3.05.2001 - Miłogostowice

3 maja 2001, czwartek.


Tę wycieczkę zaplanowaliśmy dwa dni wcześniej w czasie trwania poprzedniej - do Pątnowa i Studnicy, uznaliśmy bowiem, że tak pięknej pogody nie można marnować. Nie pomyśleliśmy tylko o koleżankach i kolegach, którzy nie będąc z nami 1 maja nie mogli nic wiedzieć o naszych planach - PRZEPRASZAMY!!!

Jak zwykle umówiło się dwa razy więcej osób niż przyjechało na punkt zbiórki - normalka w EkoRamie.

3 maja o 11-tej przy CPN-ie na ul. Spokojnej meldują się: Ania M., Andrzej z Mateuszem, Janusz H. z żoną Elą i córką Anią oraz - punktualnie (oklaski!!!) - Prezes Robert. Pogoda wymarzona na leniuchowanie.

Wyjeżdżamy w kierunku Pątnowa, tym razem Legnickiego, tempo nadaje mała Ania. Za rogatkami miasta odłącza w kierunku Kunic Elżbieta, nastawiona w tym dniu wyłącznie na opalanie (składany leżak na bagażniku).

Pierwszy postój w Bieniowicach przy nieczynnym sklepie, odpoczynek na ławeczkach pod niedokończonym jeszcze zadaszeniem. Obserwujemy ekwilibrystykę bocianów lądujących na gnieździe na dachu stodoły z patykami w dziobach, oraz wróbli również moszczących sobie gniazda pod blachą trapezową, kryjącą dach sklepu.

Pytanie: ile waży bocian? Odpowiedź podał Mateusz, ale wszystkim nie chce się wierzyć, że tak mało...

Następny odpoczynek przy sklepie w Miłogostowicach, tym razem skuteczny. Piwo jest, nawet należycie schłodzone. Robert objaśnia to pokazując napis na butelce Żywca, pojawiający się wyłącznie przy odpowiedniej temperaturze tego podstawowego napoju dorosłych rowerzystów EkoRamy.

 

  1. Prezes wie wszystko.

  2. Jeśli Prezes czegoś nie wie - patrz punkt 1.

Odpoczywamy na ławeczce przed kominkiem na wprost zielonkawego bajora, którego mieszkańcy (żaby) dają co chwila donośny koncert. Z lewej drewniany wychodek, na stole trzy zasuszone dżdżownice (pozostałość po wędkarzach) oraz XIX-wieczny widelec z wyłamanym zębem. Na ławkach bliżej sklepu potencjalni aktorzy do filmu "Arizona 2". Pełny folklor.

Co chwila przejeżdżają koło nas kolorowi rowerzyści w kaskach.
Andrzej próbuje zasięgnąć języka:
- Co to jest za wyścig?! - krzyczy.
- Uyyyy??? - kolarz odwraca głowę.
- Jaki wyścig?! - wrzeszczy ponownie Andrzej. - Wyścig! - odkrzykuje cyklista.
Żegnamy go salwą śmiechu. Andrzej nie daje za wygraną. Podchodzimy bliżej sklepu, gdzie zatrzymało się trzech następnych. Okazuje się, że jadą "Szlakiem Grodów Piastowskich" z Lubina, meta też w Lubinie (pętla). Mają zaliczyć kolejne punkty etapowe, razem 130 km.
- Nie spieszycie się? - pytamy.
- I tak mamy 20 km "w plecy" - wyjaśnia jeden.
- Dali nam takie chu...e mapy - o przepraszam, (podeszła z nami Ania) na których nic nie widać.
Życzymy szerokiej drogi i każdy odjeżdża w swoim kierunku.

Po kilkunastu minutach dojeżdżamy na miejsce - leśny biwak w miejscu byłej bazy wojsk radzieckich. Jest wspaniale; trawka, słońce i cień do wyboru, stoły, ławeczki i wyznaczone miejsce na ognisko. Nie przeszkadza nam towarzystwo zmotoryzowanej rodziny, z którymi nie nawiązujemy kontaktu.

Za chwilę przyjeżdża Łukasz H., który od rana remontował "omegę" w Kunicach i jak zwykle rozpala ogień.

Najedzeni i zrelaksowani postanawiamy przenieść się do Kunic na leniuchowania ciąg dalszy. Jest godzina 16-ta, pogoda jak z bajki, słońce i ciepły orzeźwiający wiaterek ze wschodu. Wracamy przez Miłogostowice, Bieniowice, Szczytniki Małe. Nad wodą żwirowni i nad jeziorem Kunickim tłumy plażowiczów. Dobrze, że jesteśmy najedzeni i zapachy z dziesiątków grillów nie skręcają kiszek, tylko łagodnie drażnią podniebienie.

W ośrodku hutniczym ponownie spotykamy się z Elżbietą. Jest wyraźnie ucieszona naszym widokiem. Kolega Prezes spełnia zachcianki kobiet i za chwilę przywozi to co trzeba. Strzela korek i plastikowe kubki wypełnia pienisty płyn. Za spotkanie!

Wracamy o 19-tej, odwożąc Anię do Mostku Bielańskiego. Nie ma sprawnego oświetlenia pomimo dwóch nowych lampek bateryjnych, ale bez baterii oraz dwóch lampek na dynamo bez dynama. Ostrzegamy, że za "niemanie świateł" grozi sporo. Ania zapewnia, że sobie poradzi. Rozjeżdżamy się każdy w swoją stronę przy dźwiękach ostatniej piosenki zespołu "Elektryczne Gitary" na koncercie w parkowej muszli koncertowej - "to już jest koniec" - śpiewa Kuba Sienkiewicz. Godzina 20-ta. Ciemno. Niech żałuje ten, kto wiedział, a nie pojechał.

44 kilometry, czas jazdy 3 godziny 8 minut, średnia 14,0 km/h.

jh.