Opis 3-dniowej wycieczki

Worek Turoszowski

niedziela 1 - 3 maja  (wtorek) 2005

Trasa: PKP Legnica - 6.03 - Zgorzelec 8.40

1 maja 2005 Zgorzelec - Goerlitz - Zgorzelec - Koźlice - Radomierzyce - Witka Niedów 33 - Działoszyn - Bogatynia - Działoszyn - Witka 73 km.

2 maja Witka - Radomierzyce - Leuba - Osteritz - Hirschfelde - Zittau - Styk trzech granic - Porajów - Turoszów - Działoszyn - Witka 65 km.

3 maja 2005 Witka - Łomnica - Koźmin - Zgorzelec. 24 km.

PKP Zgorzelec 17.30 - Legnica 20.50

162 km.

Osoby : Dana, Halina, Terenia i Przemek.

1 maja 2005 niedziela.

Objuczonymi rowerami podjechaliśmy na stację kolejową w Legnicy. Ok. 5.00 było jeszcze ciemno, ponuro i chłodno. W czwórkę zakupiliśmy bilety na "w tę i we w tę" z rowerami korzystając z 33 % zniżki wycieczkowej. Wyszło 30 zł od osoby. Na peronie sporo osób oczekiwało na pociąg z Wrocławia do Goerlitz; wreszcie przyjechał pociąg z poprzedniej epoki, więc rowery wcisnęliśmy między WC a chybotliwe połączenie wagonów. Ponad dwie godziny bez wielkiego tłoku jechaliśmy przez Chojnów i Bolesławiec. Podziwialiśmy Bóbr ze słynnym wiaduktem (akweduktem). Niebo zrobiło się lazurowe.

8.40 Zgorzelec 220 m (n.p.m.); słonce tak przygrzało, że zdjęliśmy kurtki i pojechaliśmy zwiedzać Goerlitz.

Nie doszukaliśmy się informacji dlaczego na wieży ratuszowej było tyle zegarów ??

Obejrzeliśmy w Goerlitz Wieżę Kobiet (zwaną Grubą) z 1250 r. z godłem miasta, Wielki Barbakan - Kaisertrutz z 1490 r - dziś mieści zbiory miejskie, Wieżę Reichenbacha z 1485 też ze zbiorami miejskimi, ulicę Bracką, Kolumnę Sprawiedliwości przy Ratuszu w wykonaniu Wendla Roskopa (patrz Ratusz Lwówecki czy kościół w Bolesławcu). Pomyszkowaliśmy po malowniczych, wiekowych uliczkach. Obejrzeliśmy też park z tulipanowcami i  pomnikiem Humboldta.

11.00 wyjechaliśmy z Goerlitz (21 stopni C) przez nowy most (Staromiejski) na Nysie Łużyckiej i po symbolicznej odprawie granicznej wpadliśmy prosto na Słup Milowy Poczty Saskiej posadowiony na dachu dawnej stajni, gdzie pocztylion zmieniał konie. Długo jechaliśmy pod słońce przez Zgorzelec pod górkę, aż na rogatkach spotkaliśmy ślad po Oflagu VIII A; 17 km,  odpoczęliśmy tam chwilę i porozbierali do rosołu. Z głównej drogi (na Bogatynię nr 352) zjechaliśmy w dolinę Nysy Łużyckiej na Kozice. Ładnie widać było Landskrone 420 m (n.p.m.) i wieże Goerlitz. Pojechaliśmy przez Osiek Łużycki na Radomierzyce. Aby zwiedzić pałac "Upadłych hrabianek" trzeba jechać do samego przejścia granicznego  i tam zakręcić na południe w wąską asfaltową dróżkę.

13.00 Radomierzyce; 28 km, 200 m (n.p.m.)

Radomierzyce - duża wieś u ujścia Witki do Nysy Łużyckiej. Notowana już w 1249 r. Pod koniec średniowiecza należała do Lassowów z Łużyc Zachodnich i do klasztoru Marienthal (w Niemczech). Legenda mówi, że w pałacu nie stanęła nigdy męska stopa. Swoja niechęć do mężczyzn mieszkanki demonstrowały z cała otwartością. Na Boże Narodzenie rozdawały prezenty dla wioskowych dzieci, ale tylko dziewczynkom. Radomierzyce z uwagi na majątek kościelny zniszczyli 12-13 maja 1427 r. husyci, ciągnący w głąb Łużyc. Od 1646 r. wieś należała do Zieglerów. W centrum wznosi się barokowy kościół św. Macieja z ok. 1700 r. postawiony na miejscu znacznie starszego. Obok mauzoleum Zieglera z 1733 r. W murze cmentarza najstarsze na Śląsku epitafium Lossowa z 1313 r. Pałac w Radomierzycach miał 12 kominów (jak pory roku), 52 drzwi i 365 okien. Pałac Radomierzyce dla ciekawskich.

W pałacowym parku nad fosą zrobiliśmy przerwę obiadową ( z własnych sakwojaży). Dużo ludzi przyjeżdżało tam samochodami z rodzinami na spacer. Pojechaliśmy do Ośrodka Witka. Zwiedziliśmy zaporę na Witce. (U Czechów ta sama rzeczka nazywa się Smieda). Zrobiliśmy parę zdjęć kwitnącym rzepakom.

13.45 Ośrodek Elektrowni Turów Witka 200 m (n.p.m.) w Niedowie;  33 km. Kwaterunek zrobiliśmy sprawnie, bo nasz gospodarz p. Tadeusz wyszedł nam na spotkanie i pokierował po alejkach Ośrodka. Niektóre  domki kempingowe były w trakcie modernizacji. Nasz domek nad samą wodą z widokiem na zaporę jeszcze pachniał świeżą farbą. Zrzuciliśmy rzeczy sypialne i ...Terenia położyła się spać.

W latach 1969-64 poniżej wsi Niedów wzniesiono zaporę na Witce, spiętrzającą wodę na 11 metrów. Utworzyła ona zbiornik o powierzchni 200 ha, z czego 24 ha uzyskano drogą wymiany od Czechosłowacji. W okresie niskich stanów wody w Nysie Łużyckiej wykorzystuje się wodę z tego zbiornika do zaopatrzenia elektrowni Turów, do której płynie ona wodociągami.

15.15 wyjechaliśmy z Witki do Bogatyni. "Zaczęły się schody". Aby wjechać na Działoszyn 368 m (n.p.m.) trzeba było wspiąć się 8 % na długości ok. 5 km. Halina zasuwała pieszo; na górce czekał Przemek, bo... złapał gumę i nie miał zapasu. Po awarii zasuwaliśmy z góry 50 km/godz. po byle jakim asfalcie z widokiem na chłodnie Turowa. W 1959 Rada Ministrów podjęła decyzję potężnej rozbudowy kopalni i utworzenie kombinatu Paliwowo-Energetycznego Turów. Elektrownia Turów uzyskała moc 2000 MW.

18.00 Bogatynia 160 m (n.p.m.); 55 km. Festyn pierwszomajowy. Na stadionie dudniła muzyka  celtycka, pachniało grillem, pop-cornem, szaszłykami i piwem. Jedliśmy coś na gorąco obserwując baloniki, piłeczki na gumkach, gwizdki, transparenty i wszędzie pełno śmieci po pestkach słonecznika.

18.45 wyjechaliśmy do Bogatyni. Po drodze policja kontrolowała nam trzeźwość, ale niczego nie wywęszyła. Pod górkę zaś kobitki podchodziły z buta. Gdy wjeżdżaliśmy na Ośrodek zapadał zmierzch.

20.30 Witka; 73 km.

Po naprysku zabiesiadowaliśmy ociupinkę. Kemping był nowoczesny. Naprysk w WC na miejscu. Pokoik 2 osobowy z jednym stolikiem, jedną szafa i grzejnikiem. Drugi pokój to świetlica z ławą, dwoma fotelami i wersalką. Ze świetlicy wychodziło się na  obszerny taras, z którego można było wędkować. W korytarzu była lodówka i kącik kuchenny z ciepłą wodą. Pościel była czysta i porządna. Za kwaterę płaciliśmy po 10 zł za noc od osoby, (jak pracownicy Elektrowni).

Witka Niedów 2 maja 2005 poniedziałek

Ptaszyna zbudziła nas nad jeziorem.

9.30 wyjechaliśmy na Radomierzyce, przekroczyli granicę z Niemcami i wjechaliśmy do wsi Leuba ze źródłem zdobnym w Samarytanina. Tabliczka ostrzega, że woda nie nadaje się do picia, a przy nas podjechał samochód osobowy i kierowca czerpał wodę do dużych plastikowych kanistrów. Myliśmy się w upale przestrzegając zakazu picia, natomiast XVIII-wieczne inskrypcje mówiły, że woda miała uzdrawiające właściwości. Pojechaliśmy w górę tj. na południe przez Osteritz. Miasteczko-bajeczko z fontanną na środku Rynku, a pierzeje złożone z kolorowych domów przysłupowych z szachulcami. Wspinaliśmy się na Butterberg 367 m (n.p.m.) przez las doskonałym asfaltem. Z daleka podziwialiśmy klasztor żeński Marienthal. Siostrzyczki przez wieki rządziły Kotliną Turoszowską. W Hirschfelde wjechaliśmy na plaskatą ścieżkę 1,5 metrowej  szerokości z gładziutkim asfaltem. Od słońca chroniły ją jarzębiny. Ruch rowerowy był na niej spory Jeździli polscy turyści. Miejscowi korzystają z połączenia kolejowego. Dość długo wjeżdżaliśmy do centrum Zittau.

13.00 Zittau; 30 km. Odpoczywaliśmy w Rynku między barokową fontanna a Schinklowskim Ratuszem.

Zittau (Żytawa) miasto powiatowe, ok. 50 tys. mieszkańców, położone przy ujściu rzeki Mandau do Nysy Łużyckiej. W okresie od XII. do XVII wieku Górne Łużyce należały do Czech. W roku 1230 Ottokar Cezeski założył Zittau, które w 1255 r. stało się miastem handlowym; zboże, len, wełna, browarnictwo i skrzyżowanie dróg było czynnikiem miastotwórczym. W 1346 miasto stało się członkiem Związku Sześciu Miast Łużyckich. Związek ten zwalczał rycerzy-rozbójników. Bogactwo wielkich kupców znalazło swój wyraz w architekturze  miasta. W okresie baroku i rokoka. XIX wiek to upadek, bo w Anglii rozpoczęto konkurencję przez krosno Żakarda. W tym czasie w Zittau też wprowadzono krosna mechaniczne. Po wojnie produkowano tekstylia i samochody Robury.

    Zabytki: Ratusz z lat 1840-45 w stylu włoskich pałaców, Kościół św. Jana też wg. F. Schinkla z 1837 na ruinach kościoła gotyckiego. Dwa Rynki i mnóstwo fontann. (Przewodnik po NRD str. 294) Europejskie centrum, gdzie zjeżdża się elita z Polski, Czech i Niemiec; artyści malują, grają na instrumentach ... Przyjeżdżają samochodami, rowerami i pieszo.

14.30 wyjechaliśmy z Zittau. Przemek poprowadził nas na przejście graniczne Porajów. Odbiliśmy kawałeczek, aby obejrzeć przejście graniczne  na Hradek w Czechach. Droga w Polsce od granicy niemieckiej do granicy czeskiej ma ok. 2 km. Dana i Terenia zauważyły drogowskaz na styk trzech granic.

15.00 Styk trzech granic 36 km.

Granicę polsko-niemiecką stanowi rzeka Nyca Łużycka. Do niej wpada z prawej strony strumyk Lubota, który jest granicą między Polską a Czechami. Pogranicznik informuje, że w środku rzeki Nysy Łużyckiej zakopany jest monolit i tam jest ten styk trzech granic. W narożnikach krajów powiewają odpowiednie flagi. Obeliski u Czechów i Pilaków informuja o przystąpieniu do Unii rok temu. U Niemców stoi krzyż (w końcu od miesiąca mają papieża).

Zawróciliśmy  pod przejście Zittau-Porajów i kupiliśmy napoje.

15.30 Porajów, 230 m (n.p.m.); 38 km, 35 stopni C. Ledwie ruszyliśmy na północ uwagę przyciągną kamienny wiadukt kolejowy nad Nysą Łużycką. Ma chyba z kilometr długości. Po chwili jazdy zauważyliśmy wyrobisko kopalni węgla brunatnego.

W granitowej niecce u podnóża Gór Izerskich, w ciepłym klimacie miocenu (26-10 mln lat temu) powstały złoża roślinności  bagienno-torfowiskowej, z czasem przekształcone w bogate pokłady węgla brunatnego. Utwory trzeciorzędowe o miąższości ponad 300 m zostały przykryte osadami plejstoceńskimi jak glina, żwiry i piaski polodowcowe. Całe złoże ma pow. 120 km kwadratowych z czego w Polsce nieco mniej jak połowa (48 km kw.), obejmuje 857 mln ton zasobów przemysłowych. Występowały w nim też eksploatowane do niedawna żwiry oraz iły ceramiczne i ogniotrwałe (800 mln m sześć.) a także rudy żelaza. Wydobycie węgla rozpoczęto z płytkich pokładów już w 1710 r. Od XIX wieku pracowało tam kilka głębinowych kopalni węgla. W 1906 r. w nadkładzie zaczęła pracować pierwsza kopalnia łyżkowa, zaś w 1917 wielonaczyniowa. Do transportu urobku wprowadzono pociągi elektryczne. W 1947 kopalnię przejęły polskie władze. Odkrywka ma rozmiary 3,5 km długości x 2,5 km szerokości, 150 m głębokości i 650 ha powierzchni. Średnia miąższość pokładu wynosi 55 m. Sudety, Czerwiński  Mazurski str. 176.

Nad wyrobiskiem była specjalna platforma widokowa. Zwałowarka na górze prasowała odpady. Wzgórze z miejsca było obsadzane drzewkami (jak  mówił Tadeusz, 5 tys. drzewek na jeden rzut.

18.00 Działoszyn; 53 km Odpoczęliśmy z 10 minut w cieniu z widokiem na Landskrone ponad jajecznicą rzepaku i na kołach na kwaterę.

18.45 Witka; 65 km Zwiedziliśmy kościół koło ośrodka w Niedowie. Część wioski zalano, ale kościół się uchował. Podziwialiśmy 8 epitafiów i poniemiecki cmentarz.

Niedów 230 m (n.p.m.). Wieś wymieniono pierwszy raz w 1346 r.. Tradycje kościelne Niedowa należą do najstarszych w Łużycach Górnych. Pierwsza świątynia została wzniesiona na wzgórzu i poświęcona św. Wolfangowi (zm. ok. 999 r.) biskupowi Ratyzbony, kanonizowanemu w 1049 r. Już we wczesnym średniowieczu kościół znany był z jego kultu i licznych doń  pielgrzymek. Zniszczony został przez husytów. Nowy kościół wzniesiono na przełomie XV i XVI wieku. W latach 1715 - 21 przebudowę w stylu barokowym prowadził J J S Hammer z Drezna. W ścianach 8 nagrobków szlacheckich z XVI w do 1738 r. w tym wójta Adama z Pieńska (zm. 1576 r.) klasztornego zarządcy wsi z Marienthalu i  nagrobek Hansa z Pieńska (zm. 1614 r.) Sudety, Czerwiński Mazurski str.178

Wieczorem świętowaliśmy 30 urodziny Przemka. Było też święto Flagi Państwowej

Legnica, 3 maja 2005 wtorek

Ok. 9.00 wstaliśmy, bo słowiki spać nie dały. Na dworze zrobiło się parno i pochmurno, pachniało deszczem i rzepakiem z pola. Zrobiliśmy kawę korzystając z czajnika pożyczonego od sąsiadów. Danka przyniosła tacę wędzonych ryb.

Bez pośpiechu szwendaliśmy się po ośrodku. Kościół był otwarty w święto, więc oglądaliśmy oszklone empory w prezbiterium. W południe poszliśmy do baru pod parasolami. Nad wodą jedliśmy z grilla karkówki i szaszłyki.

ok. 13.00 wyjechaliśmy z Witki gdy zaczął padać deszczyk. Z góry pędzi się znakomicie na Zgorzelec.

13.45 rogatki Zgorzelca; 12 km (dawny Oflag VIII A). Deszcz rozpadał się coraz co raz mocniej.

Dojechaliśmy do baru przy moście i siedzieliśmy pod parasolem. Zrobiło się chłodno. Pociąg mieliśmy dobrze po południu, więc larwiliśmy się, aż ok. 16.00 deszcz przestał padać.; 21 stopni C. Pojechaliśmy na dworzec kolejowy. Należało trafić na dworzec Miasto, a nie na główny.

16.30 PKP Zgorzelec Miasto 19 km. Pociąg spóźnił się nieco.

17.40 Tłum ludzi na peronie (po długim weekendzie). Wiele wózków dziecięcych, rowerów i studentów z wałówkami. Zostaliśmy wniesieni przez tłum razem z rowerami do wysokiego wagonu . Na każdej następnej stacji było gorzej, bo dosiadali turyści z ubłoconymi rowerami. Wagonu dla podróżnych z większym bagażem nie było.

20.00 PKP Legnica. Dodatkowy tłum ludzi z rowerami wsiadał na Wrocław. Robert, prezes Klubu przyszedł z Foxem na powitanie.

20.35 dom; 24 km

Film się skończył. Zdjęć nie ma.

hb