7-8.11.1998 - "Marianówka" w Parku Krajobrazowym "Chełmy"

 

7 i 8 listopada 1998 roku zwolennicy dwóch kółek z KTR "EkoRama" uczestniczyli w dwudniowej wycieczce. Celem było obcowanie z przyrodą na terenie Parku Krajobrazowego "Chełmy", który znajduje się w granicach województwa legnickiego.
Po dotarciu spóźnialskich na miejsce spotkania grupa nasza liczyła 16 osób, w tym 5-cioro dzieci. Wyjazd nastąpił o godz. 1030 z mostu na ul. Bielańskiej. Pierwszy etap wycieczki odbył się w towarzystwie wiejącego z ogromną siłą wiatru, oczywiście w twarz przy temp. 5 0 C, tak że pokonanie 10 km odcinka w tak niesprzyjających warunkach atmosferycznych, dla mniej wytrwałych było nie lada wyczynem. Następny trudny etap wycieczki czekał nas już na terenach Parku. Szczyt góry Rosocha, na którym znajdowała się chata turystyczna, który był naszym celem, jest jednym z kilku wyższych na terenie Parku (464m n.p.m.). Łagodne lub strome, niekończące się podjazdy, znajdujące się na odcinku ok. 5 km okazały się trudne do pokonania. Nielicznym udało się to przy pomocy swoich jednośladów. Pozostali dotarli na górę na własnych nogach, pchając przepełnione bagażami rowery.
W tym miejscu nie można nie wspomnieć o przeprowadzonej przez nas akcji pod hasłem  "ratowanie środowiska naturalnego". Otóż, przejeżdżając mostem, zwróciliśmy uwagę na leżący poniżej, w rwącym strumieniu, pełen worek z napisem "nawóz sztuczny". Dwóm śmiałkom, z poświęceniem jedynego obuwia, udało się zejść do strumienia i wyłowić 25 kg ekologiczną bombę.


Schronisko turystyczne "Marianówka", jak już wcześniej wspomniałam, cel naszej wyprawy okazało się swoistego rodzaju, urokliwą górską chatą z kominkiem, pozbawioną energii elektrycznej, do której wodę trzeba dowozić z najbliższych zabudowań wózkiem napędzanym siłą ludzkich mięśni. Po zagospodarowaniu się, wyprawie po wodę i drewno na opał, mogliśmy zasiąść do pieczenia kiełbasek.

 

 

 

Dzięki prezesowi naszego klubu Oli, konkursom z nagrodami i zabawom nie było końca. Aby dopełnić dnia cała nasza grupa wybrała się przy blasku "łysego", na opodal znajdujące się wzniesienie, z którego roztaczał się widok na Legnicę, miasto w którym żyjemy. Widok pulsujących świateł, widzianych z pewnej odległości, nastrajał nas "każdy ma swoje miejsce na ziemi". Następnie został rozpisany całonocny dyżur na palenie w kominku oraz pilnowanie rowerów. Przebudziliśmy się o świcie. Po śniadaniu i uporządkowaniu chaty i terenu wokół z żalem wyruszyliśmy w drogę powrotną. Wbrew oczekiwaniom, zjazd z góry nie należał do łatwych. Mdlejące od naciskania na manetki hamulców dłonie, zmuszały nielicznych do zejścia z siodełek. Nie mniej jednak postanowiliśmy wracać inną, dłuższą trasą. W miejscowości Sichów zboczyliśmy z drogi aby przyjrzeć się ruinom pałacu, pozostałości po zamierzchłych czasach. Zatrzymaliśmy się również przy zaporze wodnej, która powstała przez zalanie wsi Słup i nosi jej nazwę. Jest to jedyny zbiornik retencyjny na terenie naszego województwa. W międzyczasie u jednego z naszych cyklistów doszło do awarii pojazdu. W trakcie jazdy usłyszeliśmy huk. Przebita została opona wraz z dętką. Nie mniej jednak u członka naszego klubu, który zawsze jest przygotowany i dostatecznie zabezpieczony przed tego typu wydarzeniami, doszło do szybkiego usunięcia defektu. Nie bez znaczenia jest fakt, że z pomocą ruszyli prawie wszyscy koledzy i oczywiście koleżanki.
    Do domów dotarliśmy ok. godz. 1400.
Świeże powietrze w tak ogromnej dawce i trudna, licząca 60 km trasa ułatwiły nam zasypianie tak skutecznie, że kilkakrotnie budziłam się nad klawiaturą.