Szlak Zamków Piastowskich Grodno - Książ

Majówka 2012

środa 2 maja - sobota 5 maja 2012

Trasa:

2 maja 2012 środa:

Legnica - Świdnica Kolejami Dolnośląskimi a' 19 zł z rowerem

Świdnica - Bystrzyce Dolna i Górna - Lubachów - Jugowice - Walim "Biała Sowa" ul. Wiejska 21 cena 25 zł; 38 km

3 maja 2012 czwartek

Walim - sztolnie Walimskie - Walim - Jugowice - Podlesie - Wałbrzych Podzamcze "U Ali" cena 28 zł; 34 km

4 maja 2012 piątek

Wałbrzych Podzamcze - Szczawno Zdrój - Książ - Świebodzice "Pod Malwami"  cena 30 zł; 19 km

5 maja 2012 sobota

Świebodzice - Ciernie - Milikowice - Witków - Stary i Nowy Jaworów - Jaworzyna Śląska; 29 km

Jaworzyna Śląska - Legnica Kolejami Dolnośląskimi a' 17 zł z rowerem

Razem 120 km na kołach.

Uczestnicy:

Halina, Dana, Marysia ze Szprotawy i Ela z Nowej Soli

Nie mam żalu do wiosny,
że znowu nastała.
Nie obwiniam jej o to,
że spełnia jak co roku
swoje obowiązki.

Wisława Szymborska „Pożegnanie widoku” z tomu "Koniec i początek" (1993)


2 maja 2012 środa Walim

W środowy słoneczny poranek było 17 stopni C w Legnicy gdy Halina dosiadała do szynobusu na przystanku Piekary. Rower został załadowany na platformę przez Marysię i Elę, które przyjechawszy z Małomic przesiadły się na stacji Legnica do szynobusu na Kłodzko. Niebawem, w Jaworze dosiadła Dana z rowerem. Za oknami ścieliły się żółte dywany rzepaku.

11.00 Stacja Świdnica.

Najpierw zwiedzałyśmy park Sikorskiego (dawniej zwany Parkiem Richthofena). Rodzina Richthofenów zamieszkiwała przed wojną wiele wiosek powiatu świdnickiego. Manfred Richthofen przeszedł do historii w czasie I wojny światowej jako pilot zwany Czerwonym Baronem. Latał na trójpłatowcu fokker. Jego brat też latał, ale przeżył wojnę, więc nie został bohaterem.

W cienistym parku miło było odpocząć i zjeść w cieniu dawnego Mauzoleum vis a vis domu jego rodziców.

W Świdnicy zajechałyśmy do Kościoła Pokoju. W Rynku odwiedziłyśmy pomnik Marii Kunitz. Podjechałyśmy pod Katedrę pw. św. św. Stanisława i Wacława. Niestety, do wnętrza  można tylko zajrzeć przez kratę. Oglądałyśmy Central Park.

Po 9 kilometrach zwiedzania Świdnicy pojechałyśmy na Bystrzyce Dolną i Górną nad górską rzeką Bystrzycą pod górkę i pod słońce aż do sympatycznej restauracji "Mariaż" w Lubachowie, gdzie złapała nas burza; 19 km

Zjadłyśmy co nieco, wypiły po herbatce i już widać zaporę w Lubachowie od dołu. 15.40 po burzy.

Nad wodą dobrze się jechało, choć sporo osobówek kręciło się nad jeziorem. Zapora zrobiła wrażenie na wszystkich.

16.20 Zagórze Śląskie. Na Zamku Grodno odbywał się festyn rycerski, ale nikomu nie chciało się zrobić zdjęć.

17.10 Jugowice. Wiadukt zabytkowej Kolei.

17.30 Walim. Halina złapała gumę w tylnym kole. Ponieważ do kwatery zostało 1,5 km można było spokojnie posiedzieć pod lipą przy sklepie pośród kwitnących sadów. Długo szukałyśmy kwatery, ale jak tam było piknie na górce pod krzyżem na rozstajach dróg. Dowidzieliśmy się, że jechać "prosto" nie zawsze znaczy "prosto".

20.00 Walim "Biała Sowa" jeszcze widno na świecie. 38 km. Wymiana dętki odbyła się w sali do tenisa stołowego. Dobranoc !



3 maja 2012 czwartek Wałbrzych Podzamcze

8.00 Śniadanie w Białej Sowie kobitki jadły z rowerzystami z Jarocina, których wczoraj widziały na trasie.

9.20 Wyjazd (wyjście z buta) w pochmurnej pogodzie na górkę.

9.50 Krzyż na rozstajach dróg 1, 5 km

10.00 Zabytkowa lipa w Walimiu. Dalej na Rzeczkę zgodnie billboardami reklamującymi Podziemia Walimia. W pobliżu sztolni wszystkie roztrajkotałyśmy się w stylu: - Co tak ciężko się jedzie z góry ? - Ponoć występuje tu zjawisko zaburzonej grawitacji

10.15 Sztolnie Walimskie 4,3 km 19,7 stopnia C. Dana postanowiła zostać przy rowerach pośród mnóstwa samochodów i motocykli. Zniżkę na bilety mają tylko uczniowie i studenci.

Zwiedza się z przewodnikiem, czas zwiedzania ok 1 godziny (bez kasków) w chłodzie. Marysia i Ela z Lubuskiego były tu pierwszy raz. Tajemnicze wyrobiska robią wrażenie. Do tego przewodnik stosuje efekty dźwiękowe w postaci symulowanego nalotu bombowego. W ciemnościach korytarzy nie można robić zdjęć. W Necie jest mnóstwo informacji.

Skierowałyśmy się na powrót pod Jugowice, gdzie doleciałyśmy bez ruszenia korbą, a potem na Wałbrzych. Żeby nie było zbyt pięknie to, pod górę do wsi Podlesie. Upał dokuczał gdy gramoliłyśmy się na koniec wsi Podlesie. Nikt nie narzekał. Widoki wynagrodziły trudy. Przy dawnej gospodzie znajduje się zabytkowa Żeliwna Lipa króla Fryderyka II Wielkiego.

13.40 Podlesie 15 km; 35 stopni C.

15.00 Wałbrzych. Byłe mauzoleum hitleryzmu 22 km

W ostatnich dniach wojny Niemcy wysadzali w powietrze urządzenia przemysłowe i militarne w Wałbrzychu; na obiekt propagandowy zabrakło czasu. Stoi do dziś i straszy.

Niebieskim szlakiem przez park zjechałyśmy do samego Rynku w Wałbrzychu, gdy nagle rozpadał się deszcz. Jadłyśmy dobry obiad w Domu pod Kotwicą. Długo siedziałyśmy pod parasolem rezygnując kolejno z kościoła neogotyckiego, kościoła MB Bolesnej - najstarszego w Wałbrzychu, kościoła ewangelickiego, pałaców itd... W końcu udało się tylko zobaczyć Magistrat zaprojektowany przez autora Czerwonego Ratusza w Berlinie pana Hermanna Friedricha Wäsemanna.

Dla poprawienia humoru śpiewałyśmy piosenkę Smutny deszczyk. Patrząc na plan Wałbrzycha pojechałyśmy w deszczu na ul. Równoległą (czyli H. Wieniawskiego). Jakieś 200 metrów przed kwaterą Halinie trzasnął suport tj. ośka, na której są zamocowane korby. Po zasięgnięciu języka okazało się, że serwis rowerowy jest na drugiej stronie ulicy. Jutro rano powinien być czynny.

19.10 Wałbrzych Hotel "U Ali" ze szczekającym psem; 34 km.



4 maja 2012 piątek. Świebodzice Wilcza Góra.

8.00 Halina odpaliła zelówki aby odszukać serwis rowerowy przy ul Fortecznej pana Przygodzkiego. Okazał się być 10 min drogi piechotą od kwatery i zaraz będzie czynny. Od rana było ciepło i słonecznie 18,7 stopnia C. Awarii rowerowej w Wałbrzychu nikomu się nie życzy, ale jakby co, to ten serwis jest znakomity; fachowy, rzetelny i uprzejmy.

11.00 Wyjazd (po awarii rowerowej) do Szczawna Zdroju.

"Niedaleki Chełmiec uważaliśmy, dzieci, za świętą górę, sądząc, że na niej świat się kończy i że z jej wierzchołka wstępuje się do nieba. Ta osobliwa góra działa na mą wyobraźnię bez ustanku." Tak o szczycie pisał laureat Nagrody Nobla Gerhard Hauptmann, który urodził się w Szczawnie-Zdroju ( z gazety "Słowo Polskie" z 3-4 marca 2007r.).

Kilka kilometrów spacerowałyśmy po uroczym parku zdrojowym Szczawna. Był czas na kawiarnię i na fotki. W końcu pojechałyśmy na Wrocław, aż do palmiarni w Lubiechowej. Nie zwiedzałyśmy szklarni Hochbergów, bo wszyscy już kiedyś tam byli. Pojechaliśmy w przeciwpołożną na zamek Książ. Droga, którą onegdaj wywożono obornik ze stajni prosto do palmiarni teraz jest asfaltowa, bardzo wygodna. Wszędzie panował ożywiony ruch turystyczny.

Książ jest największym zamkiem na Dolnym Śląsku i trzecim co do wielkości w Polsce, po Wawelu i Malborku. W 400 pomieszczeniach Zamku Książ mieszkało 5 osób.

15.45 Państwowe Stado Ogierów. Warto obejrzeć szczególnie powozownię oraz jedną z najpiękniejszych w Europie - kryta ujeżdżalnię, której hala (20 x 40m) zbudowana została w całości z drewna modrzewiowego. Stado "Książ" jest znaczącym ośrodkiem hodowli koni (gł. rasy śląskiej). Obecnie jest ok 100 ogierów różnych ras, a także ok. 40 klaczy śląskich. Stado organizuje też kuligi, ogniska i obozy jeździeckie. (Informacja z Przewodnika po Ziemi Wałbrzyskiej Anna Będkowska - Karmelita z 2006 r. str.55).

Zjechałyśmy Doliną Rododendronową prosto na kwaterę "Pod Malwami"  w Świebodzicach na Wilczej Górze przy ul. Sikorskiego 11a.

Rozpakowanie na kwaterze i spacer do Rynku nad górską rzeką Pełcznicą, gdzie objadłyśmy się do oporu.

Będąc w Świebodzicach odszukałyśmy cmentarz gdzie jest pochowany doktor Jan Mikulicz Radecki. Jego dom znajduje się o karę kroków od naszej kwatery.

W ogrodzie Agroturystyki jest woliera niebieska od papużek. Są tam także zeberki oraz pawie. Rowery poszły spać do świetlicy. Wieczorem ćwiczyłyśmy winko malinowe.



5 maja 2012 sobota

9.00 śniadanie Pod Malwami w cudnej pogodzie. Trzecia i najfajniejsza kwatera na majówce. Gospodarze znają teren i doradzili, aby po drodze odwiedzić pałac Gethego w Cierniach.

11.00 Pałac w Cierniach był interesujący, bo budowany przez Hochbergów, ale niedokończony. Z góry pięknie się jechało z widokami na Śnieżkę, Chełmiec i Ślężę pośród cumulusów i kwitnących rzepaków. W Milikowicach zauważyłyśmy "drzewko" tj. dąb, który liczył sobie ok. 350 lat. Stary Jaworów zaprezentował starą karczmę na samej krzyżówce.

12.30 Jaworzyna Śl. Kolega rowerowy pokazał drogę - poprowadził - do samego sklepu firmowego porcelany Karolina. Sklep przy ul. Wolności podobał się. Niektóre porcelanki były tanie i piękne. Do szynobusu na Legnicę miałyśmy jeszcze ok 2 godzin więc skoczyłyśmy do nowej restauracji nad wodą. Jeden plac budowy.

15.10 Jaworzyna Śląska. Dworzec kolejowy. Kasjerka poinformowała, że szynobus, który jedzie godzinę, ma godzinę opóźnienia, "bo ludzie wsiadają i wysiadają". Potem okazało się, że na torach paliła się towarowa lokomotywa. Przesiadka w Legnicy się obsunęła.

Mając czas w Legnicy, postanowiłyśmy wysiąść na Piekarach, aby zaoszczędzić sobie noszenia rowerów po schodach i odwiedzić park oraz Rynek. Pojechałyśmy nad Kaczawę i nagle jak nie lunie deszcz to ledwo zdążyłyśmy dopaść muszli koncertowej w parku. Dużo ludzi schroniło się tam przed deszczem. Zaś śpiewałyśmy "Smutny deszczyk"

Pochłodniało do 14 stopni C. Marysia i Ela miały szynobus na Małomice dopiero po 21.00 więc jadłyśmy kanapki i snuły plany na przyszłość. Ok. 19.00 gdy nieco przestało lać skoczyłyśmy Aleją Orła Białego do centrum. Zaś tylko co zdążyłyśmy dojechać do wiaty przystankowej przy placu Wilsona gdy lunęło. Bez pośpiechu patrzyłyśmy na autobusy MPK. Ok. 20.00 rozjechałyśmy się w dwie strony świata; Marysia i Ela na stację kolejową, Halina do "Piekarnika".

Tekst i zdjęcia Halina Bierwiaczonek