29.10.2000 - Graniczna

 

Trasa: Piekary (9.00) - Koskowice - Księgienice - Mikołajowice - Pawłowice Wielkie - Snowidza - Mściwojów - Targoszyn - Goczałków - GRANICZNA (13.00) - Goczałków - Niedaszów - Jawor -Bielowice - Warmątowice Sienkiewiczowskie - Kościelec - Legnica (16.00) - Piekary - 77 km

 
Grzejemy na południowy-zachód przez Koskowice na Księgienice. Wiaterek utrudnia. Robię za pilota przez pierwsze kilometry, dalej chowam się za Janusza. Notowania meteorologiczne są zachęcające: 16 stopni Celsjusza, ciśnienie 999 hPa, 64% wilgotności, zero zachmurzenia, 3 m/sek dmucha z południa. - W mordę, prawo, skos - Janusz tłumaczy na język żeglarski. Z daleka widać wieże kościoła MB Częstochowskiej z piętnastego wieku w Mikołajowicach. To dawne miasteczko górnicze z trzynastego-czternastego wieku. Były tu kopalnie złota książąt legnickich, po tym jak w bitwie Tatarskiej w kwietniu 1241 r zginęli lub w jasyr pognani zostali górnicy ze Złotoryi. Mijamy tę wieś na Wzgórzach Strzegomskich, dalej mała wieś Pawłowice. Ktoś zamalował "w" na drogowskazie i zostały Pałowice. Są tu Wielkie i Małe (nie mylić z Pawłowicami koło Huty Miedzi Legnica). Onegdaj były tu wielkie sady czereśniowe, dziś pola z resztkami buraków cukrowych. Cukrownia Jawor jest niedaleko. Widać jej kominy i sylwetę miasta. Przecinamy strumyk Wierzbiak. Jest wąski na jeden krok. Robotnicy remontują most. Przez Snowidzę płynie strumyk Uszewnica. Na nowej mapie Janusza nazywa się Lubrza. Jak go zwał, wpada do Wierzbiaka. W Snowidzy jest duży, stary park. Nie mamy czasu na oglądanie. Dzień będzie krótszy o godzinę. Zapychamy na Mściwojów przecinając "Trakt Wrocławski". Ruch na lokalnej drodze znikomy. Okolica jednorodna. Dolina Wierzbiaka nieco urozmaica tę monotonię. Wierzbiak jest wąski ale długi. Wypływa z okolic Strzegomia i wpada do Kaczawy między Legnicą a Prochowicami. Zbiera wody Wzgórz Strzegomskich i charakteryzuje się gwałtownymi przyborami na wiosnę. Ujarzmiono go małą zaporą przed wsią Mściwojów. Najpierw zwiedzamy park podworski. Na wyspie zachowały się ściany renesansowej świątynki. Niegdyś miejscowość pielgrzymkowa. Wjeżdżamy rowerami na samą koronę trzystumetrowej długości. W lutym br. zbiornik retencyjno-rekreacyjny był suchy. Budowano go od 1991r. Na marmurowej tablicy pamiątkowej widnieje rok 96 jako początek budowy. Otwarto jesienią 1999r. Jezioro ma ok. 60 ha powierzchni, 5-6 m głębokości, pojemność 1,4 mln m3, wysokość zapory ok. 7 metrów. Zbiornik przeciwpowodziowy na Wierzbiaku to unikat na skalę europejską: zanieczyszczona ściekami rzeczka przepływając przez malownicze, porośnięte specjalną roślinnością rozlewiska sama się oczyszcza. Akademia Rolnicza we Wrocławiu, w której narodziła się koncepcja zbiornika planuje uruchomić w Mściwojowie swoją placówkę, by prowadzić badania i szkolenia z zakresu ekologii i ochrony środowiska. Do usypania wału zbiornika użyto ziemi z leżącej tuż obok rzeczki Winnej Górki. Koparki wybrały koliste wgłębienie przypominające cyrkową arenę lub starożytny amfiteatr, z okrągłą sceną i pierścieniem tarasów. Amfiteatr wygląda jak lądowisko UFO. Na odległym brzegu buda z kajakami. Wracamy przez całą wieś z wiatrem i dalej telepiemy się na Targoszyn. Kiedyś Okręgowy Rolniczy Zakład Doświadczalny, hodowla owiec, bydła i białego indyka. Hotel jeszcze straszy resztkami szyb w oknach. Goczałków to duża, przemysłowa wieś. Kiedyś prefabrykowano tu betonowe podkłady kolejowe. Teraz służą jako mostki na przydrożnych rowach. Przed nami widać kamieniołom granitu na górze Zwycięstwa oraz Krzyżną Górę (Kromołę) za drogą Jawor-Strzegom. Krzyża od tej strony nie widać, choć drzewa pogubiły już liście. O trzynastej lądujemy w Granicznej, na liczniku 35 km. Tu dużo wody, (źródliskowa okolica Wierzbiaka), stawy rybne otoczone starodrzewem. Nad wodą wędkarze. Gospodarze planują jeden staw pogłębić i przerobić na kąpielisko letnie. Na brzegu urządzenia kempingowe jak paleniska, kominki, wędzarnie, pole namiotowe. Ceny wysokie. Robimy przerwę na jedzenie i ustalamy marszrutę na powrót. Wyboru wielkiego nie ma. Jazda tą samą drogą albo przepychanie się między samochodami na głównej drodze. Wybieramy wariant pośredni: Powrót do Goczałkowa i jazda główną trasą Strzegom-Jawor przez Rogoźnicę. Pędzimy z wiatrem. Ruch w niedzielne popołudnie duży. Samochody jadą na trzeciego, motocykle robią slalom wertykalny. Nie dziwią krzyże na drzewach. W Niedaszowie tambylec zamalował część drogowskazu, ostał się Niedasz. Przed Jaworem opuszczamy obwodnicę i jedziemy przez całe miasto. Z radością oglądam wyremontowane uliczki, kolorowe domy i kręte zaułki niczym zagraniczne widokówki. Na ratuszu herb ze świętym Marcinem na koniu, który dzieli się płaszczem z ubogim. Całe miasto (podobnie jak Poznań) powierzono opiece świętego Marcina z Tours. Urodził się w latach trzechsetnych w Panonii jako syn legionisty rzymskiego, żołnierz, później biskup w Galii, założyciel najstarszego klasztoru. Zajeżdżamy do baru przy Zamku. Obiad jemy na powietrzu, zupełnie jak wczoraj. Opuszczając miasto pomyliłam drogę i poznaliśmy wyjazd na Złotoryję. Widzimy nowoczesną pływalnię i trafiamy na starą drogę przez Stary Jawor, który leży na wysokości 185 m n.p.m., 3 km od centrum. Najprawdopodobniej jest starszy od Jawora o czym świadczy odkrycie - podczas budowy linii kolejowej - ogromnego prasłowiańskiego cmentarza ciągnącego się od cukrowni po Żarek (obecnie zalew Słup). Przez długi czas Stary Jawor należał do klasztoru Lubiąskiego. Lecimy znaną nam drogą, mając zbiornik Słup po lewej ręce. Przed Warmątowicami Sienkiewiczowskimi zaorano już plantację sałaty. Zostały tylko zagony jarmużu. Droga jest polna ale z górki. Obok dużego krzyża wjeżdżamy na asfalt. Mijamy wieś Kościelec i Legnica. W parku nad Kaczawą rozdzielamy się na dwie dwuosobowe grupy.

Łukasz melduje, że ma drewnianą dupę. Ja też. Patrzę na licznik: 77 km, wczoraj prawie tyle samo do Grobli. Wróciliśmy do domu zgodnie z pierwszą zasadą turystki czyli na godzinę przed zachodem słońca.

hb.