8.10.2000 - Barwy jesieni

 

Trasa:
Legnica - Piekary( Kolonia)- Piątnica - Bieniowice - Miłogostowice - Dobrzejów - Rzeszotary - Bobrów - Legnica - 30 km

Na ul. Wrocławskiej, róg Spokojnej w Legnicy o 10,00 czekał tylko Andrzej z Piekar. Przyjechała Ania z Natuszką, Henek i ja. Czekamy kilka minut na pozostałych. Rano lał deszcz.

- Heniu, dostałeś węgiel od Oli?
- Tak, ale jej Zybi z Justyną nie chcieli jechać, bo za zimno.
- Mamo, nie mamy kiełbasek na ognisko - martwi się Natuszka.
- Zakupimy w wiejskim sklepie. Często są apetyczniejsze niż w mieście.
- Dziś niedziela wyborcza - jutro obudzimy się w innej Polsce
- Ponieważ nikt więcej nie przyjechał jedziemy na ul. Pątnowską.

Czarne chmury wiszą coraz niżej. Przydrożne sklepy zakratowane. Spompował nas deszcz. Peleryna poszły w ruch. Wieś Bieniowice wzmiankowano już w 1279r jako "Bynovic" leży na krawędzi Wysoczyzny Lubińskiej. Przecinamy nieczynną linię kolejową. Zbudowano ją w 1898r jako "linię Kobylańską" z Legnicy przez Prochowice - Ścinawę - Rawicz i dalej do Kobylina. W Bieniowicach zakręcamy na lewo w lasy. Jedziemy do Miłogostowic. Deszcz przestaje padać ale jest zimno. Temperatura 9,9 stopni C, ciśnienie 1005 hPa, wiatr o sile 3 m/sek dmucha z zachodu a wilgotność względna powietrza 93 %. Dobrze, że jedziemy lekko pod górkę, można się zagrzać. W Miłogostowicach jest czynny sklep spożywczy dobrze zaopatrzony. Kilka osób kupuje "pokarm". Przy nim namiot turecki pełniący rolę baru wiejskiego. We wsi kościół filialny św. Stanisława, wzniesiony w XV wieku, przebudowany w osiemnastym i dziewiętnastym, ostatnio odnawiany w 1965r. Orientowany (ołtarz skierowany na wschód, co było regułą w średniowieczu), murowany z kamienia i cegły w części o konstrukcji szkieletowej jednonawowy. Na wieżyczce dzwon z 1658r.

W ogródkach oglądamy ostatnie jesienne georginie i wjeżdżamy do lasu. Z początku las zwyczajny, iglasty. Obok fragmentów lasów starszych wiekowo, gdzie runo jest nieco bogatsze, występują monokultury sosnowe w wieku 20-30 lat (drągowiny) oraz młodnik. Na nielicznych i niewielkich obszarach zachowały się drzewostany mieszane z udziałem dębów. Ciekawe są obniżenia terenu, gdzie warunki wilgotnościowe decydują o bogatym i różnorodnym podszyciu. W lasach mieszanych rosną obok dębów, klony, jawory, jesiony, lipy, wierzby i topole. W tym rejonie spotyka się rośliny górskie, których obecność wiąże się z okresem polodowcowym. Droga wąska ale utwardzona, asfaltowa dalej autentyczne "drzwi do lasu". Co prawda bramę złomiarze zdjęli z zawiasów ale pozostały słupki oraz murek ogrodzeniowy biegnący gdzieś w las. Tuż za bramą portiernia, z dziurami zamiast okien i drzwi ale jeszcze pod dachem, pomalowana w maskujące kolory, dalej jakiś bungalow ze schodkami też niski i zamaskowany. Co parę metrów między sosnami i świerkami podziwiam obiekty budowlane, parking zasypany igliwiem, obiekt przypominający motel, jakieś garaże, pawilony, stołówki. Wszystkie budynki pomalowane w maskujące, wojskowe barwy ochronne. Jedziemy wygodną, utwardzoną drogą przez leśne miasteczko. W asfalcie żeliwne dekle kanalizacji. Po lewej ziemny bunkier porośnięty mchem i jeżynami. Można wejść do środka. Drewniana podłoga pomalowana na kolor sraczkowaty, w kibelku wyszabrowane sanitariaty. Duże pokoje, dalej ciemno, bunkier nie ma okien. Siedem lat temu wyjechała Armia Radziecka. Niektóre drzewa są oplecione bluszczem, który wybarwił się na czerwono. Brzózki stoją całe żółte. Henek zatrzymuje się przy centralnym parkingu gdzie gmina postawiła drewniany szałas i urządziła palenisko. Panowie rozpalają węgiel drzewny a panie wychodzą na grzyby. Las jest mokry po deszczu i zimny. Lato skończyło się nieodwołalnie. Z grzybów rosną tylko dorodne muchomory. Przy ognisku jemy kiełbaski na gorąco. Pomidory są zimne. Piwo jest zimne. Jedziemy do domu drogą na Dobrzejów, tu asfalt kończy się i taplamy się w rozmiękłej piaszczystej dróżce. Wieś widać i czuć. Od zawsze były tu odstojnie fekaliów z miasta. Woda po oczyszczeniu zasila pobliskie stawy rybne. Nie wiadomo gdzie kończy się Dobrzejów a gdzie zaczynają się Rzeszotary. Przecinamy drogę nr 3 Legnica - Lubin (Jakuszyce-Szczecin) potem rzeczkę Czarną Wodę. Czarna Woda to rzeka typowo nizinna, o długości 48 km z obszarem źródliskowym w Borach Dolnośląskich. Na całej długości bardzo zanieczyszczona i o dużej zmienności przepływów; stąd częste powodzie od Grzymalina po Legnicę. Jest to odcinek pradoliny wrocławsko-magdeburskiej, która odprowadzała wody roztopowe w czasie stadiału Warty zlodowacenia środkowopolskiego. Obecnie obszar pocięty gęstą siecią rowów melioracyjnych i zawikłanej sieci rzecznej - tworzy największy (ponad 8.800 ha łąk) kompleks użytków zielonych na Dolnym Śląsku. (Czarna Woda - tekst E. Wiśniewski). Czarna Woda to lewy dopływ Kaczawy. Jesteśmy w Jakuszowie gdzie w lecie pachniały na polu selery i pory. Uprawy jeszcze są w polu. Okolica już nie jest złota ani żółta. Nocny przymrozek przydeptał rośliny. Mijamy Bobrów, ogrody działkowe (tu są jeszcze pomarańczowe aksamitki) i jedziemy przez Zosinek, Białe Sady, Tarninów na Piekary. Jest wczesne popołudnie.

hb.