12.01.2002 - Stoki w Szpindlerowym Młynie

12 stycznia 2002 Sobota

Wycieczka na narty do Spindlerowego Młyna.

Uczestnicy: Danusia Ch, Michał Ch. Iwonka, Ania M, Natalia Cz i Halina B.

Pobudka o 5.00 gdy jeszcze czarna noc. Do plecaka wrzucam parę kanapek i termos z gorącą herbatą. Za oknem mały mróz i czarne jezdnie. Dojeżdżam autobusem do centrum Legnicy gdzie o 6.30 zbiórka pod McDonaldem. samochodami podjeżdżają sami młodzi uczestnicy z nartami i snowboardami. Ania z Natalią przyjeżdżają taksówką a Danusia swoim Uno przywozi Michała oraz Iwonkę. Biuro Podróży Idea MATICS z Lubina punktualnie podstawia autokar  z kilkoma uczestnikami. Gdy już mamy odjeżdżać sąsiad prosi o kwadrans akademicki, bo zapomniał zabrać paszport. Drzemiemy póki ciemno aż do okolic Bolkowa. Wraz ze wschodem słońca za oknami ukazuje się biały zaczarowany świat. Mróz po odwilży przykleił sadź na gałęziach. Poranne słońce podświetla girlandy. Jesteśmy w świecie z bajki o Królowej Śniegu. Ania zdaje relację z wycieczki na Halę Szrenicką gdzie połączyła narty z zabawą sylwestrową. Zimno się robi na samą myśl o huraganach na Szrenicy. W autokarze jest cieplutko. Taśma z magnetofonu pt. “Ke sera, sera..” leci już czwarty raz a kasety video dziś nie ma. Oglądamy mapy Karkonoszy. Sąsiad od paszportu informuje o wyciągach i stokach w Spindlerowym Młynie. Iwonka melduje, że dobrze zna nartostrady więc pokaże możliwości. Robimy śniadanie ze wszelkimi szykanami jak serwetki, jaja na twardo, termosy.

Na granicy w Lubawce-Kralovec kilka samochodów osobowych i polski żołnierz sprawdza paszporty wertując swoją czarną książkę. Czeski celnik macha ręką i jedziemy do Trutnowa – miasta okresowego czyli wojewódzkiego. Ma 30 tys. mieszkańców, leży na wysokości ok. 430 m n.p.m. nad Upą, która wypływa na Śnieżce a w Jaromierzu wpada do Łaby. Mijamy Mlade Buki i zawijamy do Vrchlabi. Piękna droga Karkonoska w zimowej szacie. Najpierw widać penzion Albis (pierwsza łacińska nazwa Łaby) i zaraz ostro wcięta dolina Łaby. Rzekę ledwie widać pod śniegiem. Wyraźnie widać zaporę z lat 1910-14. Zbiornik p/powodź. ma ok. jednego kilometra długości. Jedenaście źródeł Łaby wypływa na Hali pod Łabskim Szczytem. Rzeka jest dłuższa od Wisły, ma ok. 1200 km z tego ok. 400 płynie przez Czechy.

- To rzeka kultowa. Do źródeł, zima-lato, zmierzają pielgrzymki turystów.

- Mieszka tam Duch Gór. Trzeba zanieść mu czarnego kura żeby pogoda była łaskawa.

- W lecie urządzimy sobie wycieczkę pieszą do Labskiej Studanki i na Vodopad Laby oraz do największego w Karkonoszach wodospadu na Panczavie, ma 250 m. Stamtąd złoty widok na całe pasmo.

Natalia opowiada jak walczyła z zakwasami przy pomocy maści rozgrzewającej doznając podwójnej dolegliwości.

Około 11.00 lądujemy na parkingu w centrum Spindlerowego na wysokości ok. 780 m n.p.m. Jakie to elitarne. Jesteśmy w zimowej stolicy Czech. Główny ośrodek turystyki i sportów zimowych. Miasto (1400 mieszkańców) o typowej dla Karkonoszy rozproszonej zabudowie jest malowniczo położone w dolinie Łaby. Składa się z kilku osiedli, z których największe to Svaty Petr i Bedřichov. Osada zawdzięcza swe powstanie górnictwu złota i srebra oraz hutnictwu szkła. Drogę jezdną wybudowano dopiero w l. 1853-71. Większość urządzeń sportowych zlokalizowana jest na stokach Planiny (1196 m n.p.m.) i Medwiedina (1235 m npm).

“DOSTANEME VAS AZ NA VRCHL ... 18.000 lidi za godzinu”

Trzy wyciągi krzesełkowe, piętnaście orczykowych. Wyciągi czynne do 16.00. Nartostrady FIS tzw. czarne. Nartostrady średnio trudne tzw. czerwone i łagodne oznaczone na niebiesko oraz turystyczki dla narciarzy biegowych. Cena biletu na cały dzień, na wszelkie wyciągi to 490 Kc w tym składka w ING Nationale Nederlanden- ubezpieczenie na życie. Można płacić kartą np. Eurocard/Master Card i Maestro, Visa, American Express. Po upływie pół godziny od zamknięcia wyciągów zaczyna się uprawa nartostrad.

Parking dla samochodów osobowych i autokarów w samym centrum pod tzw. Hromowką (różnica poziomów 280 m, długość wyciągu 1260 m). W pobliżu parkingu centrum gastronomiczne, informacja turystyczna, pamiątki, mapy, widokówki i WC za 5 Kc.

Przed dolną stacją wyciągu krzesełkowego zwanego Hromowka kolejka ludzi na nartach. Wyciąg jest trzyosobowy więc po chwili jesteśmy na górze całą naszą szóstką. Zrobiła się piękna pogoda. Wymarzona nartostrada niebieska jest zamknięta, bo odbywają się zawody. Początek czerwonej nartostrady jest zachęcający. Zagęszczenie narciarzy i deskarzy umiarkowane a trasa szeroka. Iwonka śmiga najlepiej i zna doskonale teren. W środkowym odcinku gdzie trasa bywa sztucznie dośnieżana znajduje się kawałek dość stromy. Ania, Iwonka i Danusia zjeżdżają. Ja i Natalia zsuwamy się pod lasem prasując muldy. Michał pędzi na krechę aż wszyscy narciarze zjeżdżają mu z drogi. Dech nam zapiera.

- Niech siada na dupę, bo się zabije.

W końcu wpada na jakąś muldę pod lasem. Zakotłowało śniegiem i po chwili Michaś “zaprzęga” się o własnych siłach do wiązań.

- Ma za długie narty ! – melduje Danusia

- Który raz jeździsz ? – pyta Halina

- Pierwszy.

- Odważny jesteś, oswojony z prędkością. Piorunem zaczniesz śmigać. Spróbuj na początek jechać w skos stoku “tyłkiem po śniegu”. Kijek wbijasz, wychodzisz daleko przed siebie, z boku dziobów, opierasz się na kijku i sru ! spychasz piętki aż sypiesz fontannę śniegu za sobą. Ćwicz w prawo, w lewo, połączysz dwa zakręty i kristiania gotowa.

W połowie stoku Iwonka prowadzi nas jakimś  łącznikiem do drugiej dolno-pośredniej stacji wyciągu krzesełkowego na tzw. Sv. Petrze. Między drzewami pokazuje się wielki kolorowy balon na ogrzane powietrze. Wyciąg prowadzi na Planinę. Ustawiamy się w szerokiej czteroosobowej kolejce, wśród Czechów, Niemców, Polaków. W gablotce ekspozycja fragmentu liny fi 62 mm. Ustawiamy się w czwórkę do wyciągu: Danusia, Halina, Ania i i jakiś obcy mężczyzna. Podjeżdża kanapa. Na łuku zgarnia naszą czwórkę a piąty człowiek próbuje usiąść Ani na kolanach. Ania spycha go na bok i piszczy. Operator kolejki zatrzymuje maszynerię. Obok operator włącza profesjonalną kamerę.

- Do czterech nie potrafią zliczyć !

Na szczycie Plani piękna pogoda. Tu trafiamy na tę samą niebieską nartostradę, która jest zamknięta z powodu slalomu. Iwonka prowadzi nas na halę gdzie na górze pracuje orczyk a od połowy krzesełka dwuosobowe. Obok krzesełek trasa FIS. Cieszymy się długim, szerokim stokiem. Śnieg jest suchy lekko zmrożony. Kolejka nie jest długa więc szalejemy do oporu. Gdy wciągam się orczykiem z Natalią ze szczytu rozpędza się lotniarz. Skrzydło szybuje majestatycznie. Podziwiamy niebieskiego rogala na tle lazuru nieba. Jakiś narciarz przykrawędziował wzbijając srebrzysty pył prosto na nasze twarze wyrywając nas z zadumy.

- To ja już pani podziękuję.

- Po tym zjeździe zrobimy sobie przerwę w knajpce na górze.

Hala jest gładziutka jak w TV. Nasza szóstka rozproszyła się na stoku ale przy budce z grzanym winem spotykamy się wszyscy. Wielojęzyczny gwar jest duży, jednak organizacja sprawna. Napoje serwowane są wprost na stoku. Zjeść można w drugiej budce. Grzane wino z goździkami kosztuje 25 Kc. Robimy kilka zdjęć z “kanapą” nad głowami.

- Pokręcimy się tu jeszcze trochę. Iwonka śmignie na sam dół i spotkamy się wszyscy na górze.

Powoli zapada zmierzch. Natalia i Halina pierwsze lądują na zbiórce. Większość ludzi szykuje się do zjazdu. Dwie kobitki pociągają z piersiówki. Rodzina Holendrów namawia się którędy pojadą. Grupki Polaków wypytują o wygodny zjazd na parking pod Hromowkę.

O 15.30 zjeżdżamy na skalną półkę , na wysokości przesiadki krzesełka – orczyk, lecz po przeciwnej stronie. Tu wpadamy na cudowny trawers. Jest to turistyczka dla narciarzy biegowych. Tak nam się podoba, że wrzeszczymy z radości

- Yahoo !

Przecinamy zamkniętą nartostradę, zaś pędzimy na krechę aż do drugiej nartostrady, którą poznaliśmy rano. Michaś już nie przewraca się. Spieszymy się. Z góry o zmierzchu zjeżdżają wszyscy ale jest szeroko. Widać stację Hromowki i parking. Pieszo zapychamy do autokaru. 16.15 większość uczestników zjechała , zmienia buty i pakuje sprzęt. Gdy autokar jedzie do Trutnowa jest czarna noc. Młodzi drzemią. Za oknami tu i ówdzie migają kolorowe światełka na ogrodowych choinkach.

Ania serwuje kabanoski i jaja na twardo. Wyciągam buteleczkę wina z dzikiej róży i częstuję głównie Iwonkę, za to że tak rzetelnie robiła za przewodnika.

W Trutnowie na rondzie jedzie się w lewo do Polski. Zakręcamy w prawo do Hypernovej. Woda mineralna Podiebradka jest tuziemska. Ania kupuje woreczek mandeli czyli migdały. W autokarze położyła woreczek na kolanach. Zrobiła otwór i wybieraliśmy migdały z dziurki. Na granicy żołnierze nawet nie weszli do wozu. Jedziemy drzemiąc w ciepełku. Z magnetofonu ósmy raz leci “Ke sera, sera” ale nie szkodzi.

Ok. 21.00 jesteśmy w Legnicy, pod McDonaldem. Ania i Natalia zamawiają taxi a Iwonkę, Michała i Halinę Danusia zabiera swoim Uno.

Wieczorem nie boli żaden mięsień.

PS. Prosimy o ujęcie wycieczki w statystyce i przyznanie nam punktów za udział.

hb.