23.03.2003 - Topienie marzanny

Niedziela, 23 III 2003


Trasa: Legnica - Prostynia - Dunino - Zakole Nysy Szalonej
Powrót tą samą trasą. Całość 30 km


Uczestnicy: Marzanna, Grażyna, Halinka, Ewa M. Dana, Janusz W., Teresa i Waldek, Andrzej Z., Andrzej S., Zbyszek D., Robert P.


Zbiórka jak zwykle na mostku Bielańskim w Legnicy o 10.00 i jak zwykle czekamy kwadrans. Pierwsze wiosenne słońce (14stopni C) więc snujemy plany na następne wycieczki.
- A gdzie jest Marzanna?
- Czeka u Ani H. Weźmiemy ja po drodze.
- Nie jedźmy do Dunina - prosi Dana - bo to daleko.
- Czemu nie chcesz jechać do Dunina, byłaś tam kiedyś?
- Nie.
- Tam jest zacisznie, miejsce osłonięte wzgórzem - mówi Grażyna - dawno w tym miejscu nie byliśmy
- No dobrze, ale za trzy godziny chcę być z powrotem - prosi Dana

Wszyscy jedziemy po "Marzenkę". Pod domem Jest problem, jak ją transportować ale Andrzej Z. sadza „dziewczynę” na sakwojaż, jej nogi przypina trokami od śpiwora. Ręce obejmują rurkę od siodełka a futbolówkę z napisem EkoRama i Wuppertal przypina do loczków agrafkami. Marzenka wygląda jak żywa.

 

 

 

 

 

Ania H. nie może jechać, właśnie przeszła grypę.
Jedziemy na południe przez park na ul. Jaworzyńską i Wielogórską, przecinamy autostradę i natychmiast w prawo na Prostynię. W polu nie ma najmniejszej oznaki wiosny może poza jednym;- skowronki śpiewają, jest szaro i błotnisto.
W Duninie przy muzeum Bitwy nad Kaczawą z 1813 roku spotykamy rodzinę i znajomych prezesa. Przyjechali dwoma samochodami z dwoma psami. Foksterier jest świeżo strzyżony i ugania się za rudą Naną. Po chwili spotykamy się wszyscy nad Nysą Szaloną. Pieski chcą pływać w zimnej wodzie więc samochodami odjeżdżają na suche tereny a rowerowi rozpalają barbecue i fotografują Marzannę.
Tereza i Waldek biegają po wzgórzach. Ewa rozkłada kocyk. Andrzeje rozpalają prawdziwe ognisko. Po obiedzie z żalem palimy Marzannę. Już mieliśmy ją topić gdy prezes przypomina, że jesteśmy klubem ekologicznym więc nie będziemy zanieczyszczać rzeki. W blasku fleszy Marzanna zakończyła żywot, a wraz z nią zima odeszła w niebyt.

Punkt 15.00 wyruszamy do domu. We wsi Dunino podziwiamy stadninę koni. Wiosną są młode konie, przyjaźnie korzystają z naszego poczęstunku składającego się z resztek jedzenia. W Legnicy kilkoro z nas odjeżdża do centrum a część jedzie przez Bartoszów na Piekary, gdzie jesteśmy ok. 17.00.

Halina Bierwiaczonek