20-21.05.2000 - 32 Rajd Kaczawski

Wleń

 

Sobota, 20 maja 2000.
Po dwóch tygodniach upałów rzędu 28~30 stopni Celsjusza dziś pochłodniało do plus 11 stopni więc gdy spotkaliśmy się o 800 na Bielańskim moście niektórzy byli ubrani jak na Syberię. Na niebie przewalanka: słońce na przemian z pełnym zachmurzeniem. Na pytanie o trasę kol. Heniu powiedział, że jedzie pierwszy - a trasę sami zobaczycie. Leszek zamyka węża złożonego z 18 rowerów. Pojechaliśmy objuczeni sakwojażami. Ania pochwaliła się nowymi sakwami i zgłosiła gotowość do "Włóczęgi 2000". Rano w parku na Jaworzyńskiej ruch zerowy i już widać duży niebieski budynek wodociągów. Przecinamy autostradę i w prawo na Dunino. Słońce w plecy, wiatr w oczy, proporzec EkoRamy furgocze na wietrze. Przy drodze białe akacje aż brzęczą pszczołami. W wiejskich przydomowych ogródkach żółto i niebiesko od irysów, obok czerwono kwitną piwonie. Mijamy maleńkie Muzeum Bitwy nad Kaczawą w 1813 r i już widać miejsce ujścia Nysy Szalonej do Kaczawy.
Podjechaliśmy pod górkę aby przeciąć drogę Legnica - Złotoryja. Asfaltową drogą dobrze jechało się z górki gdy nagle w Ernestynowie pociemniało na niebie i lunęło. Tu błysnęło, tam huknęło i wszyscy wpadli do sklepu niby po zakupy. Po chwili deszcz ustał nagle jak spadł więc pojechaliśmy do Uniejowic. Droga bardzo wygodna ale wieś ciągnie się długo do garbatego mostu na Skorze a potem jeszcze długo w dolinie Skory. Nagle skręcamy w lewo obok leśnictwa przez las, z górki po kałużach prosto na polowy parking pana M. Sabadacha. Tu mała przerwa na make up. Ja założyłam radziecką furażerkę z gwiazdką szeregowego żołnierza Armii Radzieckiej. W Sabadachowie zameldowaliśmy się o 1110. Gospodarz Prywatnego Muzeum zaproponował jedzenie na gorąco. Większość poszła na kiełbaskę.
Pan Sabadach wyniósł ze swego Muzeum kilka mundurów Armii Czerwonej, w tym wojsk lądowych, powietrznych i marynarki wojennej. Czapki niczym lotniska. Mundury dźwięczą orderami. Każdy chciał mieć zdjęcie przy pomniku marszałka Rokossowskiego. Gdy już wszyscy nacieszyli się mundurami gospodarz przyniósł zardzewiałą pepeszę. Mimo, że bez amunicji, ważyła tonę. Już mieliśmy opuszczać Sabadachowo gdy rozpętała się burza. Skorzystaliśmy z namiotów tureckich i innych zadaszeń. Spływają krople z drzewa, woda z namiotu kapie. Majowa burza jest krótkotrwała.
Siódmego maja w Uniejowicach odbył się Festiwal Piosenki Wojskowej i Wojennej. Zaproszeni byli Kawalerowie Krzyża Virtuti Militari. Michał Sabadach obiecuje założyć w swoim gospodarstwie azyl dla starych wysłużonych koni. (na razie posiada wysłużone - i to mocno - psy).
Ostatnio gospodarz okazał pomoc przy remoncie romańskiego kościółka w Pielgrzymce.
Nieco po południu wyjechaliśmy z Uniejowic. Jechaliśmy piękną doliną rzeki Skory, która bierze początek na stokach Ostrzycy (501 m n.p.m.), wpada do Czarnej Wody a ta do Kaczawy w Legnicy. Cieszyliśmy oczy coraz ładniejszymi ogrodami. Znikają powoli płoty z kurnikami a ich miejsce zajmują trawniki, skalniaki, otwarte przestrzenie z oczkami wodnymi, głazami itp. Ciekawy ogród w Pielgrzymce zwrócił uwagę wszystkich. Ciągnął się na pofałdowanym terenie przez kilka posesji. Jechaliśmy lekko pod górkę mając po lewej Ostrzycę, najwyższy szczyt Pogórza Kaczawskiego. Jesteśmy na 32-gim Rajdzie Kaczawskim Hutników, musi być pod górkę.
Opuściliśmy dolinę Skory aby dostać się w dolinę Bobru. Po drodze trzeba przejechać przez piękną wieś Twardocice. Wiedzie do niej tunel z kwitnących akacji.
W Twardocicach w 15-tym wieku działała niezwykła sekta Schwenkweldystów.
Gdy zobaczyliśmy tablicę z nazwą wsi "Sobota" zaczęliśmy wołać do pilota, że stajemy robić zdjęcia , bo dziś sobota. Dalej niewiadomo kiedy dojechaliśmy do Marczowa. Tu zobaczyłam Bóbr. Podobał mi się tak, że gdy wszyscy zatrzymali się przy sklepie wróciłam parę kroków aby jeszcze popatrzeć na rzekę, która pokonała już dwie góry: Kamienną i Jelenią Górę. Tu z prawej strony wpada urokliwa rzeczka Ślęczka. Przy samym zbiegu rzek stoi fragment figury św. Jana Nepomucena, (który stracił głowę). Z lewej strony rzeka została ujarzmiona i część wody pochłaniana jest przez elektrownię 20 kV, 10 A).
Po dość trudnym podjeździe, zjeżdżamy szybko szeroką asfaltową drogą przez Łupki w kierunku Wlenia..
Szukaliśmy noclegu w Zameczku, okazało się że chodzi o Pałacyk. Pod Gródkiem Wleńskim spotkaliśmy jakiegoś kolarza w kasku z komputerem pokładowym na kierownicy, ze światłami stop itp. Pod górkę wturlałam się pieszo. Zaraz trzeba było zjechać do Wlenia. Ależ była jazda z góry. Pytałam Janusza, który pędził za mną czy już dym leci z klocków hamulcowych. Niebawem wylądowaliśmy w hotelu Pałacyk. godzina była 1700.  Właśnie dojechał z Legnicy Leszek Młodszy, który pracował przed południem. Zrobiliśmy 78 km (licząc od Piekar). Rowery zabunkrowaliśmy w garażach i na kwaterę odpoczywać. Zamieszkałam w trójce z Leszkiem i Anią. Ledwie zdążyliśmy pomyć się gdy wpadła prezes Ola z rozkazem, że za kwadrans spotykamy się w sali kominkowej na tym samym piętrze szesnastowiecznego pałacu. Sala istotnie jest obok, są tam stoły i krzesła, sprzęt RTV, stół do tenisa stołowego i  drewniany słup podpierający legar;   tylko kominka nie ma. Prezes Ola rozdała jakieś kwestionariusze niczym na maturę.
- Szybko, szybko nie ściągać jeden od drugiego - rządziła Ola
Nazwisko swoje znam ale jaki jest nr trasy, na której jestem nie mam pojęcia.
- Aniu ! - ile punktów mam sobie wpisać ?
- Jeśli chcesz nagrodę wpisz "maksimum" Komisja skreśli ci nadmiar.
Pytania dotyczyły Parku Krajobrazowego "Chełmy", najwyższego szczytu Pogórza Kaczawskiego, roku budowy Huty Miedzi Legnica, pierwotnego miejsca stawiania krzyży pokutnych, skali na mapach turystycznych. Zabawa była przednia, bo nikt nie chciał dać ściągi. Szanowna komisja piorunem wyłoniła zwycięzcę.
Najwięcej punktów zgarnął kolega współlokator czyli Leszek Młodszy.
Dostał ładną koszulkę polówkę. Prosiliśmy aby natychmiast przymierzył. Nagrodom nie było końca, każdy musiał coś mierzyć. Gwar stawał się coraz głośniejszy, muzyka narastała i porywała. Próbowałam grać w tenisa stołowego ale małolaty zarekwirowali stół więc było więcej miejsca na balety. Tomek dał pokaz artystycznego tańca przy rurze (za rurę robił drewniany słup), Ania prezentowała taniec Michaela Jacksona, ja tańczyłam polkę ze Zbyszkiem.
Miło było bawić się ale o północy gospodarz Pałacyku poprosił o ciszę nocną więc przeturlaliśmy się na kwatery.

niedziela, 21 maja 2000.
Na śniadanie mocna kawa i około 900 zbiórka na dziedzińcu Pałacyku. W parku od świtu gra ptasie radio. Pilot Henryk zadysponował wycieczkę do Pilchowic.
- Heniu , jak bawiłeś się wczoraj wieczorem ?
- Po kolacji położyłem się na kwadrans i był to najdłuższy kwadrans mego życia.

Wydobyliśmy rowery, ubrali się ciepło i pojechaliśmy Doliną Bobru na Zaporę. Droga to zadrzewiony trawers.

Park Krajobrazowy Doliny Bobru utworzono 16 listopada 1989 r. Park obejmuje 13.270 ha na długości ok 42 km z przełomami i jeziorami zaporowymi: Modre, Wrzeszczyńskie i Pilchowickie. Osią Parku jest Bóbr, który oddziela Pogórze Izerskie od Gór Kaczawskich. Tablice zapraszają do baru pod zaporą. Na rozdrożu stary poniemiecki gasthaus z dużymi oknami jak w wiejskiej świetlicy. Inne bilbordy zapraszają do baru przy koronie zapory. Pojechaliśmy do góry. Korona zapory robi wrażenie ogromem. Pod względem wielkości jest drugą w Polsce (po Solińskiej). Budowało ją w latach 1915 sześciuset ludzi, głównie Włochów i Austriaków. Wysokość to 62 m, długość 350 m, szerokość korony 7,5 m, szerokość przy fundamencie 35 m. Powierzchnia 240 ha, pojemność 50 mln m3 (Słup - pamiętamy 31 mln m3).

Po odpoczynku, zdjęciach, jedzeniu pojechaliśmy zuriick do Wlenia. Miło leciało się z góry gdy nagle Janusz jadący przede mną melduje - "Coś mi ociera !" Awaria wypadła przy starym poniemieckim domu gościnnym.

Wymiana dętki przebiegła sprawnie. Przyczyna dziury czyli pinezka została zabrana na pamiątkę. Pojechaliśmy do Rynku we Wleniu. Tu w 700-lecie nadania Wleniowi praw miejskich w 1914 r ustawiono pomnik gołębiarki. Jest pamiątką targów gołębi, związany z historią. W czasie wielkiej klęski głodu ziemie te nawiedziła szarańcza. Na ratunek przyszły gołębie, które pożerały owady.

Minęliśmy Rynek i długi ogon rowerów zawinął na kemping nad Bobrem, gdzie odbyło się oficjalne zakończenie 32 Rajdu Kaczawskiego Hutników. Na brzegu kolorowo od turystów, gwarno. Spotykają się znajomi, obcy, klasy szkolne i wytrawni piechurzy. Pod kolorowymi parasolami kwatermistrz serwuje grochówkę rajdową. Na zakończenie odbył się konkurs turystyczny. Nasza prezes EkoRamy Ola  wzięła udział w jakimś trudnym konkursie ekologicznym i wygrała komplet radiotelefonów. Leszek Młodszy startował w konkursie krajoznawczym i zdobył pierwsze miejsce (wygrał wiertarkę elektryczną).

Teraz duzi chłopcy zaczęli bawić się radiotelefonami. Stanęli o krok od siebie i próbowali słyszalność. "Ja brzoza, jak mnie słyszysz ?" Pilot i "czerwona latarnia" umówili się, że w drodze będą kontrolowali sytuację w peletonie.

Nad Bobrem bawiliśmy się beztrosko ale około 1515 pożegnaliśmy turystów i uzbrojeni w radiotelefony pojechaliśmy na Legnicę. Początkowo fajnie się jechało wzdłuż Bobru ale zaczęły się schody w postaci gór Kaczawskich.

Składają się z czterech łańcuchów. Nazywają się jak strony świata: Wschodni, Północny, Południowy i Mały.

Przyszło nam pokonać próg na Północnym Grzbiecie. Większość koleżanek i kolegów podjechała. Ja wturlałam się pieszo. Zjazd ze szczytu to był odjazd, chyba ok. 20 km z góry po wygodnej asfaltowej drodze z prędkością 40 km/h. Po lewej stronie zielony stożek Ostrzycy oświetlony słońcem. W przydrożnych rowach lawendowo kwitną wysokie mydlnice. Czerwone smółki kontrastują z cytrynowymi żarnowcami. Zamknęliśmy wczorajszą pętlę wokół Ostrzycy i zaś podziwialiśmy piękny ogród w Pielgrzymce. Tu ok. 17.00 mała przerwa na jedzenie, picie itp. Połowa peletonu odjechała kawałek do lasu. Zradiofonizowani rozmawiają tak:
- Czy już wszyscy zrobili kupę ?
- Nie używaj wulgaryzmów w eterze!
- Pytam więc czy stolce zostały postawione?

Z Uniejowic na Legnicę pojechaliśmy jakimś skrótem, polną aleją z akacji pełną kałuż i błota. Krople wody uginały przydrożne trawy. Nad Chełmami zajaśniał fragment tęczy (a jednak tęczy nic nie wyręczy).  Wylądowaliśmy na przejeździe kolejowym przy Hucie. Trzeba było przeciąć ruchliwą jezdnię Legnica - Złotoryja. Pilot Henryk prosił o zachowanie ostrożności i szybkie, grupowe przejście w poprzek.

- Jedziemy na rowerach, czy lecimy pieszo? - zapytałam.
- Jeśli nic nie jedzie,  to "idziemy ręcznie" - zameldował Heniu.

W Lasku Złotoryjskim rozjechaliśmy się do domów, godzina ok. 2100 i 82 km dziś. Razem na Rajdzie Kaczawskim 151 km.

hb.