11-12.11.2000 - Mysłów

 

Sobota, niedziela 11- 12 listopada 2000.
Trasa: Legnica (godz.9.50) - Kościelec-Warmątowice Sienkiewiczowskie-Jawor (godz.11.50 - 26 km) - Zębowice - Czernica - Gniewków - Wiadrów - Sokola - Kwietniki - Pogwizdów - Lipa - Mysłów. (godz. 16.00 - 54 km). Powrót tą samą drogą od 11.00 do 17.00.

 

14 osób na rowerach: Zibi, Justyna, Tomek, Jola i Kasia, Ania i Natalia, Janusz, Łukasz, Andrzej, Robert, Heniu Śliwa dawniej Truskawa, Kasia koleżanka Justyny i Halina

Samochodem z Henkiem dojedzie - prezes Ola z kontuzjowaną ręka. Drugim samochodem Staszek z Zosią (noga w gipsie).

Zimno aż trzeszczą pęcherzyki płucne. Ostry wiatr z południowego-zachodu, czyli w mordę. Słońce prosto w oczy. Janusz robi za pilota. Jedziemy na Jawor drogą pod górkę, którą zwykle wracaliśmy czyli przez Kościelec i Warmątowice. Nad Kaczawą drogowskaz "Żytnia 150 m". Wieś Kościelec, wraz z Duninem, Janowicami Dużymi, Kozicami, Tyńczykiem i Warmątowicami przynależała do cysterskiego kościoła w Słupie od 1217r. Warto pooglądać w kościele pw. Serca Jezusowego epitafia von Seherr-Thoss, von Bersdorffów, dawnych właścicieli majątku i wiele zabytkowych płyt nagrobnych. Z trudem gramolę się do Warmątowic. Zamykający węża Andrzej nudzi się. Nie tylko ja wymiękam. Legnica leży na wysokości 120 m n.p.m. Mysłów na pięciuset metrach npm. Którędy by nie jechać trzeba pokonać różnicę. Przejeżdżamy przez Warmątowice Sienkiewiczowskie - w 1602 r. starosta księstwa legnicko-brzeskiego, Wenzel von Zedlitz, [Zedlitz - to przykład zniemczonego nazwiska - Siedlicz. Prochowicka gałąź tej rodziny pisze się Czedlicz] wzniósł renesansowy dwór z fosą wodną. W dziewiętnastym wieku na łące założono naturalistyczny park. (Zwiedzaliśmy go 15 października 2000) W czasie "Bitwy nad Kaczawą" w pałacu rozlokował się Blűcher ze swym sztabem. Cały majątek był rozgrabiony. Warmątowice mają polski wątek. Od 1812r. dobra należały do von Olszewskich. Alfred pod wpływem literatury Henryka Sienkiewicza odkrył polskie korzenie. W testamencie z 1909r. nakazał swoim dzieciom, pod groźbą utraty majątku na rzecz wielkiego pisarza nauczyć się języka polskiego. Bolesław i Draga von Olszewski nie spełnili woli ojca. Henryk Sienkiewicz zrzekł się majątku, uznając za niegodne otrzymanie go drogą przymusu. Władze gminy wystąpiły o zmianę nazwy wsi; od 1998 r są to Warmątowice Sienkiewiczowskie. Alfred von Olszewski był człowiekiem z temperamentem i fantazją. Założył się ze swym gościem malarzem Gaffronem, że wjedzie konno do jego pokoju na drugim piętrze. Zakład wygrał ale ulubiony wierzchowiec nie chciał schodzić. Na koniec ktoś wpadł na pomysł, aby pokryć stopnie słomą. Koń dał się uprosić i opuścił pałac. (Zygmunt Antkowiak - Warmątowice 1978).  Za Bielowicami opuszczamy drogę gruntową i choć ciągle pod górkę i pod wiatr to chociaż z pięknym widokiem na jezioro. Stary Jawor ciągnie się trzy kilometry w dolinie Nysy Szalonej. Przy 52 posesji zauważam kapliczkę (z czasów krzyży pokutnych). Pobielona wapnem dziwnie wygląda. Po dwóch godzinach trudnej jazdy odpoczywamy w "naszym" barze pod Zamkiem. Januszek-Kwiatuszek studiuje swój odręczny plan Jawora aby sprawnie wydostać się na Zębowice. Zibiego ciągnie na Paszowice a należy trzymać się doliny Nysy Szalonej. Z lewej strony urządzenia nad kamieniołomami granitu w Czernicy, Zimniku. We wsi Wiadrów (wzmianka podczas wycieczki do Grobli 28 października 00) robimy przerwę strategiczną. Należy przeciąć - we wsi Sokola - międzynarodową drogę nr 3 Jakuszyce - Świnoujście. Panowie czytają mapę, ja podziwiam obok kościoła krzyż pokutny. Jedyny w powiecie jaworskim krzyż z aureolą. Niewysoki, wykonany z różowego piaskowca, kontrastuje na tle bielonego muru obronnego kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Św. Niebezpieczną drogę pokonujemy sprawnie i trzymając się dolinki Nysy Małej wjeżdżamy do wsi Kwietniki. Przy gotycko-barokowym kościele pw. Św. Józefa podziwiamy trzy barokowe rzeźby z połowy osiemnastego wieku. Ruch na lokalnej drodze minimalny. Przy rozwidleniu drogi na Groblę mija nas elegancki, biały samochód osobowy. Zatrzymuje się...i pozdrawia nas Henek i prezes Ola. Sprawdzili obecność, zagrzali nas do dalszej jazdy obiecując niespodzianki na kwaterze i pojechali do Mysłowa. Przed nami Pogórze Wojcieszowskie. Pola zielenią się oziminami. Powoli pokonujemy Pogwizdów i Jastrowiec. Podziwiamy konie na łąkach. W Lipie po lewej stronie wysoko widać ruiny. Czy to zamek czy szubienica trudno powiedzieć mimo, że drzewa zupełnie straciły liście. Wieś leży na wysokości 400 m n.p.m. prawie nad źródłem Nysy Małej. W 1305r. wymieniano ją jako Lypa. Od najdawniejszych czasów aż po wiek XX związana była z górnictwem rud i wapieni. Przy drodze oglądamy nieczynne wapienniki. W czternastym wieku w celu rozwoju górnictwa miała posiadać prawa miejskie, częściowo zachowane również po podziale miejscowości pomiędzy trzech synów Bartłomieja Zedlitza w 1552r. Niszczona podczas wojny trzydziestoletniej i wojen napoleońskich. Wjeżdżamy w las na Bukowinie (621 m npm). Silni kolarze jadą na samą przełęcz (Mysłowską). Intelektualiści podchodzą pieszo parę kilometrów. W połowie listopada około piętnastej w lesie panuje zmrok, nie mówiąc o przejmującej ciszy. Na szczycie zaczyna się najlepsze czyli zjazd prosto do Zajazdu. Należy założyć czapki, rękawiczki i hajda z góry. Nie używać przedniego hamulca. Na dziedzińcu pałacu w Mysłowie wita nas Zosia z nogą w gipsie i prezes Ola, która rozdziela pokoje. Rowery bunkrujemy w garażu. Młodzież dostaje pokój z tarasem. Reszta zostaje zakwaterowana w dwóch przytulnych (wieloosobowych) pokojach. Jest godzina szesnasta z minutami. O 18.00 zbiórka w sali balowej z "pokarmami". Obowiązuje strój turystyczny tj. dżinsy i flanelowa koszula w kratę ewentualnie bawełniany podkoszulek z Wuppertalu.

Wieczór w Mysłowie.
Prezes Ola rozdała wszystkim powiadomienia o Walnym Zebraniu, które odbędzie się w Legnicy 22 listopada 2000.
Rozdaję wszystkim słowa piosenki sprzed roku. Nikt nie chciał śpiewać.

Dlaczego rower jest lepszy od męża ?
....
(tu było wiele "przykazań na ten temat, ale wyciąłem -pełno tego w internecie - hz)
....
Zibi skanduje szlagier kapeli BRAThANKI pt. "Czerwone korale".

Czerwone korale, czerwone niczym wino z czerwonej jarzębiny
i łzy dziewczyny i wielkie łzy.

Z miasta płaszcz i korale me, on pochwalił
i rzekł, że ze mną zatańczyć chce.

Jego dżins i mej bluzki biel zwarły się w tangu wnet,
we włosy miał wtarty żel. 

Potem mnie na wycieczkę wziął
i na wycieczce tej mą bieluśką bluzką zdjął.
Wszyscy mi zazdrościli tam, gdy wróciłam
i gdy w pomiętej bluzeczce szłam.

Czerwone korale, czerwone niczym wino z czerwonej jarzębiny
i łzy dziewczyny i wielkie łzy.

Ola przekrzykuje grupę - Starym zwyczajem na spotkania zapraszamy szacownych gości:

Otwierają się drzwi i tanecznym krokiem wchodzi góralka Hanuś cała w pąsach i w czerwonych koralach, w bieluśkiej bluzeczce. Kwiaciastej, czerwonej, długiej spódnicy oraz w kwiaciastej chustce z czerwonym kwiatem we włosach. Partneruje jej (Zibi) dryblas Janko Muzykant w białej, rozchełstanej koszuli, w białym kapeluszu jakby uciekł był z Króżewnik zabierając jeno fujarkę. Spod białej koszuli przezierają czerwone korale. Para popisuje się w góralskich tańcach, reszta wyje "Czerwone korale, czerwone niczym wino..."

Pojawiają się kolorowe "perugi", Robert ma fioletowe włosy, ja niebieskie, połyskliwe jak "Tercet Egzotyczny". Zosia ze złamaną nogą tańczy z dwoma panami nie dotykając podłogi. Po chwili Janusz nosi góralską chustę jak żołnierz idący do rezerwy, Ania tańczy w białym kapeluszu z czerwonym kwiatem. Muzyka gra głośno, wszyscy bawią się do późnej nocy.

12 listopada 2000, Niedziela
Wychodzę na Żelaźniaka (666 m npm.) Na termometrze jest zero. Silny wiatr dmucha z południa. Będzie w plecy. Słońce już wysoko. Wzdłuż Mysłowa w głębokim wądole płynie Mokrzynka - dopływ Kaczawy w jej źródliskowej części. Sądząc po naniesionych śmieciach nieźle przybiera.

W Radzimowicach otwierają się widoki na przyszłość. Jest tu Ośrodek Treningu Psychologicznego. Domy o szachulcowej budowie są wyremontowane, mają kolorowe okiennice, i piękne stylowe ogrodzenia. Widać Śnieżkę, kamieniołom Połom, w dole Kaczorów, nad nim malownicze pasmo Gór Ołowianych. Oglądam nieczynną kopalnię o nazwie Luiza. Szyb jest ocembrowany cegłą, ma sklepienie o beczkowatym przekroju. Są jeszcze resztki metalowej konstrukcji. Wydobywano tu arsenopiryt i galenę srebronośną. Jest to odsłonięcie łupków prekambryjskich, skał najstarszych w Sudetach. Mysłów zewsząd otoczony jest szczytami wschodniego grzbietu Gór Kaczawskich. Pałac, w którym teraz Zibi szuka swoich zębów pochodzi z r. 1700. Wieś najpierw należała do cystersów z Lubiąża, później do Zedlitzów. Przez cały czas trwały prace górnicze i eksploatacja wapieni. W drodze powrotnej oglądam czternastowieczny kościół pw. Św. Jana Chrzciciela. Wszystko w nim jest cenne, ołtarz pochodzi z 1616r. Dziś niedziela więc można wejść do środka.

Janusz i Henek naradzają się na temat drogi powrotnej.


Wyjeżdżamy o 11.00, w Legnicy o 17.00 (prawie po ciemku).

hb.