4-5 maja 2002 - Arboretum w Wojsławicach

Przerzeczyn Zdrój dnia 4 maja 2002 sobota

W upalny majowy poranek jadę rowerem na PKP Legnica, gdzie ląduję czterdzieści minut przed czasem tj. ok. 7.00. Mimo soboty w długi weekend ruch jest duży. Przy stacji spotykam Danę i Terezę. Tereza lubi przychodzić wcześniej ale Dana? Okazuje się, że pomyliła godziny odjazdu pociągu do Świdnicy, przyjechała o godzinę za wcześnie, zobaczyła, że nikogo nie ma z Klubu więc kupiła bilet i gotowa była jechać sama. Zaraz przyjechała Grażyna, potem Robert czyli prezes Klubu EkoRama i po zakupieniu biletów wycieczkowych ładujemy rowery do wysokiego wagonu. W drodze bawimy się świetnie, bo Prezes zabrał swój sławetny termos.

Po godzinie jazdy wysiadamy w Jaworzynie Śl. na pierwszym peronie, bo przesiadka. Mamy prawie godzinę na zwiedzenie Muzeum Parowozów. Jest tu obrotnica, kilka parowozów i zabytkowych wagonów. Dookoła kwitną sady jabłoniowe. Jest gorąco. Zaglądamy do neogotyckiego kościoła po czym pakujemy rowery do pociągu relacji Jaworzyna - Ząbkowice na peronie drugim . Poznajemy, że to ten sam pociąg, z którego wynosiliśmy rowery, tyle że przestawiony na inny tor. Trzynaście minut jazdy i jesteśmy na stacji Świdnica miasto. Jedziemy rowerami przez pl. Grunwaldzki, - Halina prowadzi - tłocznym pasażem handlowym do Rynku. Tu ogródki piwne więc zasiadamy na śniadanie, bo minęła dziesiąta.

Warto zwiedzić Muzeum Miar i Wag, jako, że było to miasto kupieckie. W dawnych wiekach tak wielkie jak Wrocław czy Kraków, a rozwinęło się dzięki produkcji piwa i gospodarnym Piastom. Kościół św. Stanisława i Wacława jest pamiątką po ks. Bolku II. W czasie wojny husyckiej plebs chciał otworzyć husytom bramy miasta (a było ich sześć) ale bogaty patrycjat złożony głównie z Niemców, uznał zwolenników J. Husa za zdrajców i "kat miał przez dwa tygodnie pełne ręce roboty"

Po chwili jedziemy przez miasto do Kościoła Pokoju. Klapek jest przyklejony do podeszwy i do stopy Danusi. Przy kościele autokar z Niemiec. Rozglądamy się z zaciekawieniem, na dachu jest nowy gont. Szachulce miejscami wypełniają czerwone cegły zamiast słomy i gliny. Luteranie wykazali dużą determinację w 17 wieku budując wielką, trudną konstrukcję w 10 miesięcy mieszczącą 7500 ludzi. Do tego dwie pary organów to już unikat w kuriozum. W porównaniu z Jaworskim jest tu więcej rzeźby a mniej obrazów. Poza tym podobnie ma się sprawa loży książęcej Hochbergów głównych sponsorów z Książa, szpiegowskiej i cechowych. Robimy zdjęcie i jedziemy na Dzierżoniów, koło banku, więzienia, koło pl. Drzymały, przecinamy rzekę Bystrzycę. Lekceważymy upał rozbierając się maksymalnie natomiast poważnie traktujemy wzmożony ruch drogowy, co prawda TIRy nie jeżdżą w weekendy ale co chwilę przepycha się bez tłumika kolorowy samochód, bo jednocześnie odbywa się Rajd Sowiogórski. Po kilku km mamy dość ryku silników i z ula zakręcamy na południe do Krzyżowej. Dana zakręcona byłaby minęła rozjazd / nieprawda, intuicyjnie wyczułam skrót - przyp. aut./ Nareszcie z górki i w ciszy, bez samochodów podziwiamy wiosenne ogrody. W jednym z nich kwitnące skalniaki "wylewają się" z dużego dzbana.

W byłym majątku hrabiego Helmuta Jamesa i Freyi von Moltke cicho, zielono i spokojnie.

W czasie wojny tzw. Krąg z Krzyżowej skupiał oprócz gospodarzy von Trotta i Reichweinw, którzy snuli plany moralnej odbudowy Niemiec po klęsce Hitlera. Pan Moltke został stracony w 1945 r wyrokiem sądu niemieckiego. W 1981 odbyła się słynna Msza Pojednania z udziałem premiera T. Mazowieckiego i kanclerza Niemiec H. Kohla. Fundacja "Krzyżowa" powstała jesienią 1990 r. z inicjatywy Polaków, Niemców, Holendrów i Amerykanów.

Park dworski przecina Piława, która wpada do Bystrzycy. Krótki odpoczynek i ciągniemy się w upale, pod wiatr i pod górkę do Mościsk. Wzgórza Niemczańsko- Strzelińskie mają postać lekko sfałdowanego terenu, z którego wyrastają poszczególne pagóry tworzące niewielkie ale wyraźne pasma wzniesień. Ukształtowanie wynika z faktu, że obszar ten powstał w czasie najstarszych ruchów górotwórczych; ostateczny wygląd otrzymał w okresie epoki lodowej. Wzgórza pozbawione są lasów, pozostały tylko nieliczne skupiska leśne np. koło Gilowa na Wzgórzach Krzyżowych. Najwyższa kulminacja Brzeźnicy ma 492 m.

Wieś Tuszyn i Włóki to wykoszone wioski. Nie ma tu wielkiej agroturystyki a jednak rowy, ogrody, łąki są porządnie wykoszone, trawniki przystrzyżone. Pachnie trawa, bzy i drzewa owocowe. Zaś odpoczywamy w cieniu przy lodach i napojach. Na termometrze 30 stopni C. Próbujemy ominąć Dzierżoniów ale nie udaje się i opłotkami obok garaży zakręcamy na Niemczę. Droga przyjemna, widokowa.

Niemcza jest zabytkiem urbanistycznym. Charakterystyczną cechą miasta jest pochyły, silnie wydłużony rynek z ułożonymi prostopadle do niego uliczkami. Przez Niemczę przebiegał szlak bursztynowy. Po nadaniu praw miejskich w 1282 miasto otrzymało mury, które miału tylko dwie bramy Górną na Ząbkowice i Dolną na Wrocław. Widzimy Bramę Górną i sgraffitową dekorację dawnego Zamku.

Rzecz o obronie Niemczy

Na początku roku 1331 król Czech Jan Luksemburski obiecał krzyżakom pomoc w ataku na Polskę. Spotkanie obu armii miało nastąpić 21 września pod Kaliszem. O tych niecnych planach Władysław Łokietek dowiedział się od swojego szpiega. Król polski zdając sobie sprawę, że nie poradzi obu armiom o pomoc poprosił Bolka II. Książę Bolko prośbę Łokietka potraktował poważnie i rozkazał dowódcy Niemczy zaatakować wojsko czeskie. 7 września 1331 r załoga niewielkiej Niemczy uderzyła na obóz Czechów. Ten niespodziewany i nagły wypad tak rozsierdził Luksemburczyka, że zamiast kontynuować marsz pod Kalisz, rozkazał zburzyć Niemczę. Zadanie okazało się jednak ponad siły czeskiego rycerstwa które idąc na pomoc Krzyżakom było przygotowane wyłącznie na walkę w polu a nie na obleganie warowni. Kilka dni zmarnowane na Śląsku sprawiło, ze Luksemburczyk na spotkanie pod Kaliszem już nie zdążył.

Krzyżacy odstąpili spod murów Kalisza a niedaleko wsi Płowce Łokietek starł na pył oddział Altenburga.

Atak na wojska Jana Luksemburczyka to nie jedyny przejaw waleczności Niemczy. Z jej murami nie poradziły sobie w roku 1017 wojska cesarza niemieckiego Henryka II - to chyba najsłynniejsza obrona Niemczy. Nie zdobyły jej także Tatarzy w 1241 r.

W mieście tabliczki informujące o Ogrodzie w Wojsławicach ale wybieramy drogę tzw. ósemkę; Wrocław - Kudowa i wygodna ścieżką rowerową jedziemy cztery km do uzdrowiska Przerzeczyn Zdrój (240 m n.p.m.). Dochodzi godzina 18.00. W parku śpiewają ptaki. Oglądamy gotycki kościół NMP Królowej Polski z 14 w, przebudowany na barokowy. Na zewnętrznych ścianach ponad 60 epitafiów od lat 1550 do XX w. Na płytach nagrobnych rewia minionej mody. Mężczyźni w strojach podróżnych z kapeluszami i rękawicami w rękach, żołnierze w zbroi paradnej z długą białą bronią, kilkoro niemowlaczków w powijakach, kobiety w odświętnych suknach, księżą w sutannach i na koniec grobowiec Adolfa Oheimba. Grażyna bardziej docenia wnętrze z emporami.

Przerzeczyn ma ok. 700 mieszkańców stałych. Uzdrowisko posiada źródła słabo zmineralizowanych wód siarkowych. Zakład przyrodoleczniczy i sanatorium zajmuje się chorobami reumatycznymi i narządów ruchu, leczy choroby gośćcowe, układu nerwowego, i stany wyczerpania Miejscowość znana już w 1264 r. jako Przyrzecze. Od 1825 jest uzdrowiskiem. Jest najmniejsze na Dolnym Śląsku. Prze centrum przepływa strumyk Szklarka, która wpada do Ślęzy. Centrum uzdrowiska stanowi placyk otoczony azaliami i wzniesieniami.

Robert dokonuje formalności w Biurze Usług Sanatoryjnych gdzie mamy zarezerwowane noclegi. Cena od 16 zł do 23 od osoby. Kilka rowerów wnosimy do pokoju a kilka bunkrujemy na parterze w pokoju socjalnym pielęgniarek. Szybki naprysk w siarkowej wodzie o odpoczywamy. Przejechaliśmy rowerami 60 km. W pokojach telewizory, czajniki elektryczne na korytarzach. Robimy wspólna kolację majowa tzn. z rzodkiewkami, ogórkami itp. Dzień wiosenny jest długi więc po 19.00 wychodzimy oglądać sławetne źródło, do którego przyjeżdżają ludzie z okolic. W parku o rzut beretem jest ujęcie w postaci grubej rury . Odwiert ma 182 m głębokości . Wydajność przy depresji 130 m sześciennych na godz. Woda zasuwa non stop i zaraz wpada do strumyka. Woda jest bardzo smaczna; magnezowo - wapienna. Napełniamy plastikowe butelki. Oglądamy drewnianą wiatę z kominkiem. Dana pichci kiełbaskę na ruszcie. W centralnej świetlicy zabawa. Kobitki mają branie.
Wieczorem popijamy trunki i jak nigdy, napitków zostaje na jutro. Gdy zasypiamy nocne ptaki zaczynają koncert.

Niedziela 5 maja 2002r.

Pobudka o 6.00. Na niebie jakoś dziwnie; słonecznie - pochmurno. Niby pada deszczyk a jezdnia jest sucha. Jest gorąco od rana a jednocześnie powietrze jest rześkie. Nikogo nie budzę w pokoju a wszyscy wstają. Ok. 7.00 wrzucamy sakwojaże na rowery i ruszamy zu riick do Niemczy ścieżką rowerową. Tu dopiero zaczynają się góry. Po kilku km jesteśmy przy bramie Arboretum. Bilety normalne po 5 zł, ulgowe po 3. Przez lato w weekendy Ogród jest czynny od 8.00 do 20.00  Rowery przypinamy na stojaku. Jest ósma z minutami. W ogrodzie witają dwie gęsi gęgawy. Czytamy w reklamówce, że panuje tu specyficzny mikroklimat co natychmiast potwierdza krótkotrwała, ciepła ulewa. Prezes biegiem przynosi peleryna amerykańskie dla każdego. Po kwadransie nie ma deszczu, natomiast przybywa zwiedzających.

Arboretum ma 12 ha i wciąż przybywa powierzchni. Znajduje się w nim kilkaset odmian drzew i krzewów z całego świata. Przebojem są azalie i różaneczniki, które w miejscowym mikroklimacie wspaniale rozwijają się. Ponad 100 lat temu posadzono tu pierwsze drzewa . W roku 1881 majątek Wojsławice kupił inżynier Fritz von Oheimb i rozpoczął budowę parku. Po śmierci Fritza w 1925 roku park przejął jego syn Gustaw

Kilka godzin spacerujemy podziwiając rośliny a także urządzenia parkowe np. strumienie, kaskady, romantyczne zakątki . Jest tu grób założyciela. Ma ładny widok na swoje dzieło. Podziwiamy staw i mostem. Robimy zdjęcia. Niektóre rośliny są aksamitne inne maja igły jak drut kolczasty.

Na koniec zasiadamy przy ognisku w drewnianym wigwamie, na posiłek. O 11.40 ruszamy zaś do Niemczy. Robi się gorąco. Przecinamy drogę ósemkę i jedziemy do Dzierżoniowa. Najpierw z góry, potem górka koło Gilowa. Halina podchodzi pieszo, go górka jest długa, dalej to już tylko z górki. Cieszymy się szachownicą kwitnących rzepaków. Przed Dzierżoniowem Dana melduje, że hamulec jej się zacina. Robert naprawia sprężynkę klocka i Dana rusza zostawiając swój bagaż na schodkach domu. W Dzierżoniowie jesteśmy ok. 14.00. W Rynku ogródki piwne więc zasiadamy pod parasolami. Dziś są Dni Dzierżoniowa. Muzyka dudni na całe miasto. Popijamy piwo, znów lunął przelotny deszcz. Kościół farny jest zamknięty. Oglądamy klasycystyczny kościół w kształcie rotundy i trzema piętrami empor i lecimy ostro z góry prosto na PKP. Parę minut jazdy i przesiadka w Jaworzynie. Transport rowerów mamy opanowany. W pociągu do Legnicy podsumowujemy wrażenia czytając bazgroły nad oknami:

Piję po to aby paść
Padam po to aby wstać
Wstaję po to aby pić
Pije po to aby żyć

Umawiamy się na wycieczkę za tydzień do Środy Śl. oglądać skarb średzki wart 80 mln. dolców.
Na Piekarach jesteśmy ok. 18.00. Dziś tylko 30 km na rowerze.

hb.