11-28.07.2002 - Zielona droga Legnica - Wuppertal

Wyprawa pod egidą Głównego Konserwatora Zabytków Rzeczypospolitej Polskiej.

W dniach 11 - 28.07.2002 r. członkowie Klubu EkoRama w projektu "Zielona Droga" odbyli rowerową podróż z Legnicy (Polska) do partnerskiego miasta Wuppertal (Niemcy) pod hasłem: "Ścieżkami rowerowymi szybciej do... Europy". Dziesięcioosobowa grupa uczestników (Janusz Hawryluk (szef grupy), Henryk Zelek (prawa ręka szefa), Andrzej Cichy, Mateusz Ćwikła, Łukasz Hawryluk, Katarzyna Miśkiewicz, Robert Osowski, Andrzej Pązik, Andrzej Zywer, Mateusz Zywer) przejechała ok. 1000 km. 

Poniższy reportaż, powstawał na żywo, w czasie trwania wyprawy. Stały kontakt z grupą zapewniał telefon komórkowy, który Janusz, szef grupy, zawsze miał przy sobie. Częste sms-y i telefony pozwoliły, by ta relacja stała się na tyle pełna, iż po pewnych uzupełnieniach (już po powrocie) stanowiła swoistą kronikę rajdu.
Dziękuję koleżankom i kolegom za to, że w trakcie pisania tego reportaż, mogłam razem z nimi przeżywać trudy i radości podróży i mino że nie przejechałam na rowerze ani kilometra (tylko przysłowiowym palcem po mapie) wiele "zobaczyłam".
Przy okazji raz jeszcze składam wszystkim uczestnikom wyprawy wielkie gratulacje i serdecznie pozdrawiam ich i przyjaciół z "Der Grüne Weg".

Zofia Kondratiuk


11 lipca czwartek

Z rowerami i zapakowanymi przyczepkami spotykają się na dworcu w Legnicy. Jest godz. 6:30. Krótka "sesja zdjęciowa", wywiad dla mediów i już żegnani przez koleżanki i kolegów z klubu, oraz przedstawiciela Urzędu Miasta odjeżdżają zgodnie z planem, pociągiem do Goerlitz.

Powodzenia na trasie! 

Przystanek Zgorzelec (godz. 9:30). Koniec jazdy pociągiem. Przesiadka na rowery. Na przejściu granicznym pusto, formalności zero, więc 10 min później są już po niemieckiej stronie, w Görlitz. Pierwszy etap prowadzi przez Saksonię (Sachsen), chyba najlepiej rozwinięty gospodarczo land spośród byłych landów NRD. Znany z wielu atrakcji turystycznych i kulturalnych, silnie związanych z historyczną przeszłością tego regionu...

Pierwsze 30 km pokonane. Leje, ale humory dopisują. Krótki postój w Löbau.

Szukają ciągłej ścieżki rowerowej z Goerlitz do Stolpen. Henryk gdzieś o niej  czytał, ale pewnie dopiero jest w planie. Przed nimi górki i do wyboru 2 drogi między górami. Decydują się na trasę przez Cunewalde, Wilthen, Neukirch, Pulzkau. Po drodze liczne zjazdy i podjazdy, a przyczepki jednak ważą... Po 56 km pora więc na kolejny, krótki odpoczynek - są w Neukirch.

Godz. 20:40. Wjeżdżają na kemping w Stolpen. Długo szukali tego miejsca. Po drodze żadnej informacji, nie licząc jednej strzałki... 30 metrów przed bramą! Za nimi trudny etap i  87 km. Teraz organizowanie obozowiska, rozbicie namiotów i można wypocząć. Jutro rano zwiedzanie miasta.

 

 

 

 

 

12 lipca piątek

Stolpen - obowiązkowo kierują się w stronę zamku Hrabina Cosel spędziła tu ostatnie 49 lat życia. Twierdza choć częściowo w ruinie, nadal prezentuje się okazale, a co za izba tortur... ciarki przechodzą. W 800-letniej historii zamku i miasta wydarzyła się niezliczona ilość pożarów, nic więc dziwnego, że w jednej z sal mieści się bogata ekspozycja wszelakiego sprzętu strażackiego, używanego na przestrzeni wieków. Oglądają plansze oraz model urządzenia ssąco-tłoczącego z roku 1553, dostarczającego wodę na potrzeby zamku. Bardzo ciekawe urządzenie, wysoka technika, a wszystko z drewna.
Godz. 11:00 - wyjeżdżają ze Stolpen i ruszają w kierunku Pirny. Jest piękny słoneczny dzień... Już z daleka widzą Pirnę, port nad Łabą, ośrodek turystyczny i bazę wypadową wycieczek po Saskiej Szwajcarii. Przejeżdżając przez miasto podziwiają jego zabytki: kościoły z XIV i XVI w., zamek Sonnenstein i ratusz. Niestety nie mają czasu zostać dłużej. 
Jadą przez Drezno, kierując się w stronę Miśni. A do Miśni, wzdłuż Łaby, prowadzi świetna ścieżka rowerowa. Na ścieżce setki cyklistów, młodszych i starszych, na przeróżnych typach rowerów, pędzą w obie strony. Nic dziwnego: piękna przyroda, piękne widoki... piękna ścieżka!
Mają pewne problemy z trafieniem na kemping w Coswig. Pytany o drogę, pewien starszy pan na rowerze, proponuje rozbicie namiotów u swego kolegi, który niedaleko prowadzi małą knajpkę. Pan jest miły i bardzo uprzejmy. Jedzie z nimi kilka kilometrów rowerem i doprowadza na miejsce. A miejsce doskonałe. W sadzie z gruszami rozbijają namioty i płacą za wszystko tylko 30 Euro (zamiast 50 na typowym kempingu). A na dodatek w zasięgu ręki gruszki i... zimne piwo, co w czasie upału ma jednak pewne znaczenie ;). Dzisiaj przejechali 63 km.

 

 

 

 

 


 

13 lipca sobota

Zaczyna się kolejny upalny dzień. Plany na dziś - spotkanie z historią. Ruszają więc na "podbój" Drezna (Dresden). Tego miasta nie można pominąć, dlatego zostaną tu cały dzień. 
Położona nad Łabą stolica Saksonii, zwana dawniej "Florencją północy" w pełni zasługuje na to miano. Zrównana z ziemią w nalocie dywanowym aliantów w 1945 roku wygląda teraz (stara część miasta) jak jeden plac budowy. Powoli rekonstruuje się przepiękne budowle, wzniesione głównie w czasach, gdy miasto przeżywało swój złoty okres pod panowaniem Augusta Mocnego. 

 

 

 

Ich szczególną uwagę przyciąga kolosalnych rozmiarów, znajdujący się w odbudowie, Frauenkirche. Ten, niegdyś jeden z najwspanialszych kościołów protestanckich, po nalocie na Drezno całkowicie legł w gruzach. Przez pół wieku jego ruiny były symbolem bombardowań. Dlatego właśnie w tym miejscu, w każdą rocznicę nalotu, organizowano wiece i manifestacje pokojowe. Na znak pojednania pomiędzy narodami rozpoczęto odbudowę kościoła. Zakłada się, że jego rekonstrukcja zakończy się w 2006 roku, na 800-lecie założenia miasta.
W trakcie renowacji jest także wspaniały późnobarokowy zamek Zwinger, kryjący w swoich wnętrzach prawdziwe rarytasy: zbiory malarstwa europejskiego XVII i XVIII wieku, stare zegary i przyrządy do liczenia, kolekcję porcelany oraz wspaniały zbiór dawnej broni i zbroi. 
Już z lekkim zawrotem głowy idą do Albertinum, gdzie mieści się książęcy skarbiec (Grünes Gewölbe), a w nim... prawdziwe cudeńka wykonane na zamówienie Augusta Mocnego z najszlachetniejszych materiałów... teraz dopiero kręci się w głowie. Kilka Euro kosztowało ich prawo do robienia zdjęć, niestety dopiero w środku okazało się, że nie można używać lamp błyskowych. W skarbcu panuje półmrok, a przy takim oświetleniu flesz włącza się sam (tak to jest z automatami) - zezwolenie jest więc bezużyteczne.
Mało czasu, a tyle jeszcze do zobaczenia: Hofkirche (kościół św. Krzyża) - największy kościół Saksonii, zwany także katedrą, barokowa ulica Königstrasse, Zamek Pilnitz, Wielki Ogród...
Wracają na kemping - nocleg w tym samym miejscu co poprzedniej nocy. Nadciąga WIELKA BURZA.


14 lipca niedziela

Godz. 8:00. Kierunek zachód - do Torgau (ok. 80 km).  Droga prowadzi wzdłuż malowniczo położonej Łaby. Po drodze zahaczą o Miśnie. Drezno zostaje w tyle. Przed nim kolejny odcinek rajdu.
Postój w Miśni (Meissen). Starosłowiańskie miasto o 1000-letniej tradycji przyciąga wielu turystów. Znane na całym świecie dzięki Manufakturze Porcelanowej, która ma tutaj swoją siedzibę od 1710 roku. Zwiedzają ekspozycję porcelany i oglądają proces jej produkcji. Trzeba przyznać, że pokaz świetnie przygotowany. Równolegle z tym co widzą, wszystkie objaśnienia słyszą w słuchawkach w języku polskim. Turysta czuje, że tu się o niego dba. Jeszcze na chwilę wstępują do sklepu z gotowymi wyrobami. Wszystko tu jest delikatne, kruche i piękne... i te ceny - zatykają dech w piersi!


 

 

Wchodzą na wzgórze, na którym znajduje się zamek wzniesiony przez Albrechta, gotycka katedra i budynki kurii. Ze wzgórza roztacza się urzekający widok na późnośredniowieczne miasto i krajobraz doliny Łaby. 
Dużym "powodzeniem" cieszą się specjalnie na rajd zaprojektowane i wydrukowane pocztówki, z mapką trasy Legnica - Wuppertal i krótkim przesłaniem. Rozdają je przypadkowo napotkanym ludziom (szczególnie dużo zostawili ich w Dreźnie) i zawsze spotykają się z sympatią i dużym zainteresowaniem. Ludzie pytają o ideę "Zielonej Drogi". Często nawiązuje się miła i zabawna rozmowa... a jak przy okazji można szlifować język.
Ruszają dalej. Jadą, a właściwie prują w kierunku Torgau. Trochę dziwi fakt, że po drodze wszystkie sklepy... zamknięte. "Skandal" - komentuje  Janusz (kierownik grupy). Może i dobrze (przypisek ZK), bo piwo drogie po 2-2,5 EURO.
Krótka przerwa na odpoczynek. Tym razem w miejscu, gdzie odbywa się piknik wyborczy Zielonych. Małe miasteczko nad Łabą, ale piknik przygotowany z dużym rozmachem. Obserwują jak w odstępie kilku minut przybywają: piesi, rowerzyści, motorówki, kajaki i ... orkiestra żeńska, a za orkiestrą, na bosaka... liderzy partii Zielonych. Organizacja pikniku godna naśladowania.
Nocleg w Torgau. Dzisiaj przejechali 89 km.


15 lipca poniedziałek.

Opuszczają Torgau, malownicze miasto położone na zachodnim brzegu Łaby. "Z rowerów" oglądają renesansowy ratusz zbudowany w latach 1539-79, kościół miejski św. Maryi, w którym znajduje się nagrobek żony Marcina Lutra, Katarzyny von Bora, no i oczywiście zamek Hartenfels.  Czytali o tym w przewodniku, ale nie mają czasu na zwiedzanie. Tylko na krótko zatrzymują się pod pomnikiem upamiętniającym spotkanie żołnierzy Armii Radzieckiej i Aliantów. Pomnik zwrócił ich uwagę napisami w trzech językach, przypominającymi o spotkaniu z 1945 roku. Jeszcze pamiątkowe zdjęcie i znowu dalej na zachód, drogą na Wittenbergę, miasto leżące już w innym kraju związkowym - Saksonii-Anhalt (Sachsen-Anhalt). Pogoda pochmurna, ale ciepło. Tylko wiatr przeszkadza w jeździe. 
Godz. 14.30 - przejechali ok. 50 km, akurat tyle, by dojechać do miasta Marcina Lutra Wittenbergii (Lutterstadt Wittenberg)
To koniec jazdy na dziś. Organizują obozowisko, zostawiają rowery i na zaproszenie Naczelnika Wydziału Kultury w Ratuszu Witterbergii, Pana Pfingstena, jadą specjalnie podstawionym mikrobusem zwiedzać miasto.

  Poznają jego historię. Wittenberga do 1422 roku była rezydencją książąt Sachsen-Wittenberg. W XVI w., dzięki działalności Marcina Lutra, stała się głównym ośrodkiem reformacji. To właśnie w Wittenberdze, Luter w 1517 roku, na drzwiach katedry wywiesił swoje 95 tez. Oglądają zabytki: zamek z kościołem z przełomu XV/XVI w., wewnątrz którego znajduje się grób M. Lutra, kościół NMP (XIII-XIV w.), ratusz (XVI w.), Collegium Augusteum (XVI w.) z domem M. Lutra...  

Na koniec, zaproszeni zostają do złożenia oficjalnej wizyty w Ratuszu. Dowiadują się, że były burmistrz Wuppertalu, a obecny prezydent Niemiec, Johanes Rau, jest honorowym członkiem klubu sportowego w Wittenberdze. Gospodarz Ratusza, Pan Pfingsten (dobry kolega Johanesa Rau), prosi w imieniu prezydenta Niemiec o zawiezienie do miasta Wuppertal pozdrowień. Do Wuppertalu wiozą już puchar przechodni - symbol Zielonej Drogi, jaki w 2000 r. przywieźli do Legnicy rowerzyści z partnerskiego miasta, ale chyba nie będzie za ciężko, dowiozą też pozdrowienia.
Powrót, na uroczo położony nad Łabą, kemping. Jest jeszcze w rozbudowie, ale zapowiada się świetnie. Sanitariaty już gotowe, a ich poziom naprawdę wysoki. Wkrótce będzie przystań dla żeglarzy, a do tego mówiąca po polsku, szefowa. Przyjęła ich wyjątkowo gościnnie. Są pierwszą grupą z Polski, która tutaj dotarła... Ale serdecznie zaprasza wszystkich Polaków! (e-mail: Der.Brueckenkopf@t-online.de). Warto zajrzeć! Polecają! 
Przed odpoczynkiem jeszcze krótki kontakt z techniką. Uprzejma szefowa kempingu udostępnia komputer, więc wysyłają maila... bym miała o czym pisać... Tylko dlaczego tak dziwnie wygląda... już wiem, to wszystko przez tę niemiecką klawiaturę.

 


 

 

 

 

16 lipca wtorek

Kondycja na razie nie zawodzi, ale drobne kłopoty techniczne (już usunięte) spowodowały, że mają małe opóźnienie w stosunku do planu. Może uda się to dzisiaj nadrobić. Przed nimi góry Harz, a tam będzie trudniej... ale to dopiero za 2 dni. Dzisiaj powinni dotrzeć do Bernburga (ok. 80 km).
Starają się korzystać z dróg i ścieżek rowerowych, ale jeśli ich nie ma, wybierają szosy i drogi podrzędne. Ich stan, wiadomo, nieporównywalny z polskimi, a kierowcy bardzo uprzejmi i życzliwy. Jeździ się naprawdę dobrze i bezpiecznie. Teraz mkną międzynarodową ścieżkę rowerową R1, niestety ciągle ją "gubią". Ścieżka raz jest, a za chwilę znika. Wcześniejsze próby kupienia mapy tej rowerowej trasy zakończyły się niepowodzeniem.  
Godz. 10:30 Dojeżdżają do Roslau. Trochę wzniesień, ale większe stromizny pokonują na nogach, pchając rowery z przyczepkami. Na każdym pagórku widać elektrownie wiatrowe. W tym regionie taki widok to codzienność.
Teraz jazda to prawdziwa przyjemność. Wiatr w plecy. Rower prawie sam niesie. Nastroje wyśmienite, kondycja też...  Dojeżdżają do Aken. Brak mostu nie stanowi większego problemu. Na drugi brzeg Łaby przeprawiają się, po raz drugi, promem (pierwszy raz w Torgau) i ostatecznie opuszczają malowniczą dolinę rzeki.  

Bernburg - wjeżdżają do miasta. Na przedmieściach, jak zwykle, pusto. Nie ma kogo zapytać o drogę. Sporadycznie napotkani mieszkańcy nie potrafią pomóc i bezsilnie wzruszają ramionami. Krążą więc po ulicach w poszukiwaniu kempingu. Miasto trochę "dziwne" - ładne, ale bardzo rozległe... no nareszcie, jest kemping!
Dzisiejszą jazdę Janusz określił jako "odlotową". Wiatr w plecy, wiadomo, sprzyja rowerzystom. Życzę im, by tak było codziennie. Przejechali 88 km.


17 lipca środa

Już od godziny powinni być w drodze. Niestety... ciągle w Bernburg, w mieście nad Soławą u ujścia rzeki Wipper. Wyjątkowo "wredna" pogoda. Leje jak z cebra. Nie można wychylić nosa z namiotów. Czekają na poprawę aury. Zaplanowany na dzisiaj dojazd do Halberstadt pod znakiem zapytania. Przesyłają deszczowe pozdrowienia.
Godz. 16.20 ciągle pada... 
Nie przestało lać do końca dnia :(((. Nocleg... znowu w Bernburg.

 

 

 

18 lipca czwartek

Godz. 8.30 - za chwilę wyjeżdżają z Bernburg. Pada, ale da się jechać.
Droga trudna. W deszczu, pod wiatr i często pod górę jadą w stronę Halberstadt.
Wiatr niestety bardzo silny, za to okolica coraz ciekawsza. To korzystna odmiana po ostatnich, nieco monotonnych widokach.
35 km jazdy - Andrzej złapał gumę. Przymusowa przerwa na usunięcie awarii. Przy okazji krótki odpoczynek. Pogoda niestety bez zmian, ale nastroje dobre. Synoptycy niemieccy zapowiadają od jutra poprawę pogody... oby się sprawdziło. 
Dzisiejszy, trudny odcinek, mają za sobą. Na liczniku 60 km. Jutro będzie "gorzej" - wjeżdżają w góry Harz, a na wyraźną poprawę pogody nie zanosi się. Nocleg w Halberstadt, miejscowości na przedgórzu gór Harz.
Z zaciekawieniem i pewnym rozbawieniem czytają regulamin obowiązujący na kempingu. Kilka punktów jest szczególnie "ciekawych": do budynku, gdzie są prysznice i umywalki wolno wchodzić tylko w kapciach;  nad jeziorem wolno przebywać tylko między 7:00 a 22:00 (wejście nad jezioro przez bramę, otoczoną gęstym drutem kolczastym); posortowane śmieci wolno ładować tylko do 3 małych woreczków (dobrze, że chociaż woreczki można dokupić).

Widać, że szef kempingu nie lubi kłopotów i... turystów, więc na wszelki wypadek, już poza regulaminem, brama do jeziora zamknięta na kłódkę na stałe. Jeziora więc nie zobaczą. Może chociaż grill na kominku... niestety kominek także zamknięty na kłódkę.


19 lipca piątek

Nie pada, ale pochmurno i w dalszym ciągu silny wiatr. Wjeżdżają w góry Harz. Dzisiejsza trasa prowadzi do miejscowości Bad Harzburg.
Wiatr zelżał, a góry na szczęście nie takie wysokie, ale deszcz znowu pada - zaczyna brakować suchych rzeczy.  

Godz. 11:45, na liczniku 26 km. Zatrzymują się w Wernigerode, miasteczku założonym już w IX w. przez opactwo z Nowej Korbei. Stara część miasta naprawdę śliczna,

ale stojące na obrzeżach "socjalistyczne" bloki szokują niemiłosiernie.

Godz. 15:00 - po 47 km jazdy rozbijają namioty na kempingu w Bad Harzburg, mieście leżącym przy granicy z Dolną Saksonią. W czasach "żelaznej kurtyny" właśnie tu przebiegała granica między "wschodem" i "zachodem. Bad Harzburg kojarzy się także z Harzburskim Frontem - porozumieniem partii hitlerowskiej NSDAP z ugrupowaniami prawicy zawartym w 1931 r. w celu obaleniu Republiki Weimierskiej... ale to historia. 
Dzisiaj miasto, to przede wszystkim ośrodek turystyczno-wypoczynkowy. Chętnie zatrzymują się tutaj także miłośnicy górskiej turystyki rowerowej. Przez Bad Harzburg prowadzi bowiem Harzrundweg - obwodnica ze ścieżkami rowerowymi, okalająca podnóża gór Harz. Obwodnica wokół Harzu to wspólny projekt 9 powiatów ze "starych" i "nowych" landów, symbolizujący jedność wokół wspólnej sprawy. Cała trasa liczy około 400 km.


20 lipca sobota

Dzisiaj dziesiąty dzień rajdu i... ładna pogoda. Przestało padać, a zza chmur uśmiechnęło się słońce.
Jadą w kierunku Seesen, obwodnicą, której symbolem jest jadąca na rowerze czarownica. Zachodnią część Harzu stanowią dwa parki narodowe: Hochharz (w Saksonii-Anhalt) i Harz (w Dolnej Saksonii), więc jest na czym oko zaczepić. 
Po drodze mijają relikty 1000-letniej historii górnictwa, która wyraźnie odcisnęła swoje piętno na krajobrazie. Większość miast w tej okolicy, powstała w związku z bogatymi złożami  Rammelsberg  i wydobyciem srebra, rud ołowiu, miedzi lub cynku.  

Ale Harz to także miejsca historyczne i zabytki średniowiecznej i renesansowej architektury. Wjeżdżają właśnie do Goslar, najstarszego w tym regionie,  średniowiecznego miasta, które od X w. było rezydencją królów i cesarzy niemieckich. Ze względu na niepowtarzalne zabytki, Goslar wpisane zostało na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO.

Nic dziwnego, że sezon turystyczny trwa tutaj przez okrągły rok. Miasto jest bardzo piękne. Zwiedzają słynny Pałac Cesarski (Pfalz), pamiętający jeszcze wczesne średniowiecze. Sala Rzeszy z ogromnymi malowidłami rzeczywiście imponująca... chociaż Kasi bardziej podoba się Sala Książęca w naszym Lubiążu. "Nieco mniejsza, ale jest ładniejsza" - stwierdza.

Godz. 17.00 - po 40 km jazdy docierają do miejsca dzisiejszego noclegu - Seesen. Szef kempingu wita ich bardzo miło i gościnnie. Robi pamiątkowe zdjęcie i obiecuje przesłać je pocztą elektroniczną na moją skrzynkę. 
Wykorzystują poprawę pogody i suszą mokre rzeczy... a teraz pora na odpoczynek.


21 lipca niedziela

Godz. 8:00. Niestety... znowu pada, a właściwie leje. Ciemno, jak wczoraj o 21:00.
Jeszcze o 6:00 była piękna pogoda, a teraz... szkoda mówić, namioty zaczynają pływać...
Po ostatnich deszczach wszystkie rzeki i strumienie mocno wezbrały, nic dziwnego, że gdzieniegdzie widać przygotowane przeciwpowodziowe worki z piaskiem.
W strugach deszczu i burzy ruszają w kierunku Höxter. 
Niestety deszcz jest zbyt intensywny, by mogli kontynuować jazdę. Czekają na poprawę pogody.
Godz. 12:00 - po 4 godzinach kolejna próba. Niestety... przegrana. Na 4 km Robert "rozwala" koło. Nie mają wyjścia. Wracają do Seesen. Zmęczeni deszczem, a przede wszystkim mokrzy, czekają na.. pociąg. Uzgadniają z Michaelem, że ostatni odcinek, ten który przejadą wspólnie z cyklistami z Wuppertalu, pokonają bez obciążenia. Przyczepki rowerowe razem z bagażami zapakowane zostaną do specjalnie podstawionego samochodu. 
Godz. 16.00 - pociąg dojeżdża do leżącego nad Wezerą Höxter. Są już w Północnej Nadrenii-Westfalii (Nordrhein-Westfalen). Kolejne 75 km za nimi - szkoda, że nie na rowerach.
Jutro przerwa. Postój i odpoczynek w Höxter, ale przede wszystkim muszą  kupić nowe koło dla Roberta. 

 

22 lipca poniedziałek.

Höxter. Chłodno i trochę pada.

Dzisiaj zajęcia w grupach: Robert szuka koła do roweru, inni robią zakupy, piorą, suszą rzeczy lub zwiedzają miasteczko.

W zachodniej części Höxter w Korwei (dawniej Corbei) znajduje się dawne opactwo Benedyktynów. Dla nas Polaków, szczególnie ciekawe, nie tylko ze względu na zabytki i ogromnych rozmiarów księgozbiór starodruków, lecz także na postać kronikarza niemieckiego, mnicha z klasztoru Benedyktynów - ojca Widukinda, żyjącego w latach ok. 925–973. Kronika Widukinda, obejmująca dzieje Sasów do śmierci Ottona I (973) zawiera m.in. najstarszą wzmiankę o państwie polskim - opisy wyprawy Wichmana przeciwko Mieszkowi I.

Jeszcze ważna informacja dla rowerzystów: w tym, ładnym miasteczku nad Wezerą krzyżuje się kilku szlaków rowerowych, w tym "wirtualny", bo co jakiś czas znikający im, R1.
Powrót na kempingu. Rozkoszują się trochę leniwym wieczorem i chętnie nawiązują znajomości z sąsiadami. Obok biwakuje bardzo sympatyczna holenderska rodzina. Z własnej inicjatywy pożyczyła im kilka stołeczków do siedzenia, a po dłuższej rozmowie Kasia i Mateusz otrzymują zaproszenie do odwiedzenia ich siedziby w Holandii.
Z drugiej strony, w przyczepie kempingowej, mieszka starszy Niemiec, rolnik. Przyciągnął przyczepę... traktorem, zainstalował na traktorze talerz do odbioru TV i czuje się jak w domu. Ma bardzo dużo świetnych atlasów, wykorzystują więc sytuację i buszują wśród map...


23 lipca wtorek

Godz. 9:30 - wyjazd do Paderborn.

Dzisiaj pogodnie, słońce i ciepło. Lekki wiatr. Po ostatnich dniach niepogody jazda w takich warunkach to sama przyjemność, chociaż odcinek nie należy do najłatwiejszych. 
Po 23 km postój w Brakel na zakupy i odpoczynek.

Godz. 16:00 - koniec trasy, są w Paderborn, mieście o ponad tysiącletniej historii, leżącym na Nizinie Münsterskiej, przy źródłach rzeki Pader. Dzisiejszy odcinek liczący 74 km przejechali w czasie 4h 45' ze średnią prędkością 15,6 km/h (max. prędkość 46 km).

Wieczorem, mniejszą grupą, jadą do centrum Paderborn, by zobaczyć słynną katedrę. Jej początki sięgają 777 roku i związane są z podbojami Karola Wielkiego i właśnie tutaj, utworzonym przez niego wspólnie z papieżem Leonem III biskupstwem. Przebudowana w XIII wieku, w czasach gdy miasto należało do Hanzy, wyróżnia się trzema potężnymi wieżami w stylu romańskim. Działa na wyobraźnię.

Dość niezwykłe wrażenie robią na nich jeżdżące po ulicach miasta... brytyjskie czołgi, z napisem: "nauka jazdy". Okazuje się, że w tym mieście to normalne zjawisko. Teraz już nie dziwią, zauważone wcześniej, na uliczkach w pobliżu kempingu, znaki drogowe: "droga dla czołgów" lub "zakaz wjazdu czołgami".

Powoli ich wyprawa dobiega końca. Dzisiaj ostatnie rozłożenie namiotów. Jutro ostatni nocleg na trasie (w Soest), w ale już w schronisku młodzieżowym. Do dzisiaj przejechali 748 km.


24 lipca środa

Wuppertal coraz bliżej. Wyruszają w przedostatni etap - do Soest. Przed nimi ok. 75 km. Pogoda dzisiaj znowu paskudna, całe szczęście nastroje odpowiednie, a humory dopisują. 
Godz. 15:30 - dotarli do Soest. To kolejne na trasie miasto z wielką tradycją. Zasiedlone już w czasach rzymskich. Niestety bardzo zniszczone podczas II wojny światowej. Na liczniku 69 km. Średnia prędkość 16,6 km/h, maksymalna 33 km/h.

 

 

 

 

Dzisiaj nocleg w...  łóżeczku i na podusi... Już sama myśl o tym jest przyjemna. Po 14 dniach spania pod namiotami, w śpiworze i na cienkiej karimacie, prawdziwe łóżko i pościel wydaje się być tym... co tygrysy lubią najbardziej. A wcześniej jeszcze jedna miła wiadomość - wieczorem przyjedzie z Wuppertalu samochód, do którego zapakują swoje bagaże - jutro więc jazda bez obciążenia. 

Pisząc tę relację słucham radia i inspirowana tym, co mówi dziennikarz radiowy, wysyłam sms-a do Janusza: "W dzisiejszym etapie Tour de France pruli z górki z prędkością ok. 100 km/h, aż świstaki pryskały na boki". Janusz oczywiście natychmiast odpisuje, pointując mój sms następująco: "W Tour de Wuppertal prędkość jest tak mała, że ślimaki winniczki spokojnie ustępują nam z drogi".  Janusz, ekolodzy byliby z Was dumni, a jaki przykład dla młodzieży :)).

Noc. Smacznie śpią na wygodnych posłaniach... a z Legnicy samochodem wyjeżdża Robert - prezes EkoRamy, razem z Anią i przedstawicielami Urzędu Miasta Legnicy - Janiną Lisowską i Wandą Skowron. Będą w Wuppertalu przed naszą dzielną ekipą (samochodem jednak bliżej, co nie znaczy przyjemniej), by wspólnie z przedstawicielami władz Wuppertalu przywitać ich na mecie.


25 lipca czwartek

Godz. 9:00 - ruszają na ostatni etap, w stronę Wuppertalu, miasta będącego celem ich podróży. Dzisiaj jadą wspólnie z rowerzystami z wuppertalskiego stowarzyszenia "Der Grüne Weg". Wśród 6-cio osobowej grupy, która wyjechała im na przeciw do Soest, są "starzy" znajomi. Mieli okazję poznać się w 2000 roku w Legnicy, kiedy to w ramach "Zielonej Drogi" Wuppertalczycy odwiedzili Polskę. Jak miło ponownie się spotkać! 
Po 25 km odpoczynek. Pogoda dzisiaj ładna, tempo jazdy niezłe. Bez bagaży jedzie się lekko, łatwo i przyjemnie, jednym słowem super - Tour de France się chowa.
Godz. 13:30 - Mateusz Ćwikła, przez nieuwagę, "zaliczył" niegroźny upadek. Na szczęście skończyło się na zadrapanym łokciu. Robią przerwę na lunch. Na liczniku 53 km. Dzisiaj najdłuższy etap, ok. 110 km. Ostatni odcinek trudniejszy, po górach.
Godz. 15:10 - Do mety jeszcze 40 km. Pogoda dopisuje. Przesyłają pozdrowienia, tym razem słoneczne... i jeszcze krótkie sprostowanie. Grupa przyjaciół z Niemiec liczy 7 osób - 4 kobiety i 3 mężczyzn. Jadą bardzo ładną trasą, tą samą, którą dwa lata temu Wuppertalczycy jechali w stronę Legnicy. Bettina i Wolfgang (szef "Der Grüne Weg") posiadają bardzo szczegółową mapę "Zielonej Drogi" i prowadzą ich po fantastycznych polnych, leśnych, asfaltowych lub gruntowych, naprawdę... ZIELONYCH ścieżkach.
Henryk, w końcu nie wytrzymuje i zagaduje Wolfganga: "Jesteśmy w zagłębiu Ruhry, chciałbym zobaczyć choć jedną kopalnię lub hutę..." Nie udało się! Jak widać, stereotypy nie zawsze się sprawdzają...
Godz. 16:45 - 11 km do granic miasta... a w Wuppertalu jest już Robert. Czeka na koleżanki i kolegów z klubu i żałuje, że nie mógł jechać z nimi.
Godz. 18:00 - Cel osiągnięty. Dotarli do WUPPERTALU, partnerskiego miasta Legnicy.  Na granicach miasta zostają uroczyście i gorąco przywitani przez cyklistów z "Der Grüne Weg". Jest szampan, tradycyjne wuppertalskie kanapki, toasty i uściski. Następnie wspólny wjazd na dziedziniec ratusza i kolejne uroczyste powitanie, tym razem przez władze miasta Wuppertalu i przedstawicieli władz miasta Legnicy, panią Wandę Skowron i panią Janinę Lisowską... Chwila na rozpakowanie bagaży i odpoczynek, a potem wspólna kolacja i rozmowy do późnej nocy (ostatni sms przyszedł o 0:36)   

 

26 lipca piątek

Dzisiaj czeka ich "pracowity" dzień. Program wypełniony po brzegi. 
Zaczynają od zwiedzenia domu Fryderyka Engelsa i Muzeum Wczesnej Industrializacji. Właśnie w Wuppertalu (w Barmen) urodził się ten znany komunista...

Dostaję maila od Michalela Lutza z "Der Grüne Weg":
A big gratulation and all our respect to the ten brave bikers from EKORAMA/Legnica, who finished the "green route" from Legnica to Wuppertal and arrived in the twin-town on the 25th of July.We all are very happy to meet our polish friends again.
Michael Lutz for "DER GRÜNE WEG"
(Wielkie gratulacje i wielkie nasze uznanie dla cyklistów z Ekoramy, którzy ukończyli "zielona drogę" z Legnicy do Wuppertalu i dojechali do bliźniaczego miasta 25 lipca. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że spotkaliśmy naszych polskich przyjaciół ponownie.
Michael Lutz z "DER GRÜNE WEG").

Chwilę później przychodzi następny mail z gratulacjami, tym razem od Michała Rażniewskiego, który nie tylko świetnie jeździ na rowerze, ale robi piękne zdjęcia (w dziale LINKI są odnośniki do jego stron). Te i inne gratulacje i życzenia przekazuję Januszowi, a za jego pośrednictwem wszystkim uczestnikom.

W Wuppertalu wszystko zgodnie z planem.. a w mojej skrzynce kolejny, miły e-mail od Michaela (odpowiedź na moją pocztę)
Hallo Zofia ! Vielen Dank für die mail. Wir finden es wirklich auch ganz großartig, dass sich der "grüne Weg" mehr und mehr "belebt" und so die Städtepartnerschaft und Völkerfreundschaft in einem immer kleiner werdenden Europa ganz praktisch gelebt wird.
In einer Stunde wird uns der Wuppertaler Bürgermeister begrüssen, anschließend werden wir gemeinsam etwas von unserer Stadt sehen. Leider regnet es (mal wieder !) im Moment noch, aber: die Programmkommission des GRÜNEN WEGES hat für heute nachmittag die Sonne bestellt.
Auch für morgen - denn dann steht eine gemeinsame Radtour durch unser schönes Bergisches Land, die grüne Umgebung von Wuppertal auf dem Programm.
Wir freuen uns alle sehr - schade, dass Du nicht dabei bist - aber sicher beim nächsten Mal !!! Denn: das wollen wir alle - Fortsetzung und Vertiefung der Freundschaften zwischen Menschen aus Legnica und Wuppertal - gemeinsame Erlebnisse, gemeinsame "Erfahrungen", gemeinsame Freude....
Und heute abend trinke ich auch ein Glas auf Dein Wohl 
Viele liebe Grüsse Michael
"Super-super-super" ist die EKORAMA-webside ! 
Michael dziękuje mi za maila i pisze, że też uważają to za wspaniałe, że "zielona droga" tak świetnie się rozwija i dzięki temu nawiązują się więzi między miastami i społecznościami w tej naszej maleńkiej Europie. 
Za godzinę przyjmie ich burmistrz Wuppertalu, a potem będą zwiedzać miasto. Niestety, ciągle pada (znowu!), ale Komisja Programowa "Der Grüne Weg" zamówiła pogodę na popołudnie i na jutro też, bo jutro w programie mają rundę na rowerach po pięknych okolicznych górach. 
Cieszą się wszyscy bardzo i żałują tylko, że nie ma mnie z nimi (ja też - ogromnie), ale wierzą że spotkamy się następnym razem. Najważniejsze, że wszyscy chcemy bardzo tego samego!!! - umocnić i scementować przyjaźń między ludźmi z Wuppertalu i Legnicy, poprzez wspólne przeżycia, wspólne doświadczenia, wspólne radości...
Na koniec Michael chwali naszą stronkę i obiecuje, że wieczorem... wzniosą toast i wypiją moje zdrowie. 
Viellendank, Michael. Ich wuensche Euch schoenes Wetter.
(Serdeczne dzięki i życzę słonecznej pogody).

Godz. 19:00. Siedzą przy kolacji i pijąc piwo, wspominają dzisiejszy dzień. Dom Engelsa zrobił na nich ogromne wrażenie, a jaka lekcja historii dla młodzieży. Spotkanie z burmistrzem owocne i ciekawe, a miasto duże i bardzo ładne. Wuppertal powstał w 1929 r. z połączenia Elberfeld (prawa miejskie 1610) i Barmen (prawa miejskie 1808) oraz pobliskich osiedli przemysłowych. Od średniowiecza następował tu rozwój tkactwa, a później przemysłu tekstylnego. Dzisiaj miasto jest ważnym ośrodkiem przemysłowym, ale mimo to, a może właśnie dla tego, znajdują się tu liczne parki i ogrody. Zieleni w tym mieście jest naprawdę dużo...
Rozmawia się miło, jak z dobrymi przyjaciółmi. Pewnie dzisiaj znowu posiedzą do późna. 

 

27 lipca sobota

Godz 9:00 Są już po śniadaniu i za chwilę wspólnie ruszają na rowerową przejażdżkę po mieście i okolicach. Programowa Komisja "Der Grüne Weg" spisała się znakomicie... pogoda świetna, zgodnie z zamówieniem.

W Wuppertalu naprawdę jest co zobaczyć... i ta ilość zieleni. Cieszy oko i duszę. Dużą atrakcją miasta jest napowietrzna kolej szynowa - oryginalny środek komunikacji miejskiej. Mijają ulice miasta, aby zatrzymać się na jednym z mostów. Tu, zgodnie z 450-letnią tradycją, plują w dół, raz z jednej, raz z drugiej strony. To na szczęście. Koledzy z "Der Grüne Weg" robią zdjęcia, na pamiątkę... Tylko dlaczego mają takie roześmiane twarze... no tak, tradycja?! na szczęście?! Dali się nabrać jak dzieci, ale zdjęcia na pewno będą udane. Rozbawieni żartem ruszają dalej. 
Wyjazd za miasto. Okolice wspaniałe, górzyste tereny wymarzone na rowerowe wycieczki. 
Przejeżdżają przez Solingen, słynne na całym świecie z fabryki noży... a w końcu piknik pod najwyższym w Europie mostem kolejowym (wys. 107 m). Robi wrażenie.
Rowerowa wycieczka bardzo udana... A dzisiaj jeszcze w planie grill party, czyli święto partnerstwa. Wtedy właśnie przekażą puchar przechodni, jaki otrzymali w 2000 r... Zabawa i świętowanie trwają do późna. Niestety, czas się pożegnać. Jutro, a właściwie już dzisiaj pobudka skoro świt. Puchar przechodni, symbol "zielonej drogi" wrócił do Wuppertalu. 

 

28 lipca niedziela

 

 

 

 

POWRÓT do Legnicy koleją. Po drodze czeka ich kilka przesiadek. Na wszelki wypadek, gdyby okazało się, że pociąg nie może zabrać wszystkich, podzieleni są na dwie grupy. 
Godz. 6.00 - odjeżdżają razem pociągiem do Hamm. Właśnie tam pierwsza przesiadka i... test sprawnościowy. Mają 3 min, by zdążyć na pociąg do Bielefeld... Spokojnie, zdążyli. Odjazd z  20-to minutowym opóźnieniem. W pociągu tłok... Następna przesiadka i już jadą do Minden. Tłok coraz większy, ale ciągle są razem... 
Godz. 10.30 - to już czwarty pociąg. Luźniej. Jeszcze tylko cztery zmiany... i będą na dworcu w Legnicy.

Godz. 20:43. Legnica. To już naprawdę koniec wyprawy. W ciągu 18 dni podróży, na rowerach przejechali 950 km, spędzając na siodełku ponad 60 godzin. Najdłuższy etap liczył 105 km i prowadził z Soest do Wuppertalu, najkrótszy (41 km) z Bad Harzburg do Seesen. Średnia prędkość na trasie 15,8 km/h, maksymalna 47 km/h... Ale to tylko liczby. Te 18 dni spędzonych na szlaku "zielonej drogi" pozostawiło wspaniałe i niezapomniane wrażenia. Piękne widoki, doskonałe trasy, sympatyczni ludzie pozostaną długo w ich pamięci... Ale najważniejsze, że w Wuppertalu zostawili nie tylko puchar, symbol "zielonej drogi", ale także przyjaciół, do których zawsze można wrócić. Do zobaczenia więc wkrótce, bo przecież green route-grüner Weg-zielona droga się nie kończy


zk


Uczestnicy "Zielonej Drogi Legnica-Wuppertal 2002" pragną w tym miejscu złożyć  podziękowania wszystkim, którzy pomogli w zaplanowaniu i realizacji tej wyprawy:

Specjalne podziękowania składamy naszej sympatycznej koleżance Zosi Kondratiuk, która towarzyszyła nam wirtualnie na wszystkich etapach "Zielonej Drogi", wykazując niespożyte zasoby cierpliwości, entuzjazmu i ... kondycji. Dziękujemy Zosiu za zaangażowanie i duży wkład pracy w opracowanie tego reportażu.


Janusz Hawryluk
Henryk Zelek