16-18.05.2003 - 35. Rajd Kaczawski

Trasa:
1. Piątek:
Legnica 9:00 (120 m n.p.m.) - Uniejowice - Pielgrzymka - Twardocice - Sobota - Dębowy Gaj - Pławna - Lubomierz 17:00 "Kuźnia" - 71 km
2. Sobota:
Lubomierz 9:00 - Wojciechów - Pilchowice - Zapora - Pilchowice - Czernica - Płoszczynka (400 m n.p.m.) - Jeżów Sudecki - Jelenia Góra - Łomnica - Karpniki - Strużnica - "SSM Sokolik" 18:30 - 54 km
3.Niedziela:
Strużnica 8:30 - Karpniki - Przełęcz Karpnicka - Janowice Wielkie - Zakończenie Rajdu - Przełęcz Radomierska (523 m n.p.m.) - Kaczorów - Mysłów - Lipa - Muchów - Piotrowice - Stary Jawor - Warmątowice - Legnica 18:30 - 70 km

Niezawodna ekipa EkoRamy:
Robert - prezes, Halina - sekretarz, Heniek Z.- przewodnik, Janusz H - zarząd, Grażyna, Heniek R. Andrzej Z. Artur.

Dzień pierwszy Rajdu

Słoneczny poranek zgromadzi na moście Bielańskim w Legnicy 8 osób: Janusza, Andrzeja, Halinę, Heńka R. Heńka Z. Artura oraz Mateusza, który odprowadza grupę do rogatek miasta. Jest 190 C. Chwila dyskusji o wariantach trasy i kto poprowadzi wycieczkę.
Jedziemy na południe. Na ulicy Jaworzyńskiej spotykamy jadących samochodem organizatorów Rajdu: kol. Krzysztofa - prezesa PTTK o/Huta i Piotra, którzy obiecują niespodziankę podczas trasy.
Przecinamy autostradę A 4 i zakręcamy na zachód do Prostyni. Dalej do Wilczyc i w górę by przeciąć drogę 364 Legnica - Złotoryja. We wsi Ernestynów, po 20 km mamy przerwę na wymianę dętki u Haliny. Na "garbatym" moście około 12 spotykamy Zosię ze Złotoryi (od agatów i mistrzynię w płukaniu złota). W Uniejowicach mijamy dom pana Michała w którym znajduje się muzeum Armii Radzieckiej. Tym razem nie zajeżdżamy w odwiedziny.
Jedziemy doliną Skory do Wojcieszyna do gospodarstwa agro-turystycznego Jacka i Ewy. Oglądamy strusie i młodą klacz, która ma 10 dni. Podziwiamy matkę, Sofię oraz rocznego Salina.
Śniadanie zjadamy na trawie. Zosia obiecuje odprowadzić nas do Pielgrzymki. Jedziemy przez Twardocice. Piękny widok na Ostrzycę. Wieś związana ze Schwenkfeldystami, których potomkowie do dziś żyją w Pensylwanii. Mają obszerną stronę w Internecie. Spotkaliśmy się z pamiątką po Hansie Schwenckfeldzie w Prochowicach w czasie wycieczki 21 kwietnia 2002 roku. Jedziemy do Soboty, dziś piątek. Duże różnice wysokości więc ładnie wygląda szachownica pól ponieważ w dolinie Bobru teraz kwitną rzepaki.
Podobno samorządy Lwówka Śl. i Lubomierza planują utworzyć szlaki rowerowe na dawnych torowiskach kolejowych.
- To dobry pomysł bo nasypy są wypoziomowane i odwodnione - chwali Heniek Z.
W Dębowym Gaju jesteśmy o 1500 mając 57 km. Turlamy się do Pławnej , wieś ciągnie się 10 km. Wiele domów sudeckich zatraciło zabytkowy charakter. Mieszkańcy pokrywają mur pruski panelami. Usuwają tyrolskie balkoniki, wstawiają plastikowe okna. Jedyny plus to zadbane ogródki.
W Pławnej jesteśmy o 1530 (62 km), odpoczywamy w barze pod kościołem. Kościół też jest niepośledni. Barokowy osadzony na wzniesieniu naprzeciw góry Kalwarii. Po posileniu się jedziemy do dawnego imperium benedyktynek (od średniowiecza do 1810 r.) czyli do Lubomierza. Nazwa powstała od sukiennika proszącego córkę: "Lubo, mierz tkaniny". Miasteczko grało aż w ośmiu filmach, między innymi: "Sami swoi", "Kocham kino", "Krzyż walecznych", w radzieckim filmie "Daleko na zachodzie". Lubomierz udawał nawet francuską miejscowość. Znajduje się tutaj muzeum Kargula i Pawlaka, teraz jest zamknięte ale można zadzwonić pod numer: 502-085-113 i kustosz otworzy lub umówi się na godzinę.
Podziwiamy architekturę Rynku i pręgierz. Heniek prowadzi nas na kwaterę do "Kuźni" przy ul. Majowej gdzie jesteśmy około 1700 mając 71 km w nogach górzystego terenu. Noc kosztuje 15 zł od osoby i rzeczywiście w tym budynku znajdowała się kuźnia. Warunki znakomite jak na tę cenę. Mamy do dyspozycji kuchnię z wyposażeniem (naczynia, kuchnia gazowa, lodówka), telewizor, grill na tarasie z widokiem na staw. Rowery mamy schowane w pomieszczeniu z alarmem. Towarzyszą nam trzy owczarki niemieckie odgrodzone płotem i nie próbujemy się bliżej z nimi zaprzyjaźniać. Mamy dwa pokoje czteroosobowe z tapczanami i jednym łóżkiem piętrowym.
Wieczorem spacerujemy po opustoszałym Rynku, zastanawiamy się na trasą dnia następnego. Wieczorem pada krótkotrwały deszcz, ochładza się mocno do tego stopnia, że Janusz korzysta z dodatkowego śpiwora.

Dzień drugi Rajdu

Raniutko w "Kuźni" Lubomierskiej Heniek R. zaszeleścił woreczkami foliowymi i pojechał do Jawora poprowadzić Grażynę. Szeleszczenie folią lub papierem to najskuteczniejsza forma budzenia. Śniadanie odbyło się już o 8:00.
Wyjazd o 9:00, zimno, 10oC. Słońce szybko ogrzewa powietrze. Jazda pod na Wojciechów rozgrzewa. Okolica Doliny Bobru jest tak urocza, że zatrzymujemy się aby fotografować wzgórza Izerskie. Za Bobrem widać Góry Kaczawskie.
Zbliżamy się do Zapory w Pilchowicach. Heniek Z. Proponuje oglądanie zapory od dołu. Zgadzamy się cokolwiek to oznacza. Pokonujemy wzniesienia, góra - dół i po15 km jesteśmy przy elektrowni pod zaporą. Widok zapiera dech. Zrobiliśmy kilka zdjęć. Prezes funduje wielki talerz frytek z keczupem co wywołuje pieśń pochwalną "Łubu dubu, niech nam żyje prezes naszego klubu...".
Wracamy do Pilchowic i dalej prosto do góry w kierunku Czernicy. Do Płoszczynki (400 m n.p.m.) wszyscy mozolnie podjeżdżają pod górę, to nazwa wryje się w pamięć. Przy drodze góra Stromiec, zasłużyła na tę nazwę. Zjazd do Jeżowa Sudeckiego jest niemal pionowy. Jeżów łączy się z Jelenią Górą, więc zawijamy do 100-tysięcznego miasta. Halina uczyła się turystyki w jeleniogórskiej, renomowanej szkole hotelarsko - turystycznej. Mijamy koszary z rzeźbami jeleni na bramie - dar od Hermana Goeringa. Dalej skrzyżowanie ze światłami więc spokojnie zapychamy obok murów miejskich i baszty obronnej w lewo do Rynku. W mieście patrycjuszy jesteśmy o 1400 gdzie zasiadamy przy piwie pod parasolami po 36 km, które zapadły w pamięć męczarnią na Płoszczynce.
Rynek ma kolorowe domy podcieniowe i posadzkę z granitowej kostki. Halina opracowuje trasę wyjazdu na Karpniki aby było blisko, bezpiecznie i nie pod prąd. W końcu postanawia pokazać deptak, kościółek prawosławny, zabytkowy dom handlowy przy ul 1-go maja oraz kaplice grobowe bogatych patrycjuszy wzorowanych na włoskiej Pizzie. Mauzoleum zaprojektowane przez twórcę kościoła Łaski, Marcina Franza, stanowi jednolitą całość i jest miejscem magicznym w Jeleniej górze.
Koło dworca PKP przechodzimy pod torami i wyjeżdżamy prosto na Łomnicę. Przy parku i Wdowim Domu von Küsterów jak zwykle autokary z Niemiec. Z daleka widzimy pałac w Wojanowie - Bobrowie, pamiątkę po grafie Karolu von Rothkirch i kościół gdzie można spotkać kamienną arystokrację (von Zedlitz, Stange i Schaffgotsch - zaklętych w kamieniu).
O 16:00 jesteśmy w Karpnikach mając 50 km za sobą. Jemy schabowe w zajeździe Karioka pod przełęczą Karpnicką od południowej strony. Piwo z sokiem dobrze robi przy 230C i po dużym wysiłku. Dzwoni telefon i wszyscy sięgają do kieszeni. Do prezesa Roberta dzwoni Heniek R. ponieważ wraz z Grażyną zbliżają się do przełęczy Karpnickiej z północnej strony. Po chwili zawijają do przystani zwanej zajazdem.
Zaliczamy Park Krajobrazowy "Doliny Bobru". Teraz zwiedzamy Rudawski Park Krajobrazowy a jutro Park Krajobrazowy "Chełmy". Jedziemy do Stróżnicy gdzie o 17.30 lądujemy w SSM "Sokolik" po 54 km.
Halina rozpala ognisko za rzeczką, panowie biorą natrysk, Grażyna przy kawie opowiada jak jej było Combrze Babskim z okazji Święta Hutników. Zaskoczyła wiadomością, że najpiękniejszą uczestniczką był Szczepan (przebrany za kobietę). Heniek R. informuje, że przejechał dzisiaj 120 km. Opalił się tylko z jednej strony. Wieczorem, gdy pieczemy kiełbaski, dzwoni do prezesa Roberta sam Kol. Król czyli prezes prezesów PTTK O/Huta aby poinformować, że zbliża się z kol. Piotrem z beczułką tyskiego. Można siedzieć do późna.
Pokoje mamy 8-osobowe z piętrowymi (wygodnymi) leżami. Za oknami świergolą wiosenne ptaki.

Dzień trzeci Rajdu

W nocy ktoś okrutnie chrapał, czy to ten po 120 km? Za nocleg płacimy 15 zł + 2 zł za rower. Było wygodnie i bezpiecznie, możliwość skorzystania z kuchni, łazienki i świetlicy. Janusz zachwala nowy przyrząd do skalowania mapy kupiony w Internecie.
Wyjazd wcześniej niż wczoraj bo o 8:30 w chłodny poranek (13 stopni C). Chcemy odwiedzić schronisko "Szwajcarka". Znów podjazd na przełęcz Karpnicką. Schronisko "Szwajcarka" jest najniżej położonym domem tyrolskim (około 500m n.p.m.). Zwiedzamy je od 9:00 do 9:45. Wychodzi słońce i robi się coraz cieplej zwłaszcza, że zaliczamy kolejne wzniesienie przez Janowice Wielkie do dawnego prewentorium a obecnie Zakładu Rehabilitacji Ruchowej. Kwitnący rzepak z jednej strony drogi i wielki samotny gmach z drugiej. Jesteśmy tu o 10:30 po 11 km. Zakończenie Rajdu ma się rozpocząć o 1300, więc rozciągamy banner z napisem EkoRama na bramce do piłki nożnej i opalamy się na ławkach. Firma Top-Service nagłaśnia boisko starymi melodiami.
Dostajemy napoje i bigos i nadal opalamy się. Kuracjusze obserwują przygotowania, my, EkoRama, też. Mamy ładny widok na Rudawy Janowickie i Karkonosze. Powoli schodzą się grupy z różnych tras. Około 13.30 zwijamy banderolę i jedziemy do domu. Wybieramy wariant nr 3 tzn. na przełęcz Radomierską, potem Kaczorów i w lewo na przełęcz Mysłowską, Lipę a potem przez Chełmy. Droga przez Chełmy, gdzie kiedyś był asfalt dla niepełnosprawnych ze ścieżką dydaktyczną teraz jest pełna dziur. Chlupnął krótki, ulewny deszcz i chronimy się w Muchowie pod olbrzymią lipą. Jest to pomnik przyrody otoczony drewnianym płotkiem. Z drugiej strony drogi widać pałac. Zrobiliśmy 35 km. Droga do Piotrowic jest dobra, asfaltowa. Jezdnia wyschła po deszczu więc pędzimy z góry na Piotrowice. Grupa się rozciągnęła.
- O! Jest żółta kurtka Heńka
- Nie, to znak drogowy - mówi Halina
Grupa zbiera się za zjazdem i razem wjeżdżamy do Piotrowic (kościół z gankami glinianymi w powale gdzie mieszkają duchy budowniczych). Stary Jawor - Bielowice - Warmątowice - Kościelec. Przy drodze gruntowej plantacja sałaty dla Mc Donalda. Ile lat z rzędu można uprawiać monokulturę? Przecinamy wiaduktem autostradę A4 i żegnamy się z Grażyną. W Legnicy jesteśmy około 18:30. Dziś mamy 70 km w nogach.

Halina Bierwiaczonek