8-10.09.2000 - Marianówka

 

Trasa:
08.09.2000, piątek: Legnica - Warmątowice - Babin - Kozice - Winnica - Sichów - Stanisławów - Rosocha 464m n.p.m. - 25km
09.09.2000, sobota: Rosocha - Stanisławów - Pomocne - Czartowska Skała 463m - Muchów - Pomocne - Stanisławów - Rosocha - 15km
10.09.2000, niedziela: Rosocha - Stanisławów - Pomocne - Chełmiec - Piotrowice - Stary Jawor - Bielowice - Kościelec - Legnica - 40km
Razem: 80km


08.09.2000, piątek.
Około południa Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMiGW) - Idzie Mgła i Gówno Widać - przekazuje codziennie wszystkim rozgłośniom aktualne dane pogodowe i prognozę na najbliższą dobę. Ponieważ rokowania są jednoznaczne tj. 20º C, zero chmur i deszczyków przerzucam wydruk na fax EkoRamy.

Przez park zasuwam na most Bielański w Legnicy, gdzie Prezes Ola wyznaczyła zbiórkę o 16.00 na dwuipółdniową wycieczkę do Marianówki. Czternaście osób z objuczonymi rowerami zjawia się nagle w ciągu kilku minut. Jest Andrzej z Mateuszem, Zibi i Ola, Ania i Natuszka, Janusz z Łukaszem, Tomasz, Jola i Kasia, Henek Campus, i ja. (Justyna, Ania i Zosia dojadą samochodem ze Staszkiem). Przez chwilę podziwiamy nowe wzmacniane koła, ABS na hamulcach, i nowoczesne sakwojaże. Ruszamy przez park. Obok starych wodociągów zakręcamy na Jaworzyńską i prosto na Kościelec.

Wrześniowe słońce mocno razi w oczy. Z daleka widać elektrownię wiatrową we wsi Słup. Wioska Słup należała do najwcześniej poświadczonych dóbr klasztoru cystersów w Lubiążu. Obok kościoła stoi duży budynek z łamanego kamienia. To ossuarium (os - kość) - budynek cmentarny, w którym chowano ludzkie szczątki wydobyte z terenu cmentarza przy kopaniu nowych grobów.

Henek Campus prowadzi nas błotnistym skrótem na Winnicę gdzie lądujemy na moście przez Nysę Szaloną. Nad brzegiem pomniczek na pamiątkę bitwy Napoleońskiej. W Sichówku jest ledwie kilka domostw ale Sichów do duża wieś. W byłym zespole dworskim z siedemnastego wieku mieścił się polowy szpital w sierpniu 1813 r. (po bitwie Napoleońskiej). W murze kościelnym pokaźny krzyż pokutny z wyrytym narzędziem zbrodni.

KRZYŻE POKUTNE
Prawo stawiania krzyży pokutnych obowiązywało na Śląsku przez dwa wieki, od 1301r, w niektórych okolicach do 1615 r. Natomiast tradycja stawiania krzyży pokutnych przetrwała dłużej i wznoszono je jeszcze w osiemnastym wieku, jednakże już nie przez zabójcę którego karano więzieniem, lecz przez rodzinę zamordowanego dla uczczenia pamięci ofiary. Stąd pojawiają się napisy z nazwiskiem zamordowanego, datą, i okolicznościami zabójstwa. Krzyże pokutne wykonywano z okolicznego surowca. W okolicach gdzie w średniowieczu wydobywano granit jak Sobótka, Strzelin stawiano krzyże i kapliczki z granitu, tam gdzie znajdowały się złoża piaskowca - Bolesławiec, Lwówek wykuwano krzyże z miejscowego materiału, czasem wykorzystywano głazy narzutowe. Im dalej od ówczesnych kamieniołomów tym bardziej maleje ilość wznoszonych krzyży, jednocześnie też ich wymiary stają się mniejsze. (opr. Józef Milka Wrocław 68r).

W Sichowie nie zwiedzamy rozległego parku z układem wodnym gdzie rośnie potężny tulipanowiec o obwodzie 4,6 m, liczne platany, aleje kasztanowców i grabów. Wrześniowy dzień jest krótki. Słońce zajdzie o 19.30. Piątkowe popołudnie i tak wyrwaliśmy od szarej codzienności. W Sichowie - dawnej własności cystersów z Lubiąża, dogania nas Heniu "Truskawa".

Zakon cystersów odegrał ważną rolę w rozwoju osadnictwa na Pogórzu. Działalność szarych braci trwała od dwunastego do dziewiętnastego wieku.

Zapychamy pod górkę. Po lewej szczyt Krzyżowej góry (258 m) z dawnym kamieniołomem bazaltu. Wjeżdżamy do Parku Krajobrazowego "Chełmy". Utworzono go 1992 r. głównie dla jego wartości przyrodniczych. Nazwa "Chełmy" pochodzi od słowa "chomole", którym dawniej określano wzgórza. Powierzchnia wynosi blisko 15 tys. ha oraz tzw. otulina kolejne 14 tys. ha. Najwyższe wzniesienia (jednocześnie doskonałe punkty widokowe to szczyty wulkaniczne jak Mszana, Czartowksa Skała, Jastrzębna. W okresie kambru (początek ok. 570 mln lat temu, czas trwania ok. 70 mln lat) cały obszar był zalany morzem, na dnie którego osadzały się piaski, iły, muły, powstawały rafy koralowe, działały podwodne wulkany. W wyniku ruchów górotwórczych powstały nowe zespoły skalne z żyłami rud metali (koło Stanisławowa, Chełmca, Lipy, Mysłowa) i barytu - Stanisławów. Wylewy lawy bazaltowej podczas trzeciorzędowych ruchów tektonicznych utworzyły liczne kominy wulkaniczne.

Z rzadkich gatunków zwierząt żyje tu popielica - ponoć zadomowiła się w szałasie PTTK "Marianówka" na Rososze 464 m. Występują cenne ptaki jak puchacze, bocian czarny, krogulec, - tekst E. Wiśniewski.

Jesienią wszystkie ptaki poleciały w świat. W lesie panuje cisza, aż w uszach dzwoni. Doliną Gajki wiedzie asfaltowa droga. Jest dość stroma więc pokonuję ją "biegom-szagom" a przez wieś Stanisławów już tylko szagom i to z odpoczynkami. Dopadają nas roje much z pastwiska. Nad wioską widok na Góry Kaczawskie i Karkonosze o zachodzie słońca. Dochodzi dziewiętnasta i zaczyna się wczesny jesienny zmierzch. Wszystkie szczyty są różowe. Mijamy na górze jakieś zabudowania z czerwonej cegły i trawiastą ścieżką wprowadzamy rowery na szczyt Rosochy 464 m - Znikają muchy, kleszcze i coś jeszcze. Szałas otwarty. Pachnie dymem z ogniska. Jest Piotr "Sznurówa" i człowiek z piłą łańcuchową, hałas jest męczący, trociny fruwają przy palenisku.

Widok z łąki na Grodziec 389m, Wilczą Górę 378m, Ostrzycę 501m, Połom 667m, dolinę Kaczawy, Złotoryję jest tak malowniczy, że jeszcze nie chce mi się wracać do domu. Henka użądlił szerszeń. W dziupli jaworu jest ich gniazdo. Henek Campus dostaje przydomek - Szerszeń. Przyjeżdża na rowerze Leszek z siedmioletnim Kacprem.

Chata PTTK "Marianówka" jest bazą turystyczną z prawdziwego zdarzenia. Nie ma wody ani prądu. Pod ścianą stoją piętrowe prycze niczym w KL Gross-Rosen. Wzdłuż chaty ławy i długi stół, na nim świeczniki, przy ścianie szczytowej kominek. Łukasz pilnuje ognia. Panuje przytulne ciepełko i półmrok. Na kolację kiełbaski na gorąco i piwo. O 20.00 jest czarna noc. W schronisku odbywają się imieniny Marysi (Matki Boskiej Siewnej). Marysię "przerobiono na Pszczółkę Maję ze skrzydełkami a Piotra wyposażono w czułki i robił za trutnia Gucia.

W pobliżu nie ma żadnych świateł więc znakomicie świeci Wielka Niedźwiedzica. Pod wodzą Piotra ze Sznurówy z latarkami w rękach w kilka osób wychodzimy oglądać intrygujące zabudowania z czerwonej cegły. Są to dobrze zachowane pomieszczenia poniemieckiej stacji radarowej. Oglądamy podziemne cysterny, pomieszczenia z betonowymi ławami gdzie stały transformatory, pomieszczenia na pulpity sterownicze. Przypuszczalnie kilka pięter schowanych jest pod ziemią. Oficjalnie w czasie II wojny światowej tylko Anglicy mieli radary. Jak było naprawdę ? Długo buszujemy po betonowych schodach, pokojach i halach. Na zewnątrz Piotr pokazuje potężne fundamentu po maszcie antenowym i nagle otwiera się nocny widok na Legnicę. Światła rozciągają się na wiele kilometrów od Huty Miedzi przez centrum po Piekary. W dali widać światła Lubina.

Przez chwilę siedzimy na pniaczkach przy ognisku.
Nie trzeba iść do domu, nie trzeba rozbierać się, ani myć.


09.09.2000, sobota.
Miałam spać na górnym łóżku ale rzuciłam materac na podłogę i już sobota. Ola nazwała mnie "Upadłą madonną z wielkim cycem" van Klompa. - Dzień dybry!
Dzień sprzątania świata. Sprzątać będziemy wieczorem.
Przyjeżdża Tadeusz "Red Bull", Leszek H. i Czesław.
Panowie zagotowali wodę w wielkim okopconym czajniku więc jest kawa. Do południa zajęcia w grupach.
Jedna kilkuosobowa grupa wybiera się z Piotrem Sznurówą na pieszy spacer przez las. Jesienne słońce rzuca urokliwe światłocienie. Ścieżki zasnute są pajęczynami. Piotr pokazuje piece do wypalania wapna. Okolice od wieków związane były z górnictwem. Wydobywano głównie rudy żelaza, których kopalnia działała do ostatniej wojny.

Druga grupa na rowerach z Henkiem Szerszeniem jedzie oglądać Czartowską Skałę. Należy zjechać do Stanisławowa poczym wturlać się na dział wodny między Kaczawą a Nysą Szaloną do Pomocnego. Stąd "chłopskie" pięć minut rolniczą drogą prosto na szczyt.

CZARTOWSKA SKAŁA 463m stanowi resztę komina wulkanicznego. Bazalt wykazuje bardzo wyraźną oddzielczość słupową. Rozciąga się stąd szeroki widok. Na północy "nasza" Rosocha 464m, na południowym zachodzie Połom 667m npm. z charakterystycznym kamieniołomem wapienia, w dali Karkonosze. Na skróty polną drogą przez usychające pożółkłe trawy (południowy stok) zjeżdżamy do Muchowa. (Tu ciocia Marysi). Wracamy okrężną drogą. Na drogowskazie napis "Czartowski kał". Ponownie jedziemy przez Pomocne gdzie kupujemy pokarm - humor zeszytów. Przez "pionową" wieś Stanisławów podchodzę pieszo. Natuszka dopingowana przez Zybiego Dynamita wjeżdża rowerem. Czesław łapie gumę z wielkim hukiem.

Przyjeżdżają rowerami dostojni goście: Dyrektor Huty Miedzi Legnica pan Jacek Nowak z żoną Karoliną, Prezes Funduszu Ochrony Środowiska pan Krzysztof Strynkowski. Prezes PTTK O/Huta Miedzi kol. Krzysztof Król.

Janusz "Kwiatuszek" ustawił długi stół przed schroniskiem. Na ognisku przypiekają się kurczaki, wielki gar bigosu paruje pobudzając soki trawienne. Dwa antałki piwa wzbudzają aplauz. Zaczyna się uroczystość rozdania "Oscarów". Chyba wszyscy zostali obdarowani akcesoriami rowerowymi i turystycznymi a większość z nas jest nominowana wielokrotnie. Podziękowania do mikrofonu są standardowe czyli "I love you" i "dziękuję mojej rodzinie". Wielki banner głosi hasła (nie)wyborcze "Nie oddamy pancernych rowerów bundesverze. Słońce przygrzewa więc przenosimy się na ucztę rzymską w cieniu jaworów. Uwaga na szerszenie! Wieczorem spacerujemy po prywatnej łące. Wierzchołek prawie płaski, dalej stromo a w dole plantacja świerków zwykłych i srebrnych. Łąka miękka jak dywan. Nachylenie zachodnie więc zieleń jeszcze soczysta, czają się osty górskie - dziewięćsiły bezłodygowe. Niebieskie dzwoneczki przeplatają się z amarantowymi goździkami do tego kwitną jakieś żółte mniszki. Schronisko na Śnieżce lśni blaskiem zachodzącego słońca.

Późnym wieczorem przemieszczamy się do wnętrza chaty. W szałasie Ania publikuje swój patent na klonowanie ludzi. Należy wziąć duży słój po kwaszonych ogórkach, wypić wodę spod ogórków, nalać wódki i piwa, wrzucić trochę kiełbasy z rusztu, śledzia dodać wybraną tkankę honorowego dawcy i gdy komórki będą wielkości kijanek wypuścić do Kaczawy. Płyń po morzach i oceanach...

Tranzystorowe radio daje czadu. Czesław przy każdej stacji melduje "przeeeeeekręć !" W środku nocy nikt nie śpi, nie zasiada przy stole, wszyscy bawią się.

Gramolę się na górne wyro, Ania zapobiegliwie bierze z sobą butelkę napoju, który cieknie z góry prosto na Tadeusza Red Bulla.


10.09.00, niedziela.
Przyjechała na rowerze Danusia.
- Dlaczego w tych drzwiach nie ma klamek? - dziwi się Zosia.
- Dlaczego w oknach są kraty?
- Idziemy po maślaki! - wyciąga mnie Ania.

Wokoło polany rozciągają się mieszane lasy. Bierzemy miskę, noże i schodzimy do gęstego chaszczowiska. Pełno tu usychających konwalii. Ania już kosi maślaczki.

- Przynieś te dwa, które rosną przy drodze! - mówi Ania.
- O! Tu są jeszcze malutkie, schowane pod igliwiem.

W kilka minut nazbierałyśmy pełną miskę. Była nawet jedna kania. Grzyby przekazujemy komisyjnie Oli (dzień bez wazeliny to stracony dzień!). Mateusz nazbierał kozaków.

Janusz "Wyczynowy" pokazuje artykuł z ostatniej Panoramy gdzie autor P. Rollauer skarży się na nieoświetlonych rowerzystów, na piratów chodnikowych itd. Tomasz proponuje jazdę w kaskach rowerowych.

- Założymy nakolanniki, nałokietniki i będziemy jak średniowieczni rycerze. - śmieję się.

Przed schroniskiem spotykamy znajomych z Legnicy państwa Grajków - serwis rowerowy przy ul. Szpakowej w Legnicy. Okazuje się, że pani Grajek chodziła z Olą do szkoły (zanim jej nie wyrzucili) a pan Grajek zna Zybiego-Dynamita. Pakujemy swoje zabawki. Tomasz zamiata chatę. Jedziemy do Legnicy dłuższą trasą niż przyjechaliśmy. Henek Szerszeń prowadzi na Pomocne. To rajd górski, ostre zjazdy i strome podejścia. Jest piękna słoneczna pogoda. Przy sklepie robimy kilka zdjęć. Czartowska Skała zostaje za nami gdy pędzimy z góry na Chełmiec. Na liczniku mam ponad 50 km/godz. Zatrzymuję się przed wsią razem z kilkoma osobami m.inn. Januszem, który poleca mi zamontowanie ABS do hamulców za jedyne dziesięć złotych. oświetlenia bateryjne, mrugające, i zwykłe dynama. O zmroku dojeżdżamy do Legnicy. Na Jaworzyńskiej rozdzielamy się. Z Danusią jedziemy na Piekary. Dochodzi 20.00.

hb.