15.10.2000 - Dookoła Legnicy cz.1

 

Trasa: Legnica - Smokowice - Dunino - Janowice Duże - Tyńczyk Legnicki - Warmątowice Sienkiewiczowskie - Koiszków - Raczkowa - Gniewomierz - Koskowice - Legnica ok. 40 km.

Szlak spacerowy "Dookoła Legnicy", znaki żółte, wyznaczony i opisany przez p. Edwarda Wiśniewskiego, Piotra Grabka i Krzysztofa Kiełbasę w 1991r ma 79 km. Zaczyna się i kończy w Pawłowicach Małych koło Huty Miedzi "Legnica". Jest podzielony na etapy w zależności od połączeń komunikacyjnych i przebiega atrakcyjnymi terenami w promieniu około piętnastu km od miasta.

O 11.00 na placu Łużyckim spotykają się trzy osoby (to już tłum): Januszek (Kwiatuszek), Ania i ja. Andrzej dogoni nas na trasie. (Teraz pracuje w Hucie). Zapowiada się pogodna niedziela, bo już jest 200 C i lazurowe niebo. (Tydzień temu było 9,90 C - byliśmy w lasach).

Jedziemy do Smokowic. Zapychamy pod górkę ok. 180 m n.p.m. To najwyższy punkt miasta. Przy Hucie ruch drogowy duży, wszak to trasa Złotoryja - Legnica. Obszar w sąsiedztwie huty szczególnie dotknięty szkodliwym działaniem na środowisko. "Strefa ochronna" utworzona dopiero 31.03.88 r. ma określone granice i sposób zagospodarowania ( ponad 1.100 ha, w tym ponad 500 ha zieleni i 300 ha upraw przemysłowych). Przed nami dolina Kaczawy zasnuta jesienną mgiełką. Fajnie pędzi się z góry. Należy zachować ostrożność na wilgotnych liściach, które błyszczą w słońcu. Kaczawę przecinamy korzystając z dziewiętnasto-wiecznego mostu. Za mostem z lewej strony tereny regionalnego systemu wodociągowego dla KGHM-u, zwanego "Wielką Wodą". Widoczne ujęcie wody z Kaczawy, przepompownia, osadniki i stawy infiltracyjne o powierzchni 20 ha. Produkcja dobowa 70.000 m3 wody. Za mostem, wiadukt nad autostradą. Budowana za czasów niemieckich w latach trzydziestych XX w. Przy drodze jabłonie oblepione owocami. Na polach szaro i gdzieniegdzie zielono od ozimin a na niebie klucz gęsi. Wieś Dunino wzmiankowana już w 1202 r, malowniczo położona na skraju Równiny Legnickiej i Płaskowyżu Janowickiego. Przed 1945 r miejsce legnickich wycieczek. W centrum budynek - o kształcie rotundy - dawnego (i obecnego) muzeum "Bitwy nad Kaczawą", powstałego w 1909 r.

W bitwie nad Kaczawą 26 sierpnia 1813r. wzięły udział: francuska Armia Bobrzańska pod wodzą marszałka Mc Donalda i prusko-rosyjska Armia Śląska pod dowództwem generała Blűchera. Bitwa rozegrała się w ulewnym deszczu. Francuzi nacierali od strony Winnicy i Krajowa, a Prusacy z kierunku Warmątowic.

Śląsk od połowy osiemnastego wieku stanowił część Królestwa Pruskiego. Przegrana wojna z Francją spowodowała, że Ślązacy musieli dźwigać ciężary wojenne: kwaterunek żołnierzy, liczne grabieże i kontrybucje. Podczas "ery francuskiej" wielu mieszczan strasznie zubożało. Nic dziwnego, że śląskie społeczeństwo traktowało wojska "małego kaprala" jako okupantów. Narastało poczcie upokorzenia i zranienia dumy narodu. Dopiero klęska Napoleona w Rosji w 1812r. obudziła nadzieję na zmianę tego stanu rzeczy. W marcu 1813r. zaczęto formować oddziały złożone z ochotników. Utworzono Armię Śląską pod dowództwem Gebharda Blűchera. W maju Francuzi wkroczyli ponownie na Śląsk. Zajęli Legnicę, Złotoryję i Środę Śl. Wkrótce zawarto zawieszenie broni. Działania zbrojne rozpoczęto 17 sierpnia. Oddziały Blűchera najpierw odrzuciły Francuzów aż za Bóbr. Ci jednak kontratakowali i zmusili je do szybkiego odwrotu. Wojska prusko-rosyjskie wycofały się w okolice Jawora. Francuski marszałek Mc Donald był przekonany, że nieprzyjaciel kontynuuje odwrót, postanowił dopaść oddziały prusko-rosyjskie.

Teren, na którym stoczono bitwę zmienił się od tamtego czasu. Na jego obrzeżach wybudowano linię kolejową Jawor - Legnica, autostradę i zbiornik retencyjny Słup, który położony jest w samym centrum walk. Obszar ten przecinają dwie rzeki: Nysa Szalona i Kaczawa. W gorące lata można je przejść suchą nogą. Jednakże, gdy opady potrwają kilka dni, stają się rwące i niebezpieczne, o czym przekonali się Francuzi. Na prawo od Nysy Szalonej rozciąga się lekko pofałdowany Płaskowyż Janowicki doskonały teren do szarż kawaleryjskich i ataków kolumn piechoty. Jednak, by dostać się do niego od strony rzeki - jak atakowały oddziały francuskie - należy wspiąć się polnymi wąwozami o stromych ścianach. Natomiast obszar na lewym brzegu Nysy i nad Kaczawą charakteryzuje się licznymi wzgórzami, nadającymi się do działań defensywnych.

Oddziały piechoty wyposażone były w karabiny jednostrzałowe, bez urządzeń celowniczych. Aby ogień był skuteczny , cały oddział naraz musiał strzelać. Odbywało się to na komendę:
1. Do nabijania
2. Otwórz panewkę
3. Do ładunku (wówczas żołnierz sięgał po niego do ładownicy)
4. Odgryź ładunek (musiał zębami przegryźć jego wierzch, stąd szczerbatych nie brano)
5. Podsyp (chodzi tu o podsypanie prochu do panewki)
6. Zamknij panewkę
7. Do lewej nogi
8. Ładunek do lufy
9. Za stempel
10. Przybij (należało wbić kulę do końca lufy)
11. Stempel na miejsce
12. Na ramię broń.

Zasięg strzału wynosił 220 - 300 m. Do walki wręcz służył bagnet. Z powodu długości broni i ciasnoty na polu walki, piechota raczej używała kolby niż bagnetu. Pisze Marcin Smarzewski, w swoim pamiętniku o walce "Uderzeniem kolbą w łeb konia można zamroczyć, w nogę można ją złamać. Pchnięcie bagnetem musiało być trafne i głębokie". Zwycięstwo przechylało się to na jedną, to na drugą stronę. (...) "Zamieszanie w wąwozach zatrzymało nawet zwycięzców, którzy po zabiciu najbliżej stojących, często nie mogli się przedrzeć przez leżące przed nimi trupy i wozy" - pisał naoczny świadek Zwycięzcy noc spędzili na pobojowisku, w strugach deszczu. Ci którzy nie dotarli do punktów medycznych, umierali z upływu krwi bądź z wycieńczenia. Zmarłych pochowano na nieistniejącym dziś cmentarzu w Jaworze. Około sto pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy po obu stronach brało udział w tej bitwie. Poległo kilka tysięcy. W latach późniejszych kaczawska wiktoria była wykorzystywana do budowania pruskiego patriotyzmu. - Tekst Mirosław Szkiłądź kustosz Muzeum Regionalnego w Jaworze.

Blűcher został bohaterem narodowym, już w czwartą rocznicę bitwy, koło Bielowic został odsłonięty pomnik z żelaznym krzyżem. W stulecie bitwy ustawiono pamiątkowe obeliski w wielu miejscowościach. Największym pomnikiem jest wrocławska "Hala Ludowa", dawniej "Stulecia".

Wygodną drogą wspinamy się pod górkę na Płaskowyż Janowicki. Piechotą czy rowerem, prędkość nie przekracza pięciu km/godz. Jest 23 stopnie C, ciśnienie 999 hPa, 63% wilgotności a wiaterek 5 m/sek dmucha od wschodu czyli prosto w nos. Dzięki czemu nie wyniuchały nas trzy dorodne sarenki przecinając drogę kilka metrów przed nami. Prawie dało się je dotknąć.

Wieś Janowice Duże (pocysterska) znana już w 1202 r jako "Janovici". Uwagę przyciąga dwór barokowy z osiemnastego wieku z kamienia i cegły z mansardowym dachem i wieżyczką. W pobliżu niewielkie stawy bardzo zaniedbane. Droga jest zadrzewiona i wszystko tu jest złoto-żółte. W podłożu pewnikiem wiosną kwitły zawilce i przylaszczki, teraz jest złoty październik z nitkami babiego lata. W Tyńczyku Legnickim również jest dwór ale zaniedbany a mieszkańcy niezbyt uprzejmi. W ogródkach georginie w biskupim kolorze "kipią" - określenie Ani. Wszystkie gospodynie mają tę samą odmianę. Jedziemy asfaltową drogą i już z daleka widać park w Warmątowicach Sienkiewiczowskich, gdzie wjeżdżamy niejako od tyłu prosto na półwysep. Założenie rozległego parku obejmuje cieki wodne, altanki (jedna zniszczona jeszcze jest), fosę wokół pałacu, staw z wysepką obok dworu. Jest wiele starych platanów, dębów, lip drobnolistnych i innych pięknych klonów. Pałac kilka lat temu kupili producenci sałaty dla McDonalda - nie mylić z francuskim marszałkiem -(plantację sałaty widzieliśmy koło Bielowic 27.08.00 w drodze na Górzec 445 m npm). Na uroczej niby-wyspie robimy przerwę na śniadanie z obiadem za jednym przysiadem. Stare drzewa są brązowo-żółte, woda zasłana opadłymi liśćmi. Brakuje tylko świergotu ptaków. Panuje cisza. W tej bajecznie jesiennej scenerii zatrzymujemy czas na chwilę. Carpe diem - często mówi Ania. Teraz melduje jak to mieszkając we Wrocławiu urządziła piżamowe przyjęcie dla przyjaciół, bo właśnie kupiła sobie cudną piżamę. Koledzy wystąpili w górach od piżam, w spodniach od piżam, w slipach (nomen-omen) a jeden przyszedł w szlafroku nie mając nic pod spodem. Kobitki paradowały w kolorowych peniuarach.

Nie czas na spanie, szerokim łukiem mijamy barokowy dwór z 1602 r. i polną drogą tłuczemy się otwartymi przestrzeniami , znów podziwiamy sarenki, dalej ciekawe wądoły rzeczki Kojszkówki. Pod wiaduktem przecinamy tory kolejowe relacji Legnica - Jawor i zaraz droga jezdna. Chwilę czekamy na Andrzeja, którego Janusz tu umówił. Niestety minęliśmy się na trasie. Jedziemy zaś polną drogą na Raczkową cały czas trzymając się żółtego szlaku. Widać pobenedytkyński klasztor w Legnickim Polu. Na polach kwitną maki i margaretki choć to nie wiosna. Droga usłana potłuczoną dachówką i kłębowiskami suchego perzu. Obok zielenią się oziminy. Mostem "służebnym" przecinamy autostradę budowaną w latach trzydziestych na trasie Berlin - Górny Śląsk, drogę międzynarodową E-40 w trakcie modernizacji. Zajeżdżamy do kościółka filialnego p.w. Św. Antoniego w Gniewomierzu. To również stara wieś - wzmiankowana w 1218 r. Kościół z czworoboczną kamienną wieżą o charakterze obronnym pochodzi z piętnastego wieku. Uwagę zwraca ciekawe, dwuskrzydłowe epitafium na ścianie kościoła, rodziny Sonersów z osiemnastego wieku. Obok kościoła zgromadzono poniemieckie nagrobki z granitu. Ania tłumaczy nam motta i sentencje.

Ostatni odcinek polnej drogi do Koskowic zdobią dorodne krzewy dzikiej róży i jabłonie. Owoce są soczyste, dobre, bo jest gorąco. Na starych drzewach jedne gałęzie oblepione są jabłkami, inne obsypane białym kwieciem. Drzewa pachną wiosną i uwijają się przy nich pszczoły.

Jesienny dzień jest krótki, jednak w Koskowicach nadkładamy drogi aby zajechać do baru pod wierzbą na piwo. Już z daleka pozdrawia nas Andrzej. Najeździł pięćdziesiąt km w poszukiwaniu nas. Był aż pod Jaworem. Dobrą godzinę odpoczywamy: ble ble ble, pitu pitu. Nagle o 17,30 zrywamy się, bo zaraz będzie ciemno. Istotnie - pędzimy przez całe miasto na plac Łużycki w czterdzieści minut, po drodze załączając światła. Koniec wycieczki.

hb.