2-4.05.2003 - Teplicke Skalne Mesto

Uczestnicy:
Grażyna K. Teresa C. Danuta C. Halina B. Leszek i Kacper W. Robert P. ( w drodze powrotnej Andrzej Z.)

Trasa: Dzień 1: 8:00 Legnica PKP - Jawor 8 30 - Czernica - Roztoka - Kłaczyna - Sady - Bogaczowice - Jaczków - Witków Śląski - Czarny Bór - Grzędy - Kochanów - Różana - granica państwa - Zdonov 17:00 (75 km i 550 m npm)

Dzień 2: Zdonov 10:30 - Rezerwat Teplickie Skały - Teplice nad Metui - Zdonov 17:00 (23 km)

Dzień 3: Zdonov 9:00 - odprawa graniczna - Różana - Czarny Bór - Bogaczowice - Jawor - Legnica 18:00 (95 km)

Dystans ogółem: 193 km i około 400 metrów różnicy poziomów

Dzień pierwszy: piątek, 2 maja 2003

Robert na stacji PKP Legnica kupuje bilet zbiorowy dla 7 osób plus rowery do Jawora.

Halina zobowiązała się poprowadzić wycieczkę korzystając z doświadczeń kolegi Heńka Z. Który prowadził tą trasą we wrześniu 1999 r. pod hasłem "ogień w siodle". Halina układa mapy wg kolejności: Plan Jawora, Wzgórza Strzegomskie, Góry Wałbrzyskie itd.

W Jaworze rowerami przejeżdżamy centrum miasta i główną drogą na Ząbkowice w górę rzeki Nysy Szalonej. Leszek pomaga prowadzić bo doskonale zna teren.

Już od rana jest gorąco (22 stopnie C). Dana jadąc zdejmuje biustonosz spod opalacza. Jedno ramiączko zsunęło się bez problemu natomiast drugie opornie zatrzymało się na ramieniu. Chwilę jechała z powiewającym biustonoszem wzbudzając niezwykłe zainteresowanie wśród przejeżdżających kierowców.

W Roztoce zajeżdżamy do pałacu otoczonego fosą.

Wieś w obniżeniu podsudeckim na wysokości ok. 300 m npm znana już przed 1380 rokiem jako Roztock. Wieś w 1380 r. miała przywilej wolnego handlu solą. Od 1497 własność Hochbergów. Hochbergowie z Roztoki po wojnie 30-letniej w 1690 r. sponsorowali budowę Kościołów Pokoju. Pałac jest renesansowy z barokowym portalem. Nad nim wieża z zegarem i hetmanem. Wewnątrz sala z dekoracjami i kominkiem. Park - 18 ha z bukami zwisającymi i tulipanowcem. W parku resztki oranżerii lub altany parkowej.

Ledwie wyciągnęliśmy aparaty fotograficzne gdy wychodzi opiekun pałacu i uprzejmie wyprasza nas z posesji informując iż nie jest udostępniona do zwiedzania.

Jedziemy na południe asfaltem nad Nysą Szaloną przez ładną wieś Kłaczynę do Wolbromka. Aleja klonowa kwitnie i pobocza są posypane żółtym pyłkiem.

O 11:00 jesteśmy w Sadach Dolnych nad Sadówką gdzie kwitną sady. Tu przerwa na jedzenie. Po posiłku jedziemy przez Sady Górne i w lewo na Stare Bogaczowice gdzie jesteśmy o 12 00. Duża wieś z wielkim gospodarstwem rolnym. W dali widać radar meteorologiczny na górze Poręba we wsi Pastewnik (G. Kaczawskie). W rowach mnóstwo żółtych kaczeńców a także leprężniki białe, które pojawiają się na wysokości około 400 m n.p.m. czyli jesteśmy już w górach.

- Teraz zaczną się podjazdy i piękne widoki - mówi Leszek - W 1999 roku Kol. Heniek Z zapewniał podczas mgły i mżawki "tu są piękne widoki, w Gostkowie widać wiatrak a wdali Śnieżkę".

Jedziemy wzdłuż rzeczki Lesk przez Jaczków i Witków Śl. Pod Trójgarbem ćwiczą paralotniarze. Widoki są imponujące. Góruje Chełmiec w G. Wałbrzyskich, świetnie widać Góry Kamienne no i Śnieżkę. Zatrzymujemy się w Czarnym Borze ok. 14:00 na odpoczynek. Bar przy drodze nie prowadzi kuchni. Turlamy się do Grzęd potem zaś pod górę do Kochanowa w żółwim tempie, sakwy z bagażami bardzo ciążą.

W Kochanowie jesteśmy po 16 00. Urząd gminy Kamienna Góra oznaczył niedawno odnaleziony pod humusem stół sędziowski. Zestaw mebli sądowych wykonany z piaskowca przetrwał od średniowiecza. Leży w lesie tylko 1 km od drogi. Jest ogrodzony płotkiem i stoją dwie wiaty dla zwiedzających. Stół pochodzi z XIV lub XV wieku, ma miejsca siedzące dla sołtysa i siedmiu ławników. Kochanów należał do posiadłości klasztoru w Krzeszowie. To jedyny zachowany na Dolnym Śląsku w miarę kompletny stół sędziowski (drugi w Strzelinie nie ma siedzisk). Do dzisiaj zachowały się tylko trzy takie kompleksy w Europie.

Po kilku zdjęciach wracamy na drogę do Różanej i znowu pod górę. Opodal krzyż pokutny - relikt średniowiecznego prawa.

W Różanej na szczycie czeka na słabszych rowerzystów i dzięki temu zauważają zabytkową chałupę - być może starą kuźnię lub gospodę. Pędzimy w dół aż do rogatek Mieroszowa i ostry zakręt w prawo i znów pod górkę. Przed nami jest około 2 km przez las prosto do granicy. Jesteśmy wreszcie na niej, godz. 18 i na liczniku 75 km, od celu odgradza nas szlaban graniczny. Dzień wcześniej otworzono to przejście turystyczne, zamknięte z powodu wojny w Iraku. Odpoczywamy na czeskim kampingu tuż przy granicy w Zdonovie. Prezes Robert załatwia meldunek, mamy kłopoty, mimo rezerwacji telefonicznej wszystkie chatki zajęte. Po długich naradach dostaliśmy kwaterę w głównym budynku w przechodnim sześcioosobowym pokoju. Serdeczne przeprosiny właściciela osładzają nasz niepokój. Między pokojami nie ma drzwi. Na szczęście mieszkają tam bardzo sympatyczni Czesi również z rowerami. Nasze rowery znalazły miejsce noclegowe w garażu.

Po odprężającej gorącej kąpieli nabraliśmy sił na ognisko pod totemem. Serwujemy sobie piwo z beczki z browaru Broumova "Opat" za 10 Kć.

Robimy krótki spacer. Na drodze spaceruje ryjówka. Kacper próbuje ją złapać. Pod lasem spacerują sarny, sielski obrazek w promieniach zachodzącego słońca. Po upalnym dniu nastaje chłodny wieczór i zaczyna padać deszczyk, który późną nocą przeradza się w burzę. Wracamy do swojego pokoju, jesteśmy tak zmęczeni, że nawet grzmoty burzy nam nie przeszkadzają.

 

Dzień drugi: sobota 3 maja 2003

Zwiedzanie Teplickich Skał

Pada deszcz. Optymizm nas nie opuszcza.

- Deszcz ranny i płacz panny nie trwa długo.

Bez pośpiechu zbieramy się na wycieczkę. Halina wkłada gumowe buty, Dana naciąga na swoje adidasy lateksowe rękawiczki, nie wytrzymują tego rękawiczki i rozrywają się, widać ich przeznaczeniem są dłonie. Czekamy pod wiatą aż przestanie podać deszcz i "czytamy" przestarzałe Czeskie gazety. Deszcz przestaje padać, jest chłodno (12 stopni C). Około 10:00 słońce pokazuje się nad czeskimi górami stołowymi, robi nam się raźniej. Półgodziny później rowerami bez obciążenia jedziemy do Teplic. To tylko 8 km z góry. O 11:30 zostawiamy rowery na strzeżonym parkingu w Teplicach za 20 Kć od sztuki.

Pogoda coraz lepsza, wychodzi słońce. Dużo polskich samochodów. Kupujemy pamiątki, napoje i bilety wstępu po 40 Kć.

Od kasy idzie się kawałek przez las i nic się nie dzieje. Dopiero na górce jest wiata gdzie ongiś strzelano z moździerza. Echo pięć razy powtarzało huk wystrzału. Zaraz po nim emocje narastają, bo międzi drzewami pokazują się skały piaskowcowe. Miłe jest to, że każda skałka ma opis również w języku polskim. Uroczy jest "Skarbnik w pieczarze dalej golem, Skalna korona, Rakieta, Fala, Niedźwiedź polarny, Szarżujący dzik itd. Olbrzymie pole do popisu dla wyobraźni. Na niektórych skałkach są kotwy wspinaczkowe a opodal umieszczono szafki z noszami. Szlak jest jednokierunkowy więc nie czuje się tłoku. Podziwiamy niezwykłe formacje skalne o zadziwiających kształtach: Ręka z lodem, Jeż na żabie, Sfinks, Gród Strzemię z mnóstwem drabin, Harfa Karkonoska i wiele innych. Robimy dużo zdjęć. Prawie trzy godziny wędruje się 6-kilometrową wygodną dróżką. Na koniec przechodzi się przez Syberię (dużo śniegu) i prosto w Zaświaty.

Teplickie Skały odkryto dopiero w 1824 roku po wielkim pożarze, który szalał przez kilka tygodni. W 1933 roku objęto je ścisłą ochroną przyrody.

Około 14:30 zamykamy zatoczone koło i udajemy się na parking, tam korzystamy z czeskiego automatu z kawą.

Udajemy się już na rowerach do miasteczka Teplice. Mimo soboty sklepy są czynne do późna, robimy zakupy, odwiedzamy sklep rowerowy. Z pewnymi problemami dziewczyny próbują skorzystać ze skrzynki pocztowej w celu wysłania kartek pocztowych. Nie jest to proste, polecam wielbicielom łamania głowy.

Około 16:00 wracamy z Teplic nad Metui do Zdonowa. Po drodze Teresa ma awarię linki do zmiany przerzutek. Będzie się męczyć. O 17:00 wszyscy są w Zdonovie po 23 km jazdy pod górę. Kierownik jest ten sam, który nas gościł 4-lata temu. Udajemy się na obiado-kolację. Jedzenie jest smaczne: rosół, plaster szynki, piure z brzoskwiniami i papryka konserwowa. Koszt 50 Kć.

Wieczorem zmęczenie daje znać o sobie i gdy jeszcze widno część uczestników wycieczki śpi.

Dzień trzeci, niedziela 4 maja 2003

Świta, ptaki świergolą, chłodne powietrze wpada przez uchylone oka. W pokoju półmrok, wśród coraz lżejszych oddechów przebudzających, rozlega się delikatne cykanie. Zaniepokojone dziewczyny boją się wystawić głowy spod kołder, może to mysz...

Cyk! Cisza - cyk! cyk! cisza - cyk! cisza - cyk!

8 00 Pobudka!

- Kto śmiał obcinać paznokcie o świcie ? - pyta Robert

- Zbudziłam Ciebie? - pyta zdziwiona Dana

- I mnie - melduje Grażyna

- I mnie, i mnie, i mnie

Okazało się, że oprócz Roberta nikt nie odgadł co ich rano obudziło.

W sąsiednim pokoju mamy czajnik elektryczny więc rano raczymy się kawą.

- Trzeba zrobić kanapkę na drogę - przypomina Teresa przełykając śniadanie.

- To ja pójdę wyjąć rowery z garażu - mówi Danka

- Nie rozliczyliśmy się jeszcze za noclegi - mówi Prezes - idę po śniadaniu po rachunek, wy się pakujecie.

O 9:00 wyjeżdżamy rowerami z ciężkimi sakwami do rogatek granicznych. Dobrze, że większość trasy mamy z góry. Służba graniczna w postaci dwóch żołnierzy kontroluje nasze paszporty przez ½ godziny. Wreszcie jesteśmy wolni.

Zjazd przez las jest cudowny ale przed nami podjazd do Różanej już nie tak różowy. Na szczycie panowie dopompowują dętki. Halinka, jak zwykle, wypatrzyła dziwne okazy roślin przy drodze, którymi próbuje zainteresować Dankę.

Nieco po 10.00 lecimy poprzez wzniesienia do Czarnego Boru gdzie robimy godzinną przerwę. Dziś są imieniny św. Floriana patrona hutników, strażaków, odlewników, kominiarzy.

Florian był oficerem cesarstwie rzymskim za panowania Dioklecjana. Ów męczennik pocieszał i umacniał chrześcijan za co został aresztowany. Poddano go torturom, biczowano, szarpano jego ciało żelaznymi hakami. W końcu przywiązano mu kamień do szyi i utopiono w rzece Enns (Austria). Stało się to 4 V 304 roku.

Źródło: A. Gorzandt „Mój Święty Patron” str.154.

Wszystkiego najlepszego Hutnikom miedziowym życzy klub EkoRama.

W cieniu drzew nad rzekami Lesk i Strzegomka pędzimy do Bogaczowic. W rzece majestatycznie spaceruje Bocian. W Bogaczowicach jesteśmy o 12:30. Leszek i Kacper odmeldowują się i jadą wcześniej do Legnicy. Jest piękna pogoda. Jedziemy przez Sady, Kłaczynę, Dzierżkowice gdzie telefonicznie namierza nas Andrzej Z, który jest na zamku w Bolkowie. Umawiamy się na spotkanie w Jaworze pod Zamkiem. Tu odpoczywamy od 15:00 mając za sobą 70 km. Pociąg jest tylko jeden o 17:10. Dana jedzie rowerem sama do Legnicy, ma ważne spotkanie więc się śpieszy.

Przyjeżdża Andrzej w kolarskim stroju. Wymieniamy uwagi i doświadczenia o przejechanych trasach.

Po 16:30 jedziemy przez Stary Jawor nad zalewem Słup, omawiamy następną wycieczkę i myślimy o przyszłym roku aby powtórzyć Zdonov i zwiedzić labirynt na górze Ostasz.

We wsi Warmątowice strażacy obchodzą święto Floriana, jest nawet autokar z delegacją z Czech.

W Legnicy jesteśmy około 18:00 i pokonane 95 km

Halina Bierwiaczonek