1-4.05.2002 - 1-majowe kryterium na śniegu

W najdłuższy weekend 2002 umówiłem się ze swym "starym" (17 lat) kumplem Łukaszem na 4-dniowy wypad w góry.

1 maja 2002 - środa - wzdłuż Kwisy

Planowaliśmy w tym dniu jechać na rowerach z Legnicy do Świeradowa.
Ale:
- to początek sezonu
- to 90 km po pagórkach
- prognozowany silny przeciwny wiatr
więc zmieniamy plan i pociągiem z Legnicy (7,23) jedziemy do Zebrzydowej.
O 8,40 jesteśmy w Zebrzydowej, przeprawiamy się na prawy brzeg Kwisy i jedziemy na południe w górę rzeki. Łukasz na "góralu", ja na trekkingu. Fajna droga asfaltowa, zero samochodów, daleko przed nami  doskonale widoczne ośnieżone szczyty Karkonoszy.
15km - mijamy Nowogrodziec, przejeżdżamy obok bardzo starych murów (podobno 15 wiek). Za Nowogrodźcem jedziemy nadal boczną, pustą  drogą prawym brzegiem Kwisy, mijamy małą hodowlę koni: zwraca naszą uwagę szalejący na oddzielnym wybiegu kary ogier nieprzeciętnej urody.
Przed Lubaniem mijamy bardzo ładny sztuczny wodospad na Kwisie, teren staje się bardziej odkryty i zaczyna nieźle wiać ("mordewind").
27km- Lubań. Za Lubaniem skręcamy do Szyszkowej i boczną ale dobrą drogą bez samochodów dojeżdżamy do Leśnej a stąd  na kemping w Baworowej nad Jeziorem Leśniańskim. Pusto, cicho, przed sezonem, kilka aut na parkingu. Posiłek, odpoczynek, oglądamy tamę i ładny przełom Kwisy, kupujemy reprodukcje przedwojennych widokówek, pstrykamy zdjęcie.

Kierujemy się do zamku Czocha. Stromy podjazd pokonuję na piechotę i... o mały włos nie nadepnąłem na węża który wygrzewa się w słońcu na asfalcie zwinięty w spiralę, do złudzenia przypomina zwykły wąż gumowy. Chyba zaskroniec, jaskrawożółte plamy na głowie. Jakiś dziwny,  nie daje się wystraszyć i usunąć z drogi, może chory ?. Zostawiamy go na tym niebezpiecznym  asfalcie (samochody).

 Godz. 14,00; na liczniku 47km, zamek Czocha. Tłumy turystów, dużo Niemców, handel uliczny kwitnie. Oglądamy zamek i otoczenie, zdjęcie na tle zamku. 

Za zamkiem zjeżdżamy żółtym szlakiem w dół nad Kwisę i zaczynają się drobne kłopoty: ścieżka coraz trudniejsza, chaszcze, wykroty,  w końcu gubimy ścieżkę, droga się kończy i musimy się wycofać. Na skróty pokonujemy dużym wysiłkiem strome stoki aby po godzinie wrócić prawie do punktu wyjścia czyli do szosy za zamkiem. Ale możemy powiedzieć że obejrzeliśmy przełom Kwisy nie tylko z góry ale również "od dołu". I nie żałujemy, warto było.

Jedziemy przez Złotniki, Złoty Potok, Giebułtów. Teren pagórkowaty, doskonale widoczne w słońcu Góry Izerskie i ośnieżone Karkonosze.
Zjeżdżamy z Giebułtowa w dół do Mirska. Fantastyczne widoki. Tego nie da się opowiedzieć, to trzeba zobaczyć !.
O 17,00 dojeżdżamy do Schroniska Młodzieżowego w Kamieniu. Bardzo ładne: ogromny teren, mostki, ogniska, rożna, boiska. Kilkanaście aut: przeważnie rodziny z dziećmi. Nic dziwnego: za kilkanaście złotych nocleg, duże zaplecze kuchenne, duża świetlica, duży ładny teren. I świetny punkt wypadowy do wycieczek, w pobliżu 2 przejścia graniczne.

Pora wypocząć. Przejechaliśmy dziś 68 km w terenie pagórkowatym, cała trasa wzdłuż Kwisy. Ładna rzeka, kręta, ostre brzegi. No i przełom !  To jest to !.

2 maja 2002 - czwartek - kryterium na śniegu

Po śniadaniu o 8,00 wyruszamy. Jeszcze kilka ostatnich km wzdłuż sympatycznej Kwisy boczną ścieżką asfaltową i jesteśmy w Świeradowie. Pogoda nadal słoneczna, ptaszki mocno świergolą. Robimy sobie zdjęcie przed Domem Zdrojowym ale z picia wody zdrojowej rezygnujemy.
Trochę mylą nas liczne tabliczki z symbolem ścieżki rowerowej, w końcu trafiamy na tę właściwą ścieżkę - w kierunku Polany Izerskiej.

Bardzo stromy podjazd (podejście) do rozdroża (w lewo na Polanę, w prawo na Stóg Izerski). Tylko 2300 metrów ale dało popalić. Ja per pedes a Łukasz cały czas na siodełku. Zaproponowałem mu żeby dla rozrywki jechał 500 m w górę, wracał do mnie i znów do góry - ale pomysłu nie kupił. Tłumy pieszych, w większości kierują się na Stóg Izerski.
Od rozdroża łatwiej, da się jechać.
Dziesiąty km od dzisiejszego startu. Otwiera się przestrzeń na kotlinę i Świeradów. Robię Łukaszowi zdjęcie z widokiem na Stóg Izerski .
10,4 km - przecinamy trasę wyciągu narciarskiego na Świeradowiec. Wygląda bardziej stromo niż zimą na nartach.
Godz. 11,15;  na liczniku 12,1km - jesteśmy na Polanie Izerskiej, na rozstaju dróg.
Kierujemy się do Chatki Górzystów, asfalt, poziomo i w dół.

Na liczniku 15,6km; jesteśmy w Chatce Górzystów. Chatka bardzo skromna ale polana wokół (Torfowisko Izerskie) robi wrażenie !!. Oglądamy w świetlicy interesujące  przedwojenne widokówki tej polany: liczne obiekty, mieszkańcy. Ciekawie i miło tu się żyło.
Ale wszystkie obiekty zburzyła Armia Radziecka, pozostała tylko Chatka.
Odpoczywamy, zjadamy we dwóch jeden ogromny naleśnik z jagodami za 3,50zł (średnica dużej patelni, grubość 1 cm). Pycha !. Polecamy.

Ruszamy w kierunku schroniska ORLE. Fragment ścieżki (już nie asfaltowej) prowadzi tuż nad Izerą. Śliczna rzeka. Podziwiałem ją zimą na odcinku od Harrachova do Jilemnic i latem zeszłego roku jadąc rowerem  od Turnova do Jilemnic. Ale żeby na takiej wysokości toczyć już takie masy wody ?!. Imponujące !.

Na 19,6 km napotykamy zwalone drzewo i zwały śniegu na krótkim odcinku.
Chwila odpoczynku przy schronisku ORLE, zaklepujemy noclegi na 17 maja i jedziemy dalej. Prosił nas kolega Heniek R. żeby sprawdzić ile śniegu leży na trasach Jakuszyckich w rejonie "samolotu" (będą jeszcze biegać w tym sezonie). Kierujemy się więc czerwonym szlakiem przez ten słynny "samolot". Śnieg leży na kilku odcinkach, najdłuższy około 300m, grubość 10-40cm. Z objuczonym rowerem bardzo ciężko. Ciekawe czy za nasze poświęcenie Heniek R. postawi nam piwo ?. Wreszcie docieramy do Jakuszyc (25 km).

Zjeżdżamy kilkaset metrów szosą i zaraz za Kamienną skręcamy w lewo w kierunku torów. Kamienistą drogą docieramy do zakładów przerobu kamienia (kwarcyt ?), a stąd bardzo ładnym asfaltem (uwaga na poprzeczne garby !) w  dół wzdłuż torów kolejowych i rzeki  Kamiennej docieramy do Szklarskiej Poręby (33km).
Podczas zjazdu od czasu do czasu odsłaniają się piękne widoki na ośnieżone Śnieżne Kotły, Szrenicę i te wielkie kamienie, jak się tam nazywają...
W Szklarskiej nieprzebrane tłumy, kawiarnie i piwiarnie przepełnione - wiadomo, najdłuższy weekend....

O 15,45 wjeżdżamy na Drogę Pod Reglami. Jedzie się bardzo ładnie do pierwszego rozwidlenia. Wtedy okazuje się że nie mam mapy tej okolicy. Zaczynamy pytać przygodnych turystów o skróty i wpadamy w drobne tarapaty. Po kilku zbędnych wjazdach i zjazdach tracę cierpliwość bo godzina robi się późna. Zjeżdżamy więc szosą w dół do granicy Sobieszowa, stamtąd do Miłkowa, Kostrzycy i Bukowca.
Schronisko wita nas informacją o braku miejsc. Rezerwowałem wcześniej 2 miejsca telefonicznie ale zaszła jakaś pomyłka. Ostatecznie nocujemy w świetlicy na materacach, właściwie swobodniej i wygodniej niż w ciasnych wieloosobowych sypialniach.

3 maja 2002 - piątek - na końcu świata....

Wczoraj przejechaliśmy 69 km. Dziś będzie mniej. O 8,10 wyruszamy z Bukowca na Wojków. Podjazd, znów ładna pogoda, Karkonosze jak na dłoni. W Wojkowie poszukujemy wyjazdu w kierunku Starego Traktu Kamiennogórskiego. Przy okazji oglądamy 2 szpitale (dawniej sanatoria) - wspaniała stara architektura.
Za Wojkowem stromo 1200m pod górę, trafiamy na Trakt Kamiennogórski, dalej stromo pod górę (ok.1000m), potem łagodniej do Przełęczy pod Bobrzakiem (10km).
Zaliczamy godzinną drzemkę na wygodnej ściółce w cieniu - upał. Obok widzę pomarańczowe słupki firmy DIALOG - czyżby trakt światłowodowy ?. Sięgam po mapę i kompas: wygląda na to że linia biegnie w kierunku Czarnowa. Przeczytałem gdzieś w Internecie: chcesz zobaczyć koniec świata ? jedź do Czarnowa. Zaczynam rozumieć dlaczego KGHM (właściciel DIALOGU) nie chce mi wypłacać dywidendy: jeżeli finansuje się łącze światłowodowe na koniec świata....

2,3 km, godz. 14,00 - jesteśmy obok schroniska Czartak. W dole widać Czarnów: rzeczywiście: koniec świata, ale ładny, nawet bardzo. Mieliśmy nocować w pobliżu w prywatnej chacie ale nie znajdujemy umówionych kluczy. Są wolne 2 miejsca w schronisku w pokoju 12-osobowym.
Jesteśmy trochę zdegustowani bo:
- w schronisku dostępny tylko wrzątek
- w pobliskim Czarnowie nie ma sklepu
- najbliższy sklep w Pisarzowicach, jakieś 6 km w dół
Co tu robić do jutra ?. I co jeść i pić ?. Wyciągam telefon i dzwonię do schroniska młodzieżowego w Strużnicy. Są wolne miejsca. Szybka decyzja: jedziemy. Żółtym szlakiem w godzinę docieramy do Strużnicy. Jeszcze tylko mały wypad do baru "Karioka" w Karpnikach; ładnie urządzone podwórko z tyłu baru, duży wybór dań. Wypijamy zimne piwo, zjadamy ciepły posiłek i wracamy do schroniska w Strużnicy. 
Dziś przejechaliśmy tylko 25 km.

4 maja 2002 - sobota - powrót....

O 7,45 startujemy. Już ciepło. Karpniki, stąd skrótem do Wojanowa, bardzo ładną dróżką; zieleń wokół w kilkunastu odcieniach, żółte łąki, po prawej ręce Góry Sokole a za nami wspaniale oświetlone porannym słońcem białe Karkonosze.
Wjeżdżając do Wojanowa trafiamy wprost na wielki pałac o dziwnej architekturze. Podjeżdżamy do bramy gdzie wita nas tablica z zakazem wstępu i ogromny pies. Ale widać że prace remontowe w toku.
Przeprawiamy się na prawy brzeg Bobru i w górę rzeki jedziemy w kierunku Janowic Wielkich. Po drodze w Trzcińsku mijamy szkółkę dla wspinaczy. Oferuje noclegi, wyżywienie i pole namiotowe. Warto zapamiętać.

17 km Janowice Wielkie. Góry Sokole licząc od Strużnicy do Janowic objechaliśmy prawie dookoła (opuściliśmy tylko 3-kilometrowy przejazd przez Przełęcz Karpnicką).
Trzeba przyznać że było na co popatrzeć.
Jedziemy w stronę Przełęczy Radomierskiej. W Radomierzu nie wjeżdżamy od razu na szosę ale wybieramy wąską asfaltową ścieżkę która bokiem wyprowadza nas prosto na Przełęcz Radomierską (tak na marginesie: tak dobrych asfaltów jak te wąskie, boczne dróżki w wielu wioskach, w Legnicy nie uświadczysz). Po prawej Góry Ołowiane, po lewej Góry Kaczawskie.
Teraz niestety kilka km zjazdu do Mysłowa bardzo niebezpieczną drogą nr 3. Ale nie mamy wyjścia. Paręnaście minut strachu i już jesteśmy w Mysłowie. Jeszcze tylko spokojny podjazd na Przełęcz Mysłowską i już czujemy się jak u siebie w domu. Stąd do Legnicy jeździliśmy już tyle razy !. Jeszcze tylko przed Muchowem oglądamy się za siebie i ostatni rzut oka na  panoramę Gór Kaczawskich
O 14,15 jesteśmy w Legnicy, przejechaliśmy dziś 72 km.

Podsumowanie wyprawy:
- to była bardzo udana wycieczka
- pogoda na piątkę z plusem
- góry są zawsze ładne ale tej majowej palety barw nie sposób opisać: świeża zieleń w kilkunastu odcieniach, kwitnące drzewa, białe, niebieskie i żółte łąki; i to wszystko na tle ośnieżonych, błyszczących w słońcu szczytów Karkonoszy - wrażenia pozostawiam wyobraźni szanownego czytelnika.

hz.