Opis wycieczki

Ukraina Zachodnia

Piątek 23 czerwca - 3 lipca 2006 poniedziałek

Trasa kolejowa: Legnica - Przemyśl - Legnica.

Na kołach: Przemyśl - Medyka - Mościska - Sambor - Drohobycz - Truskawiec - Lwów - Przemyśl.

Osoby: Henia, Maciej, Robert - prezes Klubu EkoRama, Krzysztof, Tadeusz, Andrzej, Mirek, Halina, Piotr, Terenia, Renia, Tereza, Grażyna, Kuba, Przemek i Jerzy.

 

        1 dzień;    23 czerwca 2006 piątek, Przemyśl, Dom Wycieczkowy PTTK Podzamcze.

Trasa: Piekary - centrum Legnicy - PKP Legnica - Wrocław - PKP Przemyśl -Krasiczyn - Przemyśl; 42 km na kołach.

W Legnicy na pierwszej zbiórce przy ewangelickim  kościele NMP odbyło się spotkanie z lokalnymi mediami.

Przybyło Radio Plus i TV Dami oraz przedstawiciele UM Legnica.

7.40 PKP Legnica; 7 km

   

W pociągu był luz. Zajęliśmy platformę dla pasażerów z większym bagażem.

9.30 PKP Wrocław. Przemek dobrze znał miasto, więc w przerwie między pociągami poprowadził nas na Pergolę.

Pogoda była upalna. Jechaliśmy przez wiszący most na Odrze.

10.20 Pergola; 13 km. Nastąpiła przerwa na jedzenie i zaraz musieliśmy wracać na stację tą samą drogą.

11.40 PKP Wrocław peron 4; 20 km. Pociąg "Światowid" ze Szczecina do Przemyśla był bardzo długi, bagażowy poinformował, że wagon rowerowy jest na końcu składu. Pogoniliśmy tam zabierając po drodze znajomych z Jeleniej Góry i Głogowa. Pakowanie objuczonych  rowerów przez wąskie drzwi było koszmarne. Wagon na rowery przerobiono z wagonu pocztowego. Po emocjach związanych z załadunkiem zajęliśmy miejsca siedzące w sąsiednim wagonie i "potoczyły się koła historii". Pullman miał suwane drzwi, ale nie miał ścianek między przedziałami. W Opolu dosiadł jeszcze jeden Kolega.

20.00 Przemyśl. Jeden z Kolegów dobrze znał miasto więc poprowadził prosto na bursę. Halina i Tereza pojechały dalej na Krasiczyn korzystając z długiego dnia.

Do Krasiczyna z centrum Przemyśla wyszło 11 km. Najpierw przecięłyśmy dwuosobowy wyciąg krzesełkowy, który pusty kursował jeszcze o zmierzchu. Droga na Sanok była doskonałej jakości, choć dużo pod górkę.

21.10 Krasiczyn; 31 km.

- Jaki jest rym do "biskupa" ? - pytała hrabina Krasickiego

-Wiadomo: dupa - Krasicki zripostował:

Jam Krasicki z Krasiczyna, Tyś Rajewska z Raja.

Pocałuj minie w dupę, omijając jaja.

Melduje J. Krasicki:

Całuję rączki, kłaniam się do nóżek. Kłaniam się do nóżek i rączki całuję.

Pocałowałbym wyżej, ale nie można. Jam przecież ksiądz, pani zaś pobożna.

    Zazdrosny bp. Trembecki odpowiada:

Kto z brzydką grzeszy, podwójnie grzeszy.

Boga obraża i ludzi śmieszy.

    Krasicki na to:

Kto z brzydką grzeszy, wcale nie grzeszy.

Pokutę odprawia i duszę zbawia.

Mimo tak wielkiej płci naszej zalety,

My rządzimy światem, a nami kobiety.

Oświetlone białe wieże zamku Krasiczyn oglądałyśmy o zmroku. Zrobiły wrażenie. Wracałyśmy na dynamkach, bo zapadła czarna noc. Nad Przemyślem przeleciała błyskawica, spadło nawet ze dwie krople deszczu, ale burza przeszła bokiem.

22.20 Dom Wycieczkowy Przemyśl ul. Waygarta; 42 km. Pokój dostaliśmy 18-miejscowy z piętrowymi łóżkami. Rowery ledwie upchnęliśmy w garażu.

 

        2 dzień;    24 czerwca 2006 sobota, Drohobycz.                                                                                                                                                    Zakładki

Trasa: Przemyśl - Medyka - Mościska - Sambor - Drohobycz.                                                                                                                           dzień 1,    23.06.2006

8.00 Opuściliśmy bursę, od rana panował upał. Przed granicą Renia zauważyła, że na kwaterze zostawiła swoje nowe                                         dzień 3,    25.06.2006

rękawiczki rowerowe. Robert zatelefonował, do Domu Wycieczkowego z prośbą aby kierownik zabezpieczył,                                                   dzień 4,    26.06.2006

bo za tydzień będziemy wracali to się odbierze.                                                                                                                                                   dzień 5,    27.06.2006

8.30 przed kordonem - jak mówią Ukraińcy, zatwardzenie TIRów i wszelkiego tumultu. 15 km. Obok sklepu Biedronka                                    dzień 6,    28.06.2006

funkcjonował bazar. Prezes dowiedział się, że mamy przecisnąć się między autami osobowymi i pieszo podchodzić do jakiejś budki.                    dzień 7,    29.06.2006

Przestawiliśmy zegarki na czas ukraiński, czyli plus jedna godzina. W zagranicznej budce dostaliśmy deklaracje do wypełnienia.                           dzień 8,    30.06.2006

Celniczka zebrała nasze paszporty i zniknęła. Robert zaopatrzony w pisma z ukraińskimi pieczęciami od władz państwowych                               dzień 9,      1.07.2006

przyspieszył nieco odprawę.                                                                                                                                                                               dzień 10,    2.07.2006

11.10 (czasu ukraińskiego) po odprawie, już na ukraińskiej ziemi spotkaliśmy Wasyla, Igora, Sławka i Zbyszka-przewodnika.                            dzień 11,    3.07.2006

Trasa była trudna, podjazdy bez końca.

12.45 Mościska; 31 km Oznakowanie dziurawej drogi zerowe. Prowadził Zbyszek na rowerze.

13.30 Wasyl i Robert zapakowali Halinę z rowerem do samochodu na 43 kilometrze. Samochód Łada miał 20 lat i pęknięty wąż od chłodnicy, więc woda gotowała się na podjazdach.

14.30 Sambor; 43 km. Wasyl wysadził Halinę w centrum i po prowizorycznym naprawieniu chłodnicy pojechał po następnych.

16.30 przyjechał na kołach Krzysztof. Młodzież zbierała się na bal maturalny. Panienki miały kreacje jakby statystowały w "Przeminęło z wiatrem". Przyjeżdżali następni. Tuz przed kawiarnia Jurek złapał gumę.

17.30 - 18.00 wyruszyliśmy z Sambora. Tereza zabrała się do samochodu Wasyla. Halina i Grażyna wrzuciły swoje sakwy do Łady Wasyla. Do Drohobycza zostało ok. 30 kilometrów.  Przy górzystej drodze nie było śmieci w rowach; nie było też rowów. Na zielonej Ukrainie rosły dorodne barszcze Sosnowskiego, większe od przeciętnego człowieka.

21.10 Drohobycz. Hotel Tustań; 78 km.

 

        3 dzień;    25 czerwca 2006 niedziela Drohobycz. 

Zwiedzanie Drohobycza: Cerkiew św. Jura, św. Krzyża, obrazy po Landzkorońskich, Bruno Szulc i rzeka Tyśmienica.

8.00 śniadanie w hotelu Tustań. Jajeśnia za 7 hrywien.

9.30 wyjazd do miasta pod wodzą Zbyszka. Drohobycz ma 80 tys. ludzi i niska zabudowa.

13.00 Cerkiew św. Jura; 3,5 km

Od dziur w jezdni dostawaliśmy choroby wibracyjnej, ale warto było, bo zabytki były interesujące np. kościół "Ręka, noga, mózg na ścianie". W upale (28 stopni C) oglądaliśmy pamiątki po Brunonie Szulcu i po Landzkorońskich, byliśmy na cmentarzu i nad górską rzeką Tyśmienicą. Jak mówił przewodnik rzeka połknęła mniejszą rzekę Pobok (Seret).

Ok. 14.00 nastąpiła przerwa na obiad przy ul Mazepy. Jedna z kelnerek pilnowała rowerów. Podano surówki i dość długo czekaliśmy na solankę. Okazało się, że kelnerzy czekali na nas aż zjemy aperitif w postaci surówek. Zupa mięsna tzw. solanka była pyszna. Pod wieczór odpoczywaliśmy w Rynku, ale było bardzo gwarno, dudniła muzyka, gdyż obchodzono Dzień Młodzieży.

21.00 Hotel; 36 km na kołach. W łazienkach nie ma nawet zimnej wody.

 

        4 dzień;    26 czerwca 2006 r. poniedziałek Drohobycz.                                                                                                                                               Zakładki

Trasa: Drohobycz -  Truskawiec - Drohobycz.                                                                                                                                                   1 dzień,    23.06.2006

Rano nie było prądu, ale była zimna woda. Kto nie zdążył się umyć to się tylko namydlił. Śniadanie robiliśmy w swoich pokojach.                                  2 dzień,    24.06.2006

Terenia i Henia pozbierały opłatę za noclegi. 36 hrywien za noc od osoby w dwójce razy 5 dób.                                                                                   3 dzień,    25.06.2006

11.00 Wyjechaliśmy na Truskawiec, ale jeszcze po drodze obejrzeliśmy kilka zabytków koło hotelu.                                                                            5 dzień,    27.06.2006

13.00 Jeziorko koło Truskawca; 12 km, 30 stopni C. Po dwóch godzinach wyjechaliśmy z plaży.

15.30 Kurort balneologiczny Truskawiec; 16 km.

Zasiedliśmy pod parasolami na obiad. Gęsta mięsna zupa z fasolą w glinianym garnczku nazywa się szanachi gruzińskie. Surowe składniki i przyprawy wkłada się do gliniaczka i zapieka w piekarniku. Porcja kosztowała 8 hrywien. Po obiedzie zakupowaliśmy pamiątki, zajęło to około jednej godziny.

17.30 zwiedzaliśmy park i pijalnię wód. Najsłynniejsza tam jest tzw. Naftusia o temp. 40 stopni C, podobno dobrze robi na jelita, choć smak ma jak płukanka z kanistra. Przyjeżdżają do niej ludzie z całej Ukrainy i nie tylko.

19.20 wyjechaliśmy z Truskawca; 19 km

19.45 Kozacki Hutor; 22 km, nad jeziorem lecz z drugiej strony.

20.20 Wyjechaliśmy do Drohobycza. Po drodze Zbyszek pokazał Tiurmy na Brygidkach, tj. więzienie na ok. 1500 więźniów.

21.15 Hotel Tustań w Drohobyczu; 31 km

PS. Woda.

    Ropa solna, która od zawsze była podstawa rozwoju i dobrobytu Drohobycza stała się klęską własnego sukcesu. W mieście nie było i nie ma słodkiej wody. Przez wieki Drohobycz borykał się z tym problemem. Obecnie jest rurociąg, który podaje słodką wodę z Karpat Północnych. Nikogo nie dziwi brak wody w środku dnia.

      Kuchnia.

    Produkty spożywcze znakomitej jakości. Masło w blokach 'luzem" handlowcy sprzedają wprost na rynku pod wiatą. Mimo upału nie rozpływało się. Trzeba mieć ze sobą słoik, bo opakowań nie ma. Targ był czynny do nocy. Chałwa była bardzo tania ok. 7 hrywien za 1 kg; była słonecznikowa, naturalna lub z dodatkiem orzechów. Pakowana była w kartony po 5 - 6 kg. Bardzo świeża i pyszna. Nie było sklepów samoobsługowych. Sprzedawcy nudzili się, więc chętnie rozmawiali. Nie było kiosków z gazetami. Gazety sprzedawali gazeciarze z ręcznych wózków. Ogórki, pomidory, truskawki, czereśnie znakomite, prosto z pola, pachnące słońcem. Twaróg jak masło, był  tańszy od pomidorów. Twaróg kosztował 3 hrywny, pomidory 4 hrywny za kg. Chleb bardzo biały bułczany, albo czarny i ciężki, ok. 3 hrywny. Co do kwasu chlebowego to trafiał się pyszny i byle jaki. Piwo lekkie i bardzo dobre.

 

        5 dzień;    27 czerwca 2006 wtorek  Drohobycz.                                                                                                                                                                  Zakładki

Trasa: Drohobycz - rzeka Stryj - Bolechiw - wodospady rzeki Sukil - Polanica - Skały Dowbusza - Drohobycz  - busem (marszrutką).                                1 dzień,    23.06.2006

9.00 Zbiórka w hallu hotelu Tustań, 9.30 Wyjazd "Marszrutką:" do Bubiszcze - Polanica na zamek Dowbusza.                                                                     2 dzień,    24.06.2006

Przewodniczka Natalia mówi tylko po ukraińsku. Do Polanicy jest 90 km. Przejechaliśmy  przez miasto Stryj i górską kamienistą rzekę                                3 dzień,    25.06.2006

o tej samej nazwie. Po drodze obejrzeliśmy cmentarz z brzozowym krzyżem. Dąb posadzono na ziemi niczyjej. Przed Polanicą wjechaliśmy                          4 dzień,    26.06.2006

w Karpaty Północne i pani Natalia pokazała kaskady na rzece Sukil.                                                                                                                                    6 dzień,    28.06.2006

11.45 Wodospady na Sukilu. Górska rzeka w upał smakowała wybornie.

12.00 Dojechaliśmy do leśnej gospody przed zamkiem, który nazywa się Watra. Natalia doradziła aby teraz złożyć zamówienie na jedzenie i spokojnie pójść obejrzeć skałki, potem jeść, pić i tańczyć. Nagle huknęła burza. Przeczekaliśmy ją w kolibie przy kominku. Nawałnica jak przyszła nagle tak też poszła. La sparował, słońce suszyło mchy i porosty  niczym dywany. Aby dotrzeć do zamku zbójnika Dowbusza trzeba przecisnąć się przez skalna szczelinę. Nie było znaków turystycznych, nie było schodków ani klamer czy poręczy. Nie było też opłaty.

15.00 Skały Dowbusza. Skały przyrastały po 20 cm na millenium.

Dowbusz (tutejszy Janosik) był rozbójnikiem w połowie XVIII wieku, który rabował bogatych i rozdawał biednym (czyli sobie). Doskonale znał góry, miał wiele kryjówek oraz informatorów, dlatego wiecznie umykał wojskowym obławom. Nieszczęśnik zakochał się w mężatce Maryjce. Zemsta rogacza była silniejsza niż armia wojska. (w Necie jest mnóstwo informacji o huculskim Janosiku).

15.20 Obiad w watrze pod Skałami Dowbusza.

16.30 po obiedzie wyjechaliśmy marszrutką.

18.00 Drohobycz, hotel Tustań.

 

        6 dzień;     28 czerwca 2006 środa Drohobycz. 

        Dzień Konstytucji Ukrainy.

Trasa: Ratusz  - Nahujowice - Drohobycz.

Rano Halina i Grażyna pobiegły na rynek po róże, Robert naszykował upominki dla władz miasta.

11.30 u mera (prezydenta) Mikołaja Pietrowicza Huka w Ratuszu.

Umowa partnerska między Legnicą a Drohobyczem pochodzi z 1998 r. W Ratuszu nastąpiła wymiana uprzejmości i upominków.

12.30 po wizycie Zbyszek zaprosił na wycieczkę o 13.30 do Nahujowic.

15.15 Nahujowice; 14 km, Muzeum Iwana Franki

Przewodnik Zbyszek mówił, że za  komunistów miejsce urodzenia wielkiego myśliciela zostało zrównane z ziemią, bo było zbyt wsiowe. Obecnie odbudowano prawie całą sadybę. We wsi samochody ochlapały nas krowimi plackami.

15.30 wyjechaliśmy na kwaterę.

17.00 Drohobycz; 27 km. pojechaliśmy do knajpki na wareniki (pierogi). Olbrzymia porcja za 9 hrywien.

18.30 po jedzeniu przemieściliśmy się do parku, gdzie były stawy w cieniu i huśtawki.

22.10 hotel; 34 km

PS. Kuba zatruł się, więc został w hotelu lecząc się węglem. Grupa brała rowery z pakamery i nikt nie zauważył, że rower Kuby też został wyjęty. Rower cały dzień przestał w hallu pod okiem recepcjonistki.

 

        7 dzień,    29 czerwca 2006 czwartek,  Drohobycz.

Trasa: Miasto Drohobycz

10.00 Wieża Ratusza.

20.00 balety w restauracji "Ukraina" między hotelem a Rynkiem. W hotelu dopłaciliśmy po 36 hrywien, bo zostaliśmy o jeden dzień dłużej.

 

        8 dzień,       30 czerwca 2006 piątek,   Lwów, hotel "Niezależność"

Trasa: Drohobycz - Stryj - Lwów, (kto chciał pojechał na kołach a kto nie chciał to szerokimi torami).

Pobudka ok 4 rano. Ulewa, ale ciepło.

9.45 wymeldowaliśmy się z hotelu Tustań w Drohobyczu. Słońce wyszło po burzy. Zrobiliśmy rundę rowerową całym ogonem przez Rynek i jazda 'Kosmodromem" na dworzec.

10.30 dworzec kolejowy; 4 km. Prezes i Zbyszek zakupili bilety na przejazd i przewóz rowerów do Lwowa a' 5 hrywien + 5 za rower; Kilometrów jest około 100.

10.57 odjechał nasz pociąg na Lwów, gdy jechaliśmy rozpadał się deszcz. Pociąg był tak hałaśliwy, że trudno było rozmawiać.

11.30 Stryj

13.00 Lwów. Najpierw Zbyszek poprowadził ciasnymi ulicami Lwowa do hotelu Turyst", ale to nie ten, więc Robert zatelefonował do Wasyla. Zbigniew ponownie prowadził, teraz do hotelu "Niezalezność". Po drodze Zbyszek pokazał szkołę, gdzie uczyły się "Orlęta" Na jezdni były godziny szczytu (14.00). Krawężnik chodnika miał 30 cm wysokości. Od krawężnika do toru tramwajowego było ok. 40 - 50 cm pasa jezdni, na którym nie było kawałka plaskatego. Same wertepy. Tory tramwajowe wystawały sporo ponad jezdnię. Uprawialiśmy ekwilibrystykę między dziurami w kostce bazaltowej. Samochody, tramwaje, trolejbusy jeździły na czerwonym świetle i trąbiły. Pojazdy parkowały na środku jezdni i na zakrętach. Do tego piesi przemykali wszędzie. Bangladesz !

14.30 Lwów. Hotel "Niezależność"; 13 km

Meldowanie w hotelu poszło sprawnie, bo pokoje były tylko dwuosobowe. Rowery ogołociliśmy z sakwojaży i do pakamery za 10 hrywien od roweru za dobę. Za nocleg po 60 hrywien za dobę od łebka. Wszyscy mieszkaliśmy na jednym piętrze, łącznie ze Zbyszkiem. Wyszliśmy coś zjeść. Zbyszek poprowadził do ich McDonalda. Protesty na nic się nie zdały. Dobrze że obsługa mówiła po polsku. W trakcie jedzenia pizzy, hamburgerów i hot-dodów rozpadał się deszcz, ale wkrótce przestało padać. Zwiedziliśmy Rynek (w remoncie przed przyszłoroczną 700-rocznicą powstania miasta), Ratusz ze znakiem Unesco. Obejrzeliśmy kościół ormiański, w którym obrzędy trwają po kilka godzin; wierny może wyjść na obiad i wrócić na kontynuację mszy. Oglądaliśmy zabytkową aptekę za 2 hrywny. Rewelacja od strychu po piwnicę.

20.00 kolacja w pokoju hotelowym. Numer miał  ciepłą wodę w łazience od 7.00 do 11.00 i wieczorem od 7.00 do 11.00 i nawet winda była w hotelu na 350 kg lub 4 osoby.

Miasto liczące około miliona mieszkańców i nie ma żadnej, dużej rzeki. Zabytki najładniej wyglądały z Góry Zamkowej.

 

        9 dzień,     1 lipca 2006 sobota, Lwów  (imieniny Haliny)

Trasa: Zwiedzanie Lwowa pieszo i tramwajem.

10.00 wyszliśmy z hotelu. Dom Gabrieli Zapolskiej. Cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich. Za zwiedzanie cmentarzy trzeba było zapłacić. Jeśli obsługa zobaczy aparat lub kamerę każe zapłacić dodatkowo, bo fotografować nie wolno. Odwiedziliśmy grób Marii Konopnickiej i wielu innych oraz  zadumali się przy Orlętach. Panowała tam cisza i pachniało liliami.

12.30 tramwajem za 50 kopiejek pojechaliśmy do centrum, gdzie o 14.00 poszliśmy na obiad do Krakowianki. Pilmieni (pierożki) z surówkami godne pamięci. Pieszo poszliśmy na Górę Zamkową. Widok warty był spaceru. Po drodze Zbyszek pokazał Arsenał i Pomnik A. Mickiewicza.

19.00 Hotel

Wieczorem były imieninki u Halinki. Umówiliśmy się na jutro; kto pojedzie koleją do granicy, a kto na własnych kołach. Wyszło równo po połowie.

 

        10 dzień,     2 lipca 2006 niedziela, Przemyśl Dom Wycieczkowy "Podzamcze"

Trasa: Lwów - Szeginia koleją - Przemyśl.

Między 5.00 a 6.00 pobudka w "Niezależności" we Lwowie.

7.30 wyjechaliśmy z hotelu. Zbyszek poprowadził na dworzec kolejowy. Na jezdni znów poczuliśmy szyny tramwajowe,

dziury, i wystające studzienki. Dobrze, że nie było dużego ruchu.

8.00 dworzec Kolejowy we Lwowie; 5 km. Kupiliśmy bilety po 7 hrywien łącznie z rowerem do granicy na odległość 110 km.

Szerokość wnętrza pociągu równała się 330 cm.

11.30 Mościska 2 - Szeginia. Obiad w świtlicy. Ozorki w sosie śmietankowym.

15.15 przyjechali pierwsi z peletonu np. Tadeusz. Mówił, że leciał z górki i z wiatrem w plecy a ruch drogowy był nieduży.

16.00 Przyjechał ostatni. 24 stopnie Celsjusza i słońce.

16.30 Wszyscy wyjechaliśmy na przejście graniczne. Celnicy mocno nas przetrzepali i to kilkakrotnie. Przestawiliśmy sobie zegarki na polski czas.

16.00 ! Po odprawie granicznej; 10 km

17.00 Przemyśl; 25 km. W Rynku odbywało się Święto Fajki. Dostaliśmy ciekawe materiały promocyjne z Informacji Turystycznej o Twierdzy Przemyśl. Wystarczyło jeszcze czasu na zwiedzanie tego pięknego miasta. W Domu Wycieczkowym na portierni znalazły się rzeczone rękawiczki Reni, ale także widokówki zaadresowane do Polski dla donatorów np. do Zarządu KGHM, do PTTK, Urzędu Miejskiego w Legnicy i innych.

 

     11 dzień,     3 lipca 2006 poniedziałek,  Legnica

Trasa: Przemyśl - Legnica - koleją.

8.00 dworzec PKP w Przemyślu; 2 km. Ładowanie rowerów.

8.35 pociąg odjechał. Szerokość wnętrza pociągu 280 cm.

We Wrocławiu nasz pociąg "Światowid" miał opóźnienie 20 min, ale lokalny do Chojnowa czekał, więc biegiem po schodach i ok. 17.00 pojechaliśmy do Legnicy.

18.40 Legnica PKP.

Na stacji powitały nas media, te same, które odprawiały 11 dni temu.

19.00 dom; 8 km

Zapracowaliśmy na wspomnienia, przywieźliśmy przepis na znakomitą zupę mięsno - śmietankowo - pomidorową solankę i piosenkę pt: "Horiłka;

Hej ! wódeczko moja miła, coś ty ze mną uczyniła,

Ja dla ciebie srebro, złoto a ty mnie buch w błoto....

Dziękuję Koleżankom i Kolegom z Klubu EkoRama za udostępnienie zdjęć, Halina Bierwiaczonek