę, historię. Najważniejszy był Ford T, od którego wszystko się zaczęło. Potem były motocykle wzbudzające gorące wspomnienia w stylu - „Ależ miałem branie na MZetę”. Rowery z silniczkami rajcowały rowerzystów. Pojazdów było ponad 100.

Zrobiliśmy parę zdjęć – zorką pięć (z filmu Rejs).

13.30 Nagle wiatr szarpnął drzewami i chlapnął krótkotrwały deszcz. Schroniliśmy się w restauracji. Po pół godzinie Irek poprowadził na Skowronie Wzgórze we Wrocławiu, plaskate jak na stole.

Dalej Kol. Mira prowadziła obok pałacyku po Joannie Grizik von Schaffgotsch znanej jako Śląski Kopciuszek, do Teatru Lalek, obok Hotelu Monopol pod tzw. dobry adres; kogóż nie gościł ów hotel ?. Hitlera, Picasso, Szołochowa, Joliot-Curie, Erenburga, Cybulskiego i wielu innych, dalej do Starej Giełdy zaprojektowanej przez C G Langhansa autora Bramy Brandenburskiej W Berlinie i do Rynku. Młodzi ludzie siedzieli wprost na rozgrzanym bruku.

Ok. 17.00 Kamieniczki Jaś i Małgosia. 37 km.

Przerwa na piwo. Dalej pomnik Ku Czci Zwierząt Rzeźnych na dawnych Jatkach, Uniwersytet Wrocławski nad Odrą. Potem odwiedziłyśmy Pomnik Sybiraków i skromny pomnik z symbolem krwiodawców, kroplą krwi. Tablice informacyjne zniknęły. Pomnik na Klecinie przypomina jednak inne przelewanie krwi. W pobliskim więzieniu do końca wojny naziści wykonywali wyroki śmierci przy użyciu gilotyny. Były dwie takie machiny. Jedna duża elektryczna, druga ręczna. Ta mniejsza stoi do dziś w czeluściach Muzeum.

Zajechałyśmy do kościoła św. Józefa. Za Niemców kościół „Urszuli i 11 Tysięcy Dziewic” służył ewangelikom, a jego wnętrze przypomina salę teatralną.

Przemieściłyśmy się na Starówkę. Przy kolumnie Jana Nepomucena na Ostrowie Tumskim jakaś dziewczyna powiedziała do rodziców:

- Jak tu miło !

Na Moście Tumskim obowiązkowe fotki. Most z 1889 r. jest nitowany, postawiony na miejscu drewnianego mostu zwodzonego. Poprzeczny łuk kratownicowy nie spełnia żadnej funkcji konstrukcyjnej. Wrocław miastem stu mostów. Ponoć przed wojną miał ich 330. Istne miasto na wodzie.

Przejechałyśmy ponownie do Rynku. Na promenadach, bulwarach i ulicach było dużo ludzi. W trawnikach zakwitły pierwsze krokusy. Po drodze rzut oka na romański portal u św. Marii Magdaleny.

Wrocław Główny; 55 km

Po godzinie jazdy Legnica; po dwóch Małomice pod Szprotawą.

Voila !

Tekst Halina Bierwiaczonek. Zdjęcia Mira Stępień i hb.