5.06.2000 - Wycieczka w nieznane

Zawsze chciałam pojechać gdzieś bez celu i planu ale jak samemu zorganizować sobie wycieczkę w nieznane? - Zapisać się do EkoRamy.
Godzina zbiórki (9.30) była znana. Natomiast miejsce trudne do identyfikacji "stara pętla autobusowa na legnickich Piekarach". Na osiedlu jest kilka starych i jeszcze starszych pętli. Koleżankę Jadzię z dziewczynkami na rowerach spotkałam obok mojego domu. Właśnie minęły umówione miejsce. Kilka osób zatrzymało się przy torach, przed rzeczoną pętlą, dopiero następni zabrali ich na start w nieznaną trasę.
Siedemnaście osób odważyło się wybrać na wycieczkę w tę upalną czerwcową niedzielę. O godzinie 9.00 Instytut Meteorologiczny w Legnicy odnotował 23° C, 1002 hPa, 60 % wilgotności, wiaterek 3 m/sek. z południa. Pojechaliśmy na wschód. Mam nadzieję, że Heniu (pilot) wie dokąd wiedzie Olę, Zbyszka, Janusza z synem Łukaszem, Renię z mężem, Anię, Andrzeja, Danusię, i mnie. Dojeżdżając do Koskowic usłyszałam w radiu, że w kraju jest dziś dzień bez samochodu.


 5 czerwca - Dzień - Ochrony Środowiska


 "Przyrzekam oszczędzać energię, wodę; 
przyjąć taki styl życia, jakby Dzień Ziemi trwał zawsze.
Przyrzekam kupować tylko to, co nie jest szkodliwe dla środowiska.
 Jeśli ono przetrwa, to i ludzie nie zginą..."


 (Z deklaracji amerykańskich ekologów z r. 1970)


   
Po lewej stronie jezioro Koskowickie, po prawej, pośród zbóż plamy czerwonych maków. W Kłębanowickich ogródkach odeszły w przeszłość przebiśniegi i krokusy. Królują wysokie, fioletowe i kremowe naparstnice. W murze kościelnym w Kłębanowicach wysoki krzyż pokutny. Wyraźnie czytelny wizerunek narzędzia zbrodni. Na tym krzyżu widać wyrytą dzidę ale trafiają się miecze, topory, kusze i inne. 
W jednym tylko przypadku nie rzeźbiono narzędzia zbrodni, mianowicie gdy chodziło o gwałt.

Krzyże pokutne - kamienne pomniki średniowiecznego prawa. Blisko 400 krzyży wykutych z granitu i piaskowca do dziś przypomina minione zbrodnie i tragedie.

Zgodnie z obowiązującym wówczas prawem wyrok sądu nakładał na mordercę obowiązek pokrycia kosztów pogrzebu ofiary, dostarczenie kościołowi wosku, zamówienie mszy, nieraz odbycia pielgrzymki, łożenia na utrzymanie rodziny i wychowania dzieci zamordowanego, zapłacenie za piwo wypite podczas przewodu sądowego i obowiązek wystawienia kamiennej kapliczki lub krzyża. Rodzina ofiary wyrzekała się zemsty i przy krzyżu godziła się z mordercą. (Opracowanie Józef Milka, Wrocław 1968) Cdn. przy okazji oglądania kolejnych 399 krzyży na Śląsku.

W Rogoźniku krzyżują się lokalne drogi wschód-zachód i północ-południe. Przecinamy drogę Jawor - Prochowice i po granitowej brukówce wjeżdżamy na gładziutką asfaltówkę w kierunku Tyńca Legnickiego. Z prawej strony już widać zalesioną dolinkę Cichej Wody. Sielankowy zjazd i nagły skręt w prawo pod kątem prostym aby wjechać na most nad Cichą Wodą. Tu chwila przerwy. Małe dziewczynki były zmęczone ale gdy dowiedziały się, że cel podróży widać w lesie, wyrwały do przodu. Po chwili jazdy już jesteśmy w dwuhektarowym chłodnym lesie. Rozłożyste dęby, potężne topole, trawniki ozdobione rzeczułkami i oczkami wodnymi. Nad stawem okaz igliczni trójcierniowej (drzewo podobne do akacji). Na wodzie bieli się łabędź, pływają dwie kaczki krzyżówki, na paśniku kaczym stoi czapla siwa. W "Prząśniku" wylądowaliśmy około południa po przejechaniu 18 km. Gdy usiedliśmy na wodą Heniu zauważył, że ptaki na wodzie są plastikowe. Złapałam żabę. Żaba była prawdziwa.

- Gdy ją pocałuję zamieni się w królewicza.
- Tak jest w bajkach - wyjaśniła Ania - w życiu jest odwrotnie.

Obejrzeliśmy dawny majątek. Jedyne czego udało mi się dowiedzieć to to, że należał do Heleny Zedlitz. Pensjonariusze, aby tu dożywać muszą mieć dobre emerytury a na miejsce trzeba nieraz czekać kilka lat. Zastanawialiśmy się czy nie zamówić kolejki.

Łukasz rowerem objeździł pół ogrodu i zameldował, że po drugiej stronie stawu jest cienista polana z ławkami i paleniskiem. Przenieśliśmy się, po drodze zachwycając się klombami róż na dziedzińcu. Rabaty na trawniku ułożone w kontrastowe kolory, jasny róż obok bordowego, dalej plama herbaciana i czerwona. Rozlokowaliśmy się aby zjeść obowiązkowy zestaw turystyczny czyli kanapki z pasztetem prochowickim i pomidorem. Koleżanka Jadzia stwierdziła, że jej dziewczynki wypiły już cały zapas fanty więc ona podjedzie do sklepu w Brenniku i przywiezie co trzeba. Heniu zdradził dalszą trasę - "Wracamy do Legnicy. Zamierzałem poprowadzić was jeszcze do Legnickiego Pola przez Księgienice ale jest upał i są z nami dzieci więc skrócimy wycieczkę." Odpoczywając w cieniu zaczęliśmy marzyć jak to będzie fajnie na "Włóczędze 2000" gdy przyjdzie nam co dzień jechać po piaskach z obciążeniem, po 50 km w deszczu i w komarach. Jadzia przywiozła napoje dla dzieci i reklamówkę kiełbasek. Łukasz momentalnie rozpalił pod rusztem. Kiełbaski były smakowite. Poszłam umyć ręce, Danusia informowała, że bieżąca woda jest o trzy metry za nami w krzewach. Istotnie płynie tam wartki strumyczek na krok szeroki, brzegi umocnione faszyną, wygląda romantycznie i tajemniczo. Wszystkie te rzeczki i sztuczne rowy dekoracyjne są dopływami rzeczki Kałaczki, która opodal wpada do Cichej Wody. Miło odpoczywać w cieniu siedząc na ławce z oparciem.

- Ile zębów powinna mieć teściowa ? - zapytała Ania.
- Dwa, jeden do otwierania butelek, drugi żeby ją bolał.

Ania oprowadziła nas po całej turystycznej Europie, pamiętam tylko, że tureccy sklepikarze uciekali prze nią, bo tak namolnie targowała się o dużą gąbkę.

Około 1530 wyjechaliśmy w nadziei, że powietrze trochę się orzeźwiło. Nic bardziej mylnego. Ciśnienie 1000 hPa, 45 % wilgotności względnej, wiatr 3 m/sek z zachodu, temperatura 29 ° C w cieniu - A musisz siedzieć w cieniu ? Pojechaliśmy polną, piaszczystą drogą na Polankę. Tu z daleka coś się czerwieni. Róże pnące oplotły cały wiejski dom. Nie tylko mnie urzekły. Dolecieliśmy do Rogoźnika. Przy drodze żywopłot z ligustrów pachniał miodem. Heniu zakomunikował , że przerwa na piwo (bezalkoholowe) będzie w Koskowicach pod wierzbą. W ogonie rowerów kilometry szybko mijają. Pachniało burzą ale deszczu nie było. Słońce w czerwcu zachodzi nad Legnicą o 2109, W domu byłam około 1930 po przejechaniu 36 km.

hb.