26.05.2001 - "Kwiatki dla Matki"

26 maja 2001, niedziela.

 

Trasa: Legnica - Bartoszów - Legnica - Prostynia - Dunino
Powrót: Dunino - Prostynia - Legnica godz. 19.30
28 km

Uczestnicy: Robert Prezes, Grażyna (nowa koleżanka), Lidia (nowa koleżanka), Andrzej S. (nowy kolega), Andrzej Z. Zbyszek D. Janusz H. Z Elą i Anią (9 osób).

Więcej nas się nie uzbierało, więc w samo południe o 12.30 w końcu wyruszamy. Na stadionie przy ulicy Świerkowej jest festyn hutniczy i tam kierujemy swoje koła aby obejrzeć z bliska rowerowego smoka i rower - dziwadło (skrzyżowanie bicyklu z "BoBo" z uwagi na małe boczne kółeczka). Całą grupę spotykamy na trawniku przy ulicy Okrężnej w trakcie przygotowań do występu. Są teatrem rodzinnym o nazwie Anagram, wykonują teatralne widowiska plenerowe własnego pomysłu i aranżacji. Rekwizyty i charakteryzacja aktorów robią na nas wrażenie do tego stopnia, że postanawiamy cierpliwie poczekać i zrobić sobie grupowe zdjęcie jak wszyscy będą gotowi. Nieoceniony w tej sytuacji okazuje się Prezes, który nie dość, że częstuje przebierańców klubową wizytówką, to jeszcze robi nam zdjęcie aparatem Zenith TTL bez baterii do światłomierza - czyli na czuja! (Jakiego czuja ma Prezes dowiemy się po wywołaniu filmu...).

Rozstajemy się za dziesięć trzynasta: smok na stadion - EkoRama w nieznane. Przedzieramy się przez chaszcze i gruzowiska obiektów porosyjskich, wyjeżdżamy na lotnisko, potem do Bartoszowa, z powrotem do Legnicy. Krótki postój przy sklepie i dalej Prostynia, Dunino, zakole Nysy Szalonej.

Z szaleństwa rzeki pozostała tylko nazwa, ale i tak jest bardzo przyjemnie. Na miejscu spotykamy Andrzeja Z, który zdążył popracować, wrócić do domu, zjeść obiad i jeszcze przyjechać przed nami. Nowe koleżanki nie mogą wyjść z podziwu, a to przecież nie wszystko, co Andrzej potrafi.

Rozkładamy koce, rozpalamy grila i rozpoczynamy rytuał pod nazwą "kubek pokoju". Kto czytał w dzieciństwie Karola May’a i był choć raz z EkoRamą na wycieczce - wie o co chodzi.

Pogoda piękna, cisza, spokój. Grillowanie też wyszło znakomicie. Postanawiamy częściej zabierać na wycieczki ruszt i węgiel. Andrzej Z. zobowiązał się, że dorobi specjalne szpikulce - wsporniki, na których będzie można zawiesić kratkę. Dzisiaj bowiem sporo czasu zajęło nam wyszukanie kamieni i ułożenia podparcia rusztu, Nieodzowne przy tym okazały się puszki po piwie.

Dojechał do nas samochodem kolega Heniek R. "Truskawa", który żyć bez EkoRamy nie może, a zaraz za nim ciągnik z przyczepą pełną młodzieżowej ochotniczej - jak się domyśliliśmy - straży pożarnej wraz ze sprzętem na ćwiczenia. Najpierw ćwiczyły dziewczęta, później chłopcy. Dobrze, że nie pali się naprawdę - podsumował ktoś oceniając chaos i zamieszanie wśród ćwiczących. Na koniec zawodów odbyło się polewanie sikawkami i kąpiel w rzece.

Nam również udzieliła się ta radosna atmosfera i całe zapasy wody mineralnej z butelek i bidonów wylaliśmy na siebie. Taki spóźniony Śmigus Dyngus.

Jeszcze ostatni łyk z zaczarowanej metalowej buteleczki Prezesa i powrót.

Nie podziwialiśmy tym razem kwitnących łąk, pól i drzew, nie zachwycaliśmy się pięknem kolorów, jakie wyczarowywała przed naszymi oczami Matka Natura. Nie zachwycaliśmy się z jednego prostego powodu: nie było z nami Ani M. i Halinki.

jh.